Ujawnienie poglądów przez sędziego nie przekreśla jego bezstronności
Wolę znać wyrok przed wyrokiem, żeby mieć szansę na spór o istotę, niż uczestniczyć w pozorowanym sporze, którego wynik już jest przesądzony
W odpowiedzi na pozew, którą napisałem, było wiele wniosków dowodowych. Moim zdaniem były one niezbędne dla wykazania racji klienta. A sędzia na początku przesłuchał strony i zwrócił się do mnie z pytaniem, czy cofam wnioski dowodowe, ponieważ możemy skończyć sprawę już na pierwszej rozprawie. Jeżeli jednak podtrzymuję wnioski, wówczas będzie jeszcze wiele terminów. I to odległych. W tej sprawie reprezentowałem pozwanego, który w zeznaniach wypadł dobrze, więc miałem prawo odnieść wrażenie, że powództwo zostanie oddalone. Od dwudziestu lat chodzę do sądu i wiem, że często sugestia cofnięcia wniosków jest mrugnięciem okiem do strony: "wszystko będzie dobrze". Ryzyko jest jednak niemałe, ponieważ sugestię można mylnie zinterpretować, albo też obietnica nie musi zostać dotrzymana. Odmrugałem zatem do sędziego i zasugerowałem, że to sąd może uznać dowody za zbędne dla rozstrzygnięcia i w rezultacie je oddalić. Oferta nie została jednak przyjęta, a poirytowany sędzia zapytał bezpośrednio mojego klienta czy cofa wnioski pełnomocnika? Po krótkiej wymianie zdań o tym, że klient nie musiał sobie zdawać sprawy z konsekwencji, sam zgłoszone wnioski cofnąłem. Sędzia zamknął więc rozprawę, wysłuchał zdawkowych wystąpień pełnomocników, po czym odczytał przygotowany już wyrok. Wygraliśmy. W liczbie mnogiej, ponieważ wygrał klient i ja. To porażki są samotne.
Jednak to, co się wydarzyło na tej rozprawie, ciągle na daje mi spokoju. I nie tylko dlatego, że mogło się skończyć zupełnie inaczej. Ostatecznie zdarzenie to podważyło we mnie przekonanie, że o bezstronności sędziego w trakcie procesu decyduje nieujawnianie jego poglądów. Sięgnę do tekstu sprzed lat: »"Gołym okiem widać, że chodzi o niedopuszczenie do wyroku skazującego" - wykrzyczał pod moim adresem pewien ławnik bezpośrednio po zakończeniu jednej z rozpraw. Już w trakcie postępowania wiedział, jaki ma być wyrok. Wniosek o wyłączenie był skuteczny - obrazuje ten problem Andrzej Michałowski, wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej. - Nakaz bezstronności sądzącego nie dotyczy bowiem tylko poglądu na ostateczny wynik postępowania. Procedury sądowe czy jakiekolwiek inne to przede wszystkim obowiązek zapewnienia równych reguł dla wszystkich uczestników, niezależnych od osobistych poglądów sędziego. Przesądzanie jakiegokolwiek rozstrzygnięcia w trakcie trwania procedury jest złamaniem reguł. A przed jej rozpoczęciem - kpiną ze sprawiedliwości (Nie można wyrokować przed wyrokiem, Marek Domagalski, Rzeczpospolita, z 2 listopada 2009 r.).«
Minęło 5 lat. Jestem już byłym funkcjonariuszem samorządu. Jestem też bogatszy o kilka oddaleń wniosków o wyłączenie sędziów z powodu ujawnienia poglądów na wynik postępowania. Czasem w sytuacjach żenujących. Mam za sobą więcej doświadczeń z sądownictwa polubownego, w którym arbitrom łatwiej przychodzi zakreślanie problemów do rozstrzygnięcia w postępowaniu i sugerowanie potrzeby wykazania pewnych okoliczności. Bardzo mi to odpowiada jako pełnomocnikowi i jako arbitrowi. Oczyszcza postępowania z niepotrzebnego zastawiania na siebie pułapek. Umożliwia odpowiednio wczesne korygowanie założeń, które mogą wpłynąć na rozstrzygnięcie, ale mogą być przecież błędne. W najmniejszym stopniu nie narusza reguły równości stron.
W procedurach powszechnych są przewidziane przepisy nakazujące na przykład uprzedzanie o możliwości zmiany kwalifikacji czynu. To przywilej zastrzeżony na korzyść oskarżonego. Dlaczego jednak uczestnicy sporów cywilnych mają być takich przywilejów pozbawieni? Żeby dobrze sądzić, trzeba być kimś, umieć słuchać, komunikować się z innymi i mieć charakter. Sądzenie to spór prawa z uczuciami. Jednak sympatie nie mogą mieć znaczenia dla pracy dobrego sędziego, który kieruje się wiedzą i wartościami. Jeżeli sędzia spełnia te wymagania, to może już na początku przekazać swój pogląd na problemy ważne dla rozstrzygnięcia sprawy. Mimo tego, szanując swoją rolę, zachowa bezstronność. Ale dzięki ujawnieniu ważnych zagadnień da stronom szansę na rekację, ograniczy proces do zagadnień istotnych, będzie bliżej sprawiedliwości. Sędzia z opisywanej na początku rozprawy powinien móc powiedzieć wprost, że odpowiedź na pozew i zeznania stron przekonały go. Uniknąłby niezręcznych pozorów i stworzył szansę powodowi na odparcie ujawnionego poglądu.
Tego jestem dzisiaj bardziej pewny niż kiedyś, choć właściciwe od początku nie rozumiałem zakazu ujawniania poglądów i jego rzekomego powiązania z nakazem bezstronności. Przypominało mi to lekcję, którą kiedyś odebrałem, kiedy jako pilny student zgłosiłem się na egzamin w terminie jeszcze przed sesją. Umiałem wszystko. Egzamin trwał tak długo, aż padło pytanie, po którym zastanowiłem się przez chwilę, a ezgzaminujący wykrzyknął: O, tego pan nie umie. Będzie czwórka, nie piątka. Wolę znać wyrok przed wyrokiem, żeby mieć szansę na spór o istotę, niż uczestniczyć w pozorowanym sporze, którego wynik już jest przesądzony.
W sądownictwie polubownym arbitrom łatwiej przychodzi zakreślanie problemów do rozstrzygnięcia w postępowaniu i sugerowanie potrzeby wykazania pewnych okoliczności. Oczyszcza to postępowania z niepotrzebnego zastawiania na siebie pułapek
Żeby dobrze sądzić, trzeba być kimś, umieć słuchać, komunikować się z innymi i mieć charakter. Sądzenie to spór prawa z uczuciami. Jednak sympatie nie mogą mieć znaczenia dla pracy dobrego sędziego, który kieruje się wiedzą i wartościami. Jeżeli sędzia spełnia te wymagania, to może już na początku przekazać swój pogląd na problemy ważne dla rozstrzygnięcia
@RY1@i02/2014/202/i02.2014.202.07000020b.804.jpg@RY2@
Andrzej Michałowski adwokat
Andrzej Michałowski
adwokat
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu