Dobre zasady są ważniejsze niż krótkotrwały sukces wizerunkowy
Uchwalony kodeks etyki nie jest przełomowym aktem, który w szczególny sposób zmienia rzeczywistość praktyki radcy prawnego. I to akurat jest jego pozytyw
Wywiad na początek
Przed zjazdem w liście do dziekanów innych izb apelował pan o nieuchwalanie nowego kodeksu, tylko poprawienie obowiązującego. Nowy kodeks jednak przeszedł. Czuje się pan usatysfakcjonowany?
Trudno rozstrzygać tego typu sprawy w kategoriach osobistej satysfakcji. Ważne jest, aby obowiązujące radców prawnych akty prawne nie były dla nich szkodliwe. Jest równie istotne, aby respektowały one historię naszego zawodu oraz nie narażały na szwank profesjonalnego wizerunku radców prawnych na rynku. Pod tym względem jestem usatysfakcjonowany decyzjami Nadzwyczajnego Krajowego Zjazdu Radców Prawnych. Rzecz bowiem nie w tym, czy mamy nowy kodeks etyki, czy znowelizowany poprzedni. Priorytetem, który bardzo silnie podkreślałem przed zjazdem, również na łamach DGP, była ochrona radców prawnych przed niebezpiecznymi dla nich rozwiązaniami, które znajdowały się w projekcie nowego kodeksu etyki. To zadanie zostało zrealizowane - stąd można mówić o sukcesie. I nie jest to sukces osobisty, ale całego mojego samorządu.
Czym w sumie różni się uchwalony kodeks od tego, który dotąd obowiązywał? Bo na pierwszy rzut oka wygląda to na nowe opakowanie ze starą zawartością.
Rzeczywiście, w porównaniu do przedłożonego zjazdowi projektu uchwalony kodeks etyki nie jest przełomowym aktem, który w szczególny sposób zmienia rzeczywistość praktyki radcy prawnego. I to akurat jest jego pozytyw. Jest to jednak kodeks bezpieczny - czyli taki, który da się stosować na co dzień bez uszczerbku dla wykonywania naszych obowiązków czy też wizerunku profesjonalnego zawodu prawniczego. Udało się nam uzyskać poparcie dla fundamentalnych dla wszystkich radców prawnych postulatów, które nazwaliśmy "kamieniami milowymi". Były to m.in. nieobniżanie rangi tajemnicy zawodowej, niedopuszczenie odpłatnych pośredników do rynku usług prawnych, a także kwestie związane z success fee oraz konfliktem interesów. To wszystko spowodowało, że nowy kodeks etyki radcy prawnego jest aktem dojrzalszym od projektu. Stąd też zapewne sukces w trakcie jego uchwalania. Resztę zweryfikuje praktyka stosowania nowych regulacji.
To był dziwny zjazd. Najpierw była informacja, że obradom nie będą mogli przysłuchiwać się dziennikarze, później media wpuszczono na salę.
Rzeczywiście, trudno zrozumieć, jaką intencją kierowały się osoby starające się ograniczyć dostęp mediów do zjazdu. Nie mnie to jednak oceniać, gdyż byłem tym tak samo zaskoczony jak pani redaktor. Dobrze, że jednak zwyciężył zdrowy rozsądek.
Sala jednak często świeciła pustkami, bo ciągle ogłaszano przerwy. Można było odnieść wrażenie, że najważniejsze dyskusje toczą się gdzie indziej, w kuluarach. Były targi o poszczególne zapisy?
To specyfika wszystkich tego typu obrad - odbywających się przecież nie tylko w środowisku prawniczym. Negocjacje, ustalenia i wzajemne przekonywanie wpisane są na stałe do scenariusza zjazdów. Zawsze pojawiają się nowe, często interesujące propozycje, które zasługują na rozważenie. Również nasze propozycje w zakresie wspomnianych "kamieni milowych" wymagały przedyskutowania. Nie wszyscy delegaci znali bowiem ich istotę i praktyczne konsekwencje. Na to trzeba czasu - a tego mieliśmy akurat niewiele. Wszystko odbywało się zatem na bieżąco. Liczy się efekt, a ten jest dla radców prawnych dobry. Przynajmniej zdecydowanie lepszy, niż wydawał się być jeszcze tydzień temu.
Przed zjazdem adwokaci w ostrych słowach punktowali wady pierwotnego projektu kodeksu. Wielu radców w nieoficjalnych rozmowach przyznawało im rację, ale tylko pan miał odwagę głośno powiedzieć, że samorząd może sobie zafundować niedopracowany akt prawny. Na zjeździe także dyskusja była niemrawa. Czy w środowisku radców nie należy publicznie mówić, co się myśli?
W takiej sytuacji ktoś musi publicznie wskazać mankamenty, o których inni mówią jedynie szeptem. Tym razem wziąłem na siebie ten obowiązek. Tyle że nie wyrażałem osobistych, oderwanych od rzeczywistości uwag, ale artykułowałem prawdziwe i powszechne opinie radców prawnych. Takie stanowisko zajęli też dziekani okręgowych izb w Krakowie, Olsztynie, Szczecinie, Wałbrzychu i Zielonej Górze. Za taką nonkonformistyczną postawę przychodzi niekiedy płacić - ale jestem na to przygotowany. Nie jesteśmy tu bowiem dla własnego kaprysu, ale po to, by reprezentować dziesiątki tysięcy naszych koleżanek i kolegów. Reszta zaś nie ma po prostu znaczenia. Nie budujemy pomników, tylko dbamy o zawodowy interes i przyszłość radców prawnych. Tak rozumiem naszą pracę w samorządzie.
Projekt nowego kodeksu powstawał przez długie miesiące, prace się ślimaczyły, ostatecznie delegaci wywrócili dokument do góry nogami, a prezes KRRP Dariusz Sałajewski kilka razy na briefingu prasowym podkreślił, że jego przewodzenie zespołowi opracowującemu projekt miało wymiar czysto formalny. Kto zatem był autorem tych najbardziej kontrowersyjnych propozycji i czy tym razem procedury nie zawiodły?
Jest to pytanie, na które nie ma dobrej odpowiedzi. Jeżeli pan prezes tak twierdzi, to widocznie tak właśnie było. Ja również nie potrafię wskazać autorów zapisów w projekcie nowego kodeksu, które ostatecznie zostały odrzucone. Sądzę, że kłopot z tym mam nie tylko ja, ale również wiele innych osób. Dobrze się zatem stało, że zostały one jednoznacznie negatywnie ocenione. Reszta to już tylko historia.
Czy w pana opinii teraz, po zjeździe, można mówić o wizerunkowym sukcesie korporacji?
Od początku wskazywałem, że rzecz nie w sukcesie wizerunkowym, ale w stanowieniu dobrego prawa dla radców prawnych. Oczywiście, zdaję sobie sprawę, że żyjemy w czasach - proszę wybaczyć - dyktatury mediów i ma to swoje konsekwencje również w sposobie myślenia o kodeksie etyki. Nie tędy jednak droga. Trzeba zadać sobie zasadnicze pytania: co miało być dla nas ważniejsze - krótkotrwały sukces wizerunkowy czy pozbawiony niedobrych rozwiązań kodeks etyki? Co miało większe znaczenie dla tysięcy radców prawnych i aplikantów - chwilowy sukces w mediach czy też późniejsza katastrofa wizerunkowa związana z deprecjacją naszego zawodu? Każdy może odpowiedzieć sobie na te pytania tak, jak nakazują mu jego wiedza i sumienie.
Negocjacje, ustalenia i wzajemne przekonywanie wpisane są na stałe do scenariusza zjazdów. Liczy się efekt, a ten jest dla radców prawnych dobry. Przynajmniej zdecydowanie lepszy, niż wydawał się jeszcze tydzień temu
@RY1@i02/2014/231/i02.2014.231.07000020b.803.jpg@RY2@
Włodzimierz Chróścik dziekan rady Okręgowej Izby Radców Prawnych w Warszawie
Rozmawiała Ewa Szadkowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu