Kancelarię łatwiej stracić niż bank
Małgorzata Radziuk, wiceprezes Krajowej Rady Notarialnej: Problem się pojawia, gdy przychodzi klient w trampkach i kupuje mieszkanie za 1 mln zł. I tu pada pytanie: czy to jest transakcja podejrzana?
Legalizowanie za pośrednictwem notariusza dochodów osiągniętych niezgodnie z prawem to plaga czy marginalne zjawisko?
Trudno to ocenić. Pranie brudnych pieniędzy to historia stara jak świat. To emocjonujący wątek w wielu filmach czy książkach. W słynnym melodramacie "Przeminęło z wiatrem", Rhett Butler szmuglował w czasie wojny secesyjnej whisky. Długo można by też opowiadać o tym zjawisku, choćby w czasach prohibicji w Stanach Zjednoczonych. Pieniądze pochodzące z nielegalnych źródeł zawsze były i zawsze podejmowano próby wtłaczania ich do obrotu gospodarczego. A wraz z rozwojem cywilizacji metody dokonywania takich prób stały się bardziej wyrafinowane.
I doprowadziły przestępców do kancelarii notarialnych?
Tak. A ustawodawcę doprowadziło to do konieczności wprowadzenia zmian w prawie. Na początku problemem prania brudnych pieniędzy zainteresowali się legislatorzy unijni, a następnie ich zalecenia zostały wprowadzone do systemów prawnych państw członkowskich.
Kiedy właściwie walka Europy z praniem pieniędzy się rozpoczęła?
Początek reakcji na takie zjawiska na gruncie prawa to Dyrektywa Rady Wspólnot Europejskich z 1991 r. w sprawie uniemożliwienia korzystania z systemu finansowego w celu prania pieniędzy. Od tego momentu Unia Europejska zaczęła walczyć z legalizowaniem pieniędzy pochodzących z najgorszych przestępstw, takich jak handel narkotykami czy ludźmi. Przestępcy zaczęli zaś szukać innych dróg. Skala zjawiska wprowadzania brudnych pieniędzy do obrotu rośnie od XX wieku. Powodowane przez nie straty w legalnym obrocie finansowym doprowadziły do konieczności opracowania wspólnej strategii rządów państw europejskich, żeby ten proceder ukrócić. Ta dyrektywa z początku lat 90. skierowana była przede wszystkim do ogromnych instytucji finansowych, jak banki, czy instytucje ubezpieczeniowe. W końcu to właśnie z tymi sektorami kojarzy nam się obrót środkami finansowymi. Przepisy unijne z czasem się zmieniały, aby odciąć przestępcom następne możliwości legalizacji pieniędzy pochodzących z działalności przestępczej. Ustawodawstwo europejskie skupiło się na tym, aby przepływające środki pieniężne były coraz mniej anonimowe.
Prawnicy zostali wciągnięci w tę walkę dziesięć lat później.
Tak. Świat prawniczy został uwzględniony w dyrektywie z 2001 r. Ustawodawca unijny zdecydował się zwrócić uwagę na pozostałe sektory aktywności gospodarczej, które mogą być w kręgu zainteresowania świata przestępczego. Tak doszedł do notariuszy i prawników wykonujących wolne zawody, czyli adwokatów i radców prawnych. I te przepisy legły u podstaw obecnie obowiązującej w Polsce ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowaniu terroryzmu. Jednak ustawa nałożyła szerokie obowiązki jedynie na notariuszy, zobowiązując ich m.in. do wprowadzenia wewnętrznych procedur w kancelariach w zakresie przeciwdziałania praniu pieniędzy, rejestrowania transakcji, których wartość przekracza równowartość 15 000 euro, dokonywanie bieżącej analizy przeprowadzanych transakcji, podejmowania działań w celu ustalenia beneficjenta rzeczywistego transakcji oraz zapewnienia szkoleń w tym zakresie dla pracowników swoich kancelarii. Nadto notariusze mają obowiązek comiesięcznie przekazywać generalnemu inspektorowi informacji finansowej (GIIF) informacje o zarejestrowanych transakcjach.
Dlaczego spadło to wyłącznie na notariuszy?
Trudno jednoznacznie stwierdzić. To było jednak 14 lat temu, a więc był to czas przygotowywania Polski do wejścia do Unii Europejskiej. Dużo się wtedy działo w parlamencie. Przygotowywano wiele ustaw w krótkim czasie, aby dostosować przepisy wewnętrzne do wymogów unijnych. Tak więc na szybko powstała ustawa, w której obciążeni poważnymi obowiązkami zostali jedynie notariusze. Sama treść ustawy została zaś przygotowana tak, jakby ustawodawca adresował ją do ściśle określonego kręgu odbiorców.
Co to oznacza w praktyce dla notariuszy?
Tekst ustawy jest przyporządkowany pewnej grupie finansowej, którą tworzą przede wszystkim duże banki. Tworząc ustawę zapomniano o zasadzie proporcjonalności i na małe jednostki obowiązane, takie, jak na notariusze, nałożono obowiązki analogiczne do tych przeznaczonych dla wielkich instytucji finansowych. Polski ustawodawca wprowadził unijne regulacje do naszej ustawy bardzo szeroko, wręcz w sposób zaostrzony, natomiast większość krajów zaimplementowała dyrektywę wprost, bez rozszerzenia. W efekcie katalog zadań, jakie ma wykonać notariusz, jest czasami trudny do zrealizowania. Notariusz to nie prokurator, nie zajmuje się ściganiem przestępstw i nie ma niezbędnego do tego aparatu śledczego. Notariusze w większości prowadzą jednoosobowe kancelarie, a zatrudniając personel, kierują się zasadami ekonomii. Dlatego nakładanie na nich przez ustawodawcę kolejnych obowiązków, zwłaszcza tak dotkliwych jak w przypadku przeciwdziałania praniu pieniędzy, zaburza ustalony rytm pracy kancelarii i wymaga dokonywania dodatkowych nakładów zarówno w systemy informatyczne, jak i zasoby ludzkie.
A może notariusze nie widzą powodu, by wspierać państwo w walce z praniem pieniędzy?
Z tym się nie zgodzę. Nie kwestionujemy konieczności wspierania państwa w tych sprawach. W końcu notariat - zgodnie z ustawą - Prawo o notariacie - jest powołany do tego, żeby wspierać państwo. Notariusze są osobami zaufania publicznego. To nam, notariuszom, zaufało państwo, przekazując na nas część swojego imperium. Jesteśmy przecież środowiskiem propaństwowym, więc rozumiemy, że nałożone na nas obowiązki nie są po to, by utrudniać, ale po to, żeby wspierać administrację rządową w określonych działaniach. Jednak brak proporcjonalności, o której mówiłam wcześniej, blokuje notariuszy w należytym wykonywaniu przez nich czynności nałożonych ustawą.
Podobno rejenci bardzo boją się GIIF?
Niestety, tak jest. To właściwie jedyna instytucja, której tak naprawdę się obawiamy.
Skąd te obawy?
Teoretycznie każdy błąd notariusza może kosztować go utratę prawa do prowadzenia kancelarii. Takich zaś błędów na gruncie tej ustawy może być całkiem sporo, jak choćby ten podstawowy, jakim jest niezarejestrowanie transakcji czy nieprzesłanie informacji do GIIF. Gdy się patrzy na katalog zadań przygotowanych dla instytucji obowiązanej, wyraźnie widać, że nieprawidłowe ich wypełnienie, i to wcale nie musi być zamierzone działanie, skutkuje nałożeniem odpowiednich sankcji karnych czy administracyjnych. A my najbardziej obawiamy się sankcji karnych.
Ponieważ to może oznaczać koniec kariery zawodowej.
Tak. Notariusz nie może być skazany w postępowaniu karnym. Każda kara, chociażby najmniejsza, może skutkować odwołaniem notariusza i pozbawieniem go możliwości zarobkowania. Sankcja, która została wprowadzona do ustawy, jest dla rejentów szczególnie dotkliwa. Jeżeli bowiem bank nie wykonuje w sposób należyty obowiązków wynikających z ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy, to żadne sankcje, które mogą go dotknąć, ani administracyjne, ani karne nałożone na osoby sprawujące nadzór w banku w tym zakresie, nie doprowadzą do zamknięcia banku. Nie skutkują zatem w żaden sposób pozbawieniem źródła zarobkowania osób, które prowadzą taką instytucję finansową. Odpowiedzialności podlegać będą jedynie osoby pracujące w komórkach gifowskich w tych jednostkach finansowych. One są w stosunku pracy i w razie popełnienia błędu działają mechanizmy prawa pracy. W przypadku notariuszy sytuacja jest całkowicie odmienna. Za błąd notariusze płacą pozbawieniem możliwości funkcjonowania w zawodzie, co powoduje likwidację kancelarii i utratę miejsc pracy przez pracowników kancelarii.
A kary administracyjne, które również wchodzą tu w grę, sięgają astronomicznych kwot?
GIIF nakłada kary i decyduje o ich wysokości, starając się proporcjonalnie ją ważyć. W 2013 r. nie było przeprowadzanych żadnych planowanych kontroli w kancelariach notarialnych. A w 2012 r. otrzymaliśmy z departamentu informacji finansowej Ministerstwa Finansów dane, z których wynika, że od dnia wejścia w życie znowelizowanych przepisów ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy i finansowania terroryzmu, czyli od września 2010 r., nałożono na notariuszy kary pieniężne w łącznej wysokości 114 100 zł.
Było prowadzonych 18 postępowań wyjaśniających, wszczętych przez generalnego inspektora, z których 12 zakończyło się nałożeniem kar pieniężnych, a w 6 przypadkach postępowania umorzono. Do pewnego momentu sytuacja była jednak dla nas niebezpieczna.
Czemu?
Ponieważ, pomimo wejścia w życie obowiązków związanych z wypełnieniem zadań ustawowych, przez dłuższy czas nie było w kancelariach kontroli GIIF. Kiedy się zaczęły, to protokoły pokontrolne wzbudziły panikę w środowisku notarialnym. Musiał minąć pewien czas, żeby relacje na linii GIIF - notariusze zaczęły się normalizować. W końcu jedna i druga strona zrozumiała, że nie jesteśmy po dwóch stronach barykady, tylko że powinniśmy współdziałać, żeby osiągnąć wspólny cel w walce z nielegalnymi środkami.
Jakie umowy sprzyjają praniu pieniędzy?
Spośród czynności dokonywanych przez notariuszy chodzi tu przede wszystkim o umowy sprzedaży nieruchomości. Również może to dotyczyć umów obrotu udziałami w spółkach czy akcjami, ale w ich przypadku notariusze poświadczają jedynie podpisy pod umowami. Nie mają zatem wpływu na ich treść. Aktywny udział notariusza, czyli przeprowadzenie transakcji od początku do końca, to głównie umowy w przedmiocie obrotu nieruchomościami. Można też zastanawiać się, czy czynności dokonywane pod tytułem darmym, np. umowy darowizny również mogłyby być przykrywką dla prania brudnych pieniędzy. Wydaje się, że tak. Umowy przenoszące własność nieruchomości pomiędzy małżonkami także mogą potencjalnie być wykorzystywane do takich mechanizmów.
Notariusze są narzędziami w rękach przestępców czy ich pomocnikami?
Mówimy tylko o sytuacjach, gdy mogą być nieświadomie wykorzystywani przez przestępców. W takich przypadkach najczęściej rejenci nie zdają sobie z tego sprawy. Za każdym więc razem, gdy wartość transakcji przekroczy 15 tys. euro, ustawa nakłada na nas obowiązek rejestracji, a sama czynność poddana musi być analizie: czy może być potencjalnie wykorzystywana do prania brudnych pieniędzy. Grupa Specjalna ds. Przeciwdziałania Praniu Pieniędzy (FATF), która jest niezależnym, międzyrządowym ciałem zajmującym się opracowywaniem i promowaniem polityk w celu ochrony globalnego systemu finansowego przed zjawiskiem praniem pieniędzy, w ubiegłym roku przedstawiła raport. Wynika z niego m.in. na co prawnicy powinni zwracać uwagę w kontaktach z klientami.
No więc na co?
Według FATF choćby na to, czy klient był w przeszłości skazany w związku z przestępczym pozbawieniem własności, czy prowadzone jest przeciwko niemu dochodzenie w związku z takim przestępstwem lub czy ma powiązania z przestępcami. Powinniśmy być też czujni na nieproporcjonalnie wysoki poziom finansowania lub gotówki, niezgodny z oficjalnie osiąganym dochodem. Próba zatajenia tożsamości stron transakcji także powinna nas zainteresować. Należałoby się jednak zastanowić, czy jednostka obowiązana do współdziałania w procesie przeciwdziałania praniu pieniędzy ma przejmować obowiązki instytucji powołanych do walki z tym procederem. Sądzę, że musi istnieć wyraźna granica pomiędzy współdziałaniem o zwalczaniem.
Trudno tak prześwietlić klienta?
I to bardzo. Notariusze nie mają możliwości zarówno prawnych, jak i faktycznych - nie są szkoleni pod tym kątem, ani w sprawach psychologii, ani kryminalistyki. Nie są przecież służbą śledczą. A jednak muszą weryfikować i na bieżąco w trakcie pracy decydować, czy dana transakcja jest podejrzana, jaki generuje stopień ryzyka. To jest tym bardziej skomplikowane, że odpowiedzi na te pytania są ocenne.
Od dawna jest pani notariuszem?
Od 20 lat.
To jest pani łatwiej niż notariuszom startującym w zawodzie?
Trochę łatwiej. Przez te lata zdobyłam pewne doświadczenie i rzeczywiście zwraca moją uwagę, gdy klient zachowuje się dziwnie.
Wszystko oparte na własnych spostrzeżeniach?
Zarówno dyrektywa, jak i implementowana w oparciu o nią ustawa dają ogólne wskazówki, dodać do tego należy szkolenia prowadzone zarówno przez samorząd notarialny, jak i GIIF. Wszystko to, zebrane razem, w jakimś sensie rysuje kontekst sugerujący, kiedy zachowanie klienta powinno wzbudzić podejrzenia. Dotyczy to np. ubioru klienta, tego jak się wysławia albo gdzie ma miejsce zamieszkania. Problem pojawia się, gdy przychodzi klient w trampkach i kupuje mieszkanie za 1 mln zł. I tu nasuwa się pytanie: czy to jest transakcja podejrzana?
Ja nie widzę w tym niczego podejrzanego. A pani?
Ja też nie. Ale to jest właśnie kwestia ocenna: czy jak ktoś kupuje mieszkanie za 1 mln zł, to powinien przyjść na podpisanie aktu notarialnego w garniturze od Armaniego, czy w jeansach i trampkach. Dla jednego notariusza osoba taka wyda się podejrzana. Kolejny nie zwróci na to uwagi. Tak to działa. W naszej praktyce musimy więc w danej chwili rozstrzygać sporo sprzeczności i zawiadamiać GIIF o podejrzeniach. Podejrzane może być wszystko, ale to może być bardzo złudne. Ludzie mają bowiem tiki nerwowe, pocą się podczas stresu, a wizyta w kancelarii notarialnej może być dla kogoś bardzo stresująca, zwłaszcza jak jest się pierwszy raz u notariusza i wydaje się dorobek całego życia na mieszkanie. Bardzo trudno więc ocenić, co tak naprawdę jest podejrzane.
Często ma pani takie wątpliwości w swojej pracy?
Coraz częściej analizuję, czy klient przychodzący na podpisanie aktu - zwłaszcza gdy nie jest moim stałym klientem - nie jest osobą podejrzaną. Notariusze badają ustawę, analizują opinie międzyrządowych organizacji, takich jak FATF, i starają się spełniać te wymogi. Efektem tego jest to, że lawinowo rosną ich wątpliwości.
Czy to nie paranoja?
Tego się obawiam. W ten sposób możemy dojść do sytuacji, w której notariusze przestaną w ogóle dokonywać pewnych czynności, ponieważ gdy wystąpią podejrzenia, to powinni klientowi odmówić i zastosować procedury określone ustawą i procedurą wewnętrzną. Jeżeli jednak każdą czynność będą analizować pod lupą i traktować jako podejrzaną, to możliwość swobodnego funkcjonowania w zawodzie stanie się fikcją.
Odmówiła pani podpisania aktu z tej przyczyny?
Nie miałam jeszcze takiej sytuacji. Pracuję głównie na określonej bazie klientów, którzy takich problemów mi nie nastręczają. Wiem jednak, że notariuszom zdarza się odmówić dokonania czynności, gdyż coraz częściej mają wątpliwości. Sporo problemów wiąże się zwłaszcza z ustaleniem beneficjenta rzeczywistego, czyli osoby, która tak naprawdę czerpie zyski z transakcji. A zdarza się, i to nierzadko, że nie jest to ta sama osoba, która staje do podpisania aktu notarialnego.
Ustalenie takiego beneficjenta to podobno największy koszmar rejentów?
Tak. Często bowiem określenie, kto właściwie stoi za transakcją jest niemożliwe. Na przykład niektóre firmy deweloperskie mają swoje korzenie finansowe na Cyprze. W przypadku takich firm niezmiernie trudno jest więc dojść do tego, kto jest rzeczywistym beneficjentem czynności.
Brzmi jak zadanie dla Scotland Yardu.
I takim jest. Gdyby ściśle wykonywać wszystkie przepisy ustawy, to obrót mieszkaniami z rynku pierwotnego powinien ustać. Zdarzają się bowiem takie sytuacje, gdy nie można ustalić beneficjenta rzeczywistego ze względu na brak informacji o nim. Ustawa nakazuje nam dążyć do jego ustalenia. Dyrektywa unijna mówi o ustaleniu, zaś projekt następnej, czwartej już dyrektywy, która ma wprowadzić zmiany w tym zakresie, określa, że celem jest ustalenie i zweryfikowanie beneficjenta.
Jak notariusze sobie z tym poradzą?
Nadzieją dla nas jest projektowany obowiązek, nałożony na kraje UE, stworzenia rejestru beneficjentów rzeczywistych. Taka propozycja została zawarta właśnie w dyrektywie, która ma zmienić unijne prawo. Pomysł ten został już wstępnie zaakceptowany. To nałoży na państwo obowiązek włączenia określonej rubryki beneficjenta rzeczywistego do Krajowego Rejestru Sądowego albo też stworzenia odrębnego rejestru. Odciąży to notariuszy, i myślę, że jest to prawidłowe rozwiązanie, ponieważ państwo ma narzędzia, które sprawniej pozwolą mu dojść do beneficjenta transakcji niż notariuszom. W ten sposób notariusze nie będą już musieli analizować wielopiętrowych struktur spółek, co jest niejednokrotnie zadaniem karkołomnym.
Dziś notariusze muszą zgłaszać do GIIF każdą transakcję przekraczającą próg 15 tys. euro. Pojawiają się propozycje, by obniżyć ten pułap. Wszystko będzie więc przekazywane do analizy państwowej?
Uważam, że obecny próg w zupełności wystarczy do zadań określonych w ustawie. Rzeczywiście, są jednak sugestie, aby taki obowiązek objął wszystkie transakcje powyżej kwoty 7,5 tys. euro. Jednak wówczas ilość informacji wpływających do jednostki analityki finansowej może się okazać zastraszająca.
A gdzie tu miejsce na tajemnicę zawodową?
Ustawodawca miał duży problem, jak to ugryźć, więc wyłączył tajemnicę zawodową notariusza na potrzeby ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Podobnie jest w przypadku adwokatów i radców prawnych.
Nie naruszył konstytucji?
Istnieją wątpliwości w tej kwestii. Moim zdaniem zdjęcie tajemnicy zawodowej notariusza na potrzeby tej konkretnej ustawy poszło zbyt daleko. Notariusz musi udostępnić wszelkie informacje, które pozyskał w związku z czynnością dokonaną w jego kancelarii. I chodzi tu nie tylko o konkretne dane, które znajdują odzwierciedlanie w rejestrze transakcji. Tajemnica zawodowa została więc wyłączona zdecydowanie w zbyt dużym zakresie. Może więc wchodzić w grę naruszenie gwarancji konstytucyjnych.
Notariusze poskarżą się na to do Trybunału Konstytucyjnego?
Wniosek w tej kwestii póki co nie powstał. Czekamy na uchwalenie kolejnej dyrektywy unijnej. Proces jej implementowania do polskiego porządku prawnego pociągnie za sobą konieczność stworzenia nowej ustawy o przeciwdziałaniu praniu pieniędzy. Wówczas włączymy się aktywnie w proces legislacyjny. Samorząd notarialny zakłada, że uda się nam znaleźć równowagę pomiędzy tajemnicą zawodową a jej zdjęciem dla potrzeb ustawy i uchyleniem punktowym. Tym bardziej że sam ustawodawca unijny podkreśla, jak ważna jest tajemnica zawodowa prawników, w tym notariuszy. Konieczne jest więc jej odpowiednie ochronienie. To w końcu bardzo ważny element funkcjonowania zawodów prawniczych jako zawodów zaufania publicznego. Państwo - nawet w ważnych celach - nie może zaś naruszać fundamentu zawodu.
Należałoby się zastanowić, czy jednostka obowiązana do współdziałania w procesie przeciwdziałania praniu pieniędzy ma przejmować obowiązki instytucji powołanych do walki z tym procederem
@RY1@i02/2014/099/i02.2014.099.07000040b.804.jpg@RY2@
fot. materiały prasowe
Małgorzata Radziuk wiceprezes Krajowej Rady Notarialnej
Gdyby ściśle wykonywać wszystkie przepisy ustawy, to obrót mieszkaniami z rynku pierwotnego powinien ustać. Zdarzają się bowiem takie sytuacje, gdy nie można ustalić beneficjenta rzeczywistego transakcji ze względu na brak informacji o nim
Rozmawiała Ewa Maria Radlińska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu