Patrzę na sprawy trochę po adwokacku
Wiedza merytoryczna naukowców, profesorów, którzy zasiadają w Trybunale Konstytucyjnym, jest bezcenna. Ale warto by zmienić proporcje, tak by praktycy stanowili co najmniej jedną trzecią składu
Pokutuje opinia, że adwokaci, którzy wcześniej byli sędziami, za dużo myślą o sprawiedliwym rozstrzygnięciu, zapominając, że najważniejszy jest interes klienta. Zastanawiam się, jak to wygląda z drugiej strony, czy doświadczonemu adwokatowi ciężko jest wejść w buty sędziego?
Nie wydaje mi się, by 25 lat pracy w zawodzie adwokata odbiło się na mojej psychice w sposób utrudniający orzekanie. To jasne, że jako adwokat wszystkimi dostępnymi prawem środkami starałem się zabiegać o sukces w postaci korzystnego dla klienta rozstrzygnięcia, jako sędzia muszę zaś ważyć, czy zachowany jest interes konstytucyjny i nie opowiadam się po żadnej ze stron, które oczywiście tutaj, w trybunale, są innymi stronami niż te w sądach powszechnych. Jednak gdy umówiliśmy się na wywiad, zacząłem się zastanawiać nad kwestią, która panią nurtuje, i doszedłem do wniosku, że tak, można powiedzieć, że patrzę na sprawy trochę po adwokacku.
Jeden z sędziów Trybunału Konstytucyjnego powiedział kiedyś, że mówiono mu, iż przystępując do analizowania problemu, sędziowie nie powinni czytać akt, by się do sprawy nie uprzedzać. To był oczywiście żart, ale faktem jest, że wielu sędziów zapoznanie się ze stanowiskiem podmiotu inicjującego postępowanie zostawia sobie na koniec zapoznawania się z aktami. Ja przeciwnie, od tego zaczynam i już po wstępnym oglądzie materiałów wyrabiam sobie zdanie. I później, po głębszej refleksji, rzadko kiedy dochodzę do wniosku, że to pierwsze wrażenie było mylne. Rozmawiałem kiedyś na ten temat z jednym z sędziów trybunału - byłym adwokatem i radcą prawnym, który przyznał, że on zagłębia się w sprawy w podobny sposób jak ja.
Może to kwestia wprawy, pełnomocnik musi umieć szybko zapoznawać się z aktami, nawet najbardziej obszernymi.
Często do pytań prawnych zadawanych przez sąd są dołączane akta spraw sądowych. Ja wiem, czego w nich szukać, i to na pewno ułatwia mi pracę.
Prócz pana i sędziego Marka Kotlinowskiego praktykiem jest jeszcze sędzia Stanisław Rymar, także były adwokat. Tworzą panowie w trybunale jakiś wspólny front?
Wspólny front to może za dużo powiedziane, ale czasem podczas narad wychodzi z nas to praktyczne doświadczenie, zwłaszcza w przypadku analizowania spraw związanych np. z procedurą karną czy cywilną. Człowiek, który zna prawo sądowe od podszewki i pół życia spędził w sądzie, inaczej patrzy na pewne kwestie niż teoretyk.
To może za mało jest w trybunale praktyków, a za dużo profesorów?
Wiedza merytoryczna naukowców, profesorów, którzy zasiadają w Trybunale Konstytucyjnym, jest bezcenna. Ale moim zdaniem warto by zmienić proporcje tak, by praktycy stanowili co najmniej jedną trzecią składu.
A pamięta pan jakąś sprawę, która uwypukliła różnice w sposobie myślenia praktyków i naukowców?
Tak, wciąż nawet pamiętam jej sygnaturę. Chodziło o kwestię widzeń z rodzinami osób tymczasowo aresztowanych oczekujących na proces. W Trybunale Konstytucyjnym często kładzie się nacisk na kwestie teoretyczne, ja natomiast, po latach pisania zażaleń, apelacji itd. jestem przyzwyczajony do przywiązywania dużej wagi do praktycznej strony wyroku. Zawsze zastanawiam się nad tym, co orzeczenie da skarżącemu, czy da szansę osobie, która została dotknięta wadliwym rozstrzygnięciem, na poprawę sytuacji. Na końcu sprawy widzę konkretnego człowieka.
I dlatego często zgłasza pan zdania odrębne?
Być może jest to jakimś pokłosiem tego mojego adwokackiego, praktycznego sposobu patrzenia na pewne problemy. Gdy w przeszłości, jako pełnomocnik, nie zgadzałem się z rozstrzygnięciem, pisałem odwołania, teraz zgłaszam zdanie odrębne, choć ustawa pozwala na głosowanie przeciwko wyrokowi bez konieczności składania zdania odrębnego. Mieliśmy w trybunale np. sprawę dotyczącą terminu do wnoszenia subsydiarnego aktu oskarżenia przez pokrzywdzonego, który wystąpił o przydzielenie pełnomocnika z urzędu. Rzecznik praw obywatelskich wystąpił z wnioskiem, argumentując, że ten nieprzekraczalny miesięczny termin, w dodatku nieprzywracalny, jest za krótki. Podstawą był przypadek człowieka, któremu tak długo wyznaczano pełnomocnika z urzędu, że ów miesiąc minął. Nie było tam winy sądu, adwokat zmienił adres kancelarii, listy wracały, to wszystko trwało.
Takie wypadki mogą się zdarzać. Trybunał Konstytucyjny uznał jednak, że ów miesiąc wystarcza, bo nie można potencjalnego oskarżonego trzymać w niepewności zbyt długo. I stwierdził, że przepisy są zgodne z konstytucją. To wzbudziło mój szczególny opór, bo uważałem, że takie rozstrzygnięcie może w praktyce czasem zamknąć pokrzywdzonemu drogę sądową, i to z przyczyn od niego niezależnych.
A zdarzyło się panu zmienić opinię na temat skuteczności czy sensu jakiejś regulacji? Na przykład jako adwokat uważał pan jakiś przepis za dobry, a teraz, jako sędzia, dostrzegł pan jego wadliwość? A może odwrotnie?
Bywa tak, że po pojawieniu się jakiegoś wniosku, pytania prawnego sądu czy skargi konstytucyjnej zaczynam się zastanawiać nad daną regulacją i myślę: "Rzeczywiście, coś w tym jest, jak mogłem tego wcześniej nie dostrzegać?". Często mi się teraz zdarza też, że oceniając przychodzące do nas regulacje żałuję, iż jako adwokat sam ich nie zakwestionowałem. Widziałem ich uciążliwość, trudność w stosowaniu, a nie przychodziło mi do głowy, by je zaskarżyć. Pamiętam wieloletni problem z dostępem do akt w sprawach o zastosowanie lub przedłużenie aresztu tymczasowego. Obrońcy nie mogąc przeczytać akt, a często nawet poznać treści wniosku prokuratora, nie mówiąc już o jego argumentacji, musieli prowadzić obronę niemal z sufitu. Gdy wreszcie ten problem trafił do trybunału, a tak się szczęśliwie złożyło, że byłem w tej sprawie sędzią sprawozdawcą, potwierdził niekonstytucyjność regulacji skutkujących taką sytuacją.
Adwokat ma określoną, często wąską dziedzinę, w której się specjalizuje, sędzia, zwłaszcza w Trybunale Konstytucyjnym, teoretycznie musi znać się na wszystkim. To był dla pana duży kłopot?
Jasne jest, że nie można znać się na wszystkim, bo wtedy człowiek nie zna się na niczym. Ze względu na swoją przeszłość zawodową dobrze się odnajduję w sprawach karnych, proceduralnych, takich, w których ważna jest pogłębiona znajomość orzecznictwa strasburskiego, bo w ostatniej fazie mojej adwokackiej kariery sporządziłem wiele skarg do ETPC. Nie czuję się alfą i omegą np. w sprawach podatkowych. Na szczęście mamy jako sędziowie asystentów niejednokrotnie z profesorskimi tytułami, którzy nas merytorycznie wspierają.
Myśli pan, że jakieś szczególne cechy charakteru predestynują do zawodu adwokata bądź sędziego? Mówi się, że adwokat musi być odporny na stres.
Mówi się też, adwokat po korzystnym rozstrzygnięciu informuje klienta: "Wygrałem sprawę", a po porażce stwierdza: "Przegrał pan". To taki środowiskowy żart pokazujący, że adwokaci potrafią, a przynajmniej powinni umieć zdystansować się od spraw, które prowadzą. Niedawno czytałem artykuł w prasie prawniczej z tezą, że to sędziowie coraz częściej nie wytrzymują napięcia i ciążącej na nich odpowiedzialności i odchodzą z zawodu. Myślę, że stres jest i tu, i tu.
Ale chyba komfort pracy sędziego, zwłaszcza jeśli chodzi o tempo, jest większy?
Na pewno u nas, w trybunale, tak. Jako adwokat nieustannie się spieszyłem, bo goniły mnie terminy sądowe, teraz mam zdecydowanie więcej czasu na spokojne zastanowienie się nad danym problemem prawnym, poddanie go głębszej analizie.
Były prezes Trybunału Konstytucyjnego Jerzy Stępień często podkreśla, że funkcja sędziego powinna być ukoronowaniem kariery prawniczej, sędziami powinni zostawać doświadczeni czterdziestoparoletni adwokaci czy radcowie. Czy to, pana zdaniem, słuszny postulat?
Tak, ale obawiam się, że u nas jest on nie do zrealizowania. Mam wrażenie, że samo środowisko sędziowskie nie jest zainteresowane dopływem świeżej krwi, i broni się, tak jak przez lata adwokaci czy radcowie, przed poszerzaniem jego szeregów przez osoby z zewnątrz. I wiele kandydatur owych adwokatów, radców czy doktorów habilitowanych jest utrącanych. Może sędziowie boją się, że nowi ludzie naruszą ukształtowany porządek rzeczy, ich nowe spojrzenie, nowe pomysły wprowadzą zamieszanie? Nie wiem. Ale sam znam przypadek niezwykle kompetentnej pani profesor, która jak na razie bezskutecznie ubiega się o nominację sędziowską w jednym z sądów apelacyjnych. Dziś ta boczna droga dochodzenia do zawodu sędziego jest w praktyce zablokowana. Warto chociażby to zmienić.
@RY1@i02/2014/041/i02.2014.041.070000600.802.jpg@RY2@
FOT. PIOTR MECIK/FORUM
Wojciech Hermeliński sędzia Trybunału Konstytucyjnego, były wiceprezes Naczelnej Rady Adwokackiej (2001-2006)
Rozmawiała Ewa Szadkowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu