Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawnik

Instytucja patronatu tkwi w głębokim kryzysie

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 5 minut

PAWEŁ RYBIŃSKI Adwokat, który goni za pracą, nie nauczy aplikanta zawodu i nie zapłaci mu wynagrodzenia

W Warszawie prawie 800 osób dostało się w tym roku na aplikację adwokacką. To pierwszy rocznik, który rozpoczyna szkolenie za pana kadencji. Planuje pan jakieś zmiany w szkoleniu?

Tak. Przygotowujemy się do dużych zmian. Ze względu na liczbę aplikantów sytuacja w izbie jest bardzo trudna. Pierwsza konieczna zmiana jest czysto techniczna - trzeba było wynająć nowe pomieszczenia na potrzeby szkolenia. Planujemy też zmianę formy egzaminu. Trzeba skończyć z testami, one nie weryfikują odpowiednio wiedzy i umiejętności koniecznych do wykonywania tego zawodu. Na razie zastanawiamy się, w jaki sposób sprawdzać umiejętność wypowiadania się aplikantów. Problem jednak w tym, że trudno jest przeprowadzać egzaminy ustne dla trzech tysięcy stołecznych aplikantów. W tym roku wprowadzenie takich zmian nie jest więc jeszcze możliwe. Organizacyjnie nie podołamy.

A jakie zmiany są możliwe od zaraz?

Na pewno częściowe odstąpienie od egzaminów stricte testowych. Obecnie w warszawskiej Okręgowej Radzie Adwokackiej trwają prace komisji szkolenia aplikantów, które przygotowują wprowadzenie nowych egzaminów. Spróbujemy zaostrzyć sposób weryfikacji wiedzy adeptów do zawodu o dodatkowe kolokwia.

Wielu aplikantów oznacza duży problem z patronatem. Czy rada jest w stanie przywrócić autorytet tej instytucji?

Rzeczywiście, dziś instytucja patronatu jest w głębokim kryzysie. Wielkie szczęście mają aplikanci, którzy mogą trafić do doświadczonych adwokatów i przejść z nimi przez sale sądowe, a także mieć możliwość osobistego obcowania z prawnikiem z wieloletnią praktyką. Niestety, i pod tym względem zrównanie liczby aplikantów z liczbą adwokatów jest skrajną nieodpowiedzialnością ustawodawcy i rządu. Bardzo duża grupa aplikantów ma problem z patronatem. Jako dziekan będę zmuszony dla nich wszystkich ustanowić patrona. Nie jest to jednak dobre rozwiązanie. Jeżeli bowiem patron sam nie wiąże końca z końcem, to nie stać go - pod każdym względem - na kształcenie aplikanta. Adwokat, który goni za pracą dającą mu podstawowe utrzymanie, nie tylko nie ma środków na wynagrodzenie dla swojego aplikanta, ale również nie będzie miał czasu, by go uczyć zawodu.

Coraz większym powodzeniem cieszą się szkoły przygotowujące do egzaminu końcowego. Sama aplikacja nie jest wystarczająca, żeby bez problemu go zdać?

Jest, ale dla osób, które przeszły rzeczywisty patronat oparty na relacji mistrz - uczeń i pracowały w kancelariach adwokackich. Dla innych sama aplikacja może okazać się niewystarczająca. Dlatego część z tych osób przygotowuje się na wszystkie możliwe sposoby, aby zdać egzamin zawodowy. I to jest dobre działanie. Pogłębianie wykształcenia jest zawsze właściwym rozwiązaniem.

Adwokaci podnoszą, że deregulacja doprowadziła do tego, iż do zawodu dostaje się wiele osób nieprzygotowanych. Może więc wina leży po stronie samorządu, że nie przygotowuje aplikantów jak trzeba?

Zdecydowanie nie. Winę ponoszą politycy, którzy wpadli na pomysł oszukiwania młodych ludzi. W efekcie, na aplikację adwokacką dostają się osoby, które nie mają podstawowych kwalifikacji do późniejszego wykonywania tego zawodu. Ostatnio przewodniczyłem komisji egzaminacyjnej z prawa cywilnego. To był egzamin poprawkowy na drugim roku aplikacji. Stanęła do niego osoba, która nie miała podstawowej siatki pojęciowej prawa cywilnego. Jak można liczyć, że będzie na wysokim poziomie wykonywać zawód w interesie swoich klientów? Politycy forsujący ideę deregulacji powinni odpowiedzieć na pytanie: czy dla krótkowzrocznych celów politycznych należy rozregulowywać wymiar sprawiedliwości pod pozorem konkurencji i pozwalać na dopuszczenie do wykonywania tak odpowiedzialnego zawodu osób, które nie gwarantują odpowiedniej jakości świadczonych usług? Druga strona medalu jest taka, że dla tych młodych ludzi zwyczajnie nie ma pracy.

A jak ORA może im pomóc?

Pracujemy nad tym. Nie chcę uprzedzać faktów, bo inicjatywa dopiero się rozwija. Jeden z pomysłów na taką pomoc to udostępnienie startującym w zawodzie adwokatom lokali, w których mogliby przyjmować klientów i wykonywać pracę.

Kto więc powinien zdecydować się dziś na adwokaturę?

Osoba, która stawia na rzetelną edukację, naukę języków i dobrze przemyślała, czym chce się zajmować w życiu. Trzeba odpowiedzieć sobie na pytanie: czy na pewno zawód adwokata da mi chleb i pozwoli utrzymać rodzinę. Obecnie dostaję tygodniowo 5-10 CV od prawników starających się o współpracę czy też pracę. To pokazuje, jak płytki jest już rynek. Przy jednoczesnym obniżeniu standardów dostępu do zawodu konsekwencje są takie, że dostają się do niego prawnicy, którzy później będą mieć zasadnicze trudności z jego wykonywaniem. Na tym nikt nie skorzysta: ani ci prawnicy - bo nie mają na utrzymanie i nie nabierają doświadczenia - ani ich klienci, ani sędziowie, dla których niski poziom pełnomocników procesowych też jest problemem.

A jaka jest pana recepta na sukces w tym zawodzie w obecnych realiach?

Poszukiwanie niszowych segmentów prawa. Mój poprzednik, adwokat Ziemisław Gintowt, były dziekan ORA, mówił młodym prawnikom: jeżeli ktoś zna język chiński, to dużo łatwiej znajdzie pracę, ponieważ jest to unikalna umiejętność. I ja się pod tym podpisuję.

@RY1@i02/2014/006/i02.2014.006.18300090c.802.jpg@RY2@

FOT. WOJTEK GÓRSKI

Paweł Rybiński, dziekan Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie

Rozmawiała Ewa Maria Radlińska

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.