Nadzwyczaj bezowocny zjazd radców prawnych
Delegaci nie przyjęli porządku obrad zaproponowanego przez wnioskodawców. Rozjechali się więc do domów bez podjęcia merytorycznej dyskusji nad projektami.
Nadzwyczajny zjazd, który odbył się w sobotę 10 listopada, był pierwszym tego typu wydarzeniem zwołanym w trybie art. 58 pkt 3 ustawy o radcach prawnych, tzn. na wniosek co najmniej jednej trzeciej izb (w tym przypadku było ich osiem, z 19 działających w kraju). Postulaty dotyczyły m.in. zmiany zasad wybierania władz samorządu, w tym zmniejszenia liczebności prezydium Krajowej Rady Radców Prawnych oraz wprowadzenia zakazu łączenia funkcji w tym organie ze stanowiskiem w okręgowych strukturach.
Szczególne kontrowersje wzbudzała propozycja ograniczenia maksymalnej liczby delegatów z danej izby do 40, niezależnie od jej liczebności. Prezydium KRRP w uchwale z 8 listopada stwierdziło, że rozwiązanie to prowadziłoby do dyskryminacji większych izb (przede wszystkim warszawskiej), a przez to zaprzeczało istocie demokracji i równości wszystkich radców prawnych. Z kolei inicjatorzy zjazdu krytykowali obecne władze korporacji za nieliczenie się z mniejszością. Widać było coraz wyraźniejszą polaryzację w środowisku – zarówno co do sensowności samego zjazdu, jak i projektów, które miały być na nim omawiane.
Zapowiadała się więc bardzo ożywiona debata, do której jednak nie doszło. Po wybraniu komisji mandatowej, sprawdzeniu, czy wszyscy delegaci mają uprawnienia do głosowania na zjeździe oraz wybraniu prezydium (co łącznie zajęło trzy godziny) poddano pod głosowanie porządek obrad zaproponowany we wniosku. Nie został on przyjęty, więc zjazd zamknięto, na co część zebranych zareagowała okrzykami „Hańba!”.
– Zdecydowana większość delegatów – w stosunku 177 do 105 – opowiedziała się za zamknięciem zjazdu, przychylając się do tezy, że nie był on przez wnioskodawców należycie przygotowany i został zwołany pochopnie – mówi prezes KRRP Maciej Bobrowicz. – Co istotne, tak samo głosowali delegaci z małych i dużych izb – dodaje.
Włodzimierz Chróścik, dziekan okręgowej izby radców prawnych w Warszawie, nie kryje zadowolenia z takiego obrotu spraw. – Zarówno tryb zgłoszenia propozycji, jak i sama ich treść były nieakceptowalne i cieszę się, że delegaci uznali za stosowne w ogóle o tych propozycjach nie dyskutować. Wygrała demokracja.
Z kolei Michał Rościszewski, dziekan OIRP w Bydgoszczy, przyznaje, że rozstrzygnięcie jest dla niego rozczarowaniem. – Jest to tym bardziej przykre, że w zawodzie radcy prawnego ważna powinna być chęć wysłuchania drugiej strony i jej argumentów. A skończyło się bez wysłuchania racji, które stały za naszymi propozycjami. Wielka szkoda – stwierdza.
Mecenas Rościszewski ma jednak nadzieję, że merytoryczna rozmowa wewnątrz środowiska nadal jest możliwa. – To są rzeczy ważne i liczę na to, że nastąpi refleksja wśród koleżanek i kolegów, którzy głosowali w sobotę za nieprzyjęciem porządku obrad – wyjaśnia.
Powrotu do dyskusji nie wyklucza także Włodzimierz Chróścik, wskazując, że wszystkie niezbędne zmiany można wciąż opracować przed zjazdem krajowym w 2020 r. Podkreśla też, że tak poważne projekty nie powinny powstawać pokątnie i być wprowadzane pod obrady zjazdu w sposób uniemożliwiający ich ocenę.
– Najpierw propozycje powinna omówić krajowa rada, a dziekani powinni przedstawić je w swoich izbach. Myślę, że osiągniemy porozumienie i projekty, które będą procedowane, zostaną przygotowane przez całe środowisko, a nie tylko kilka izb – mówi dziekan warszawskiej OIRP.
Koszty organizacji nadzwyczajnego zjazdu, wliczając wynajem sali i dojazd uczestników, mogły wynieść nawet 200 tys. zł. Jedynym jego wymiernym efektem było przyjęcie przez aklamację rezolucji z okazji stulecia odzyskania przez Polskę niepodległości. ©℗
opinie
Samorząd to ciało kolegialne
Leszek Korczak dziekan OIRP we Wrocławiu
Przepis o możliwości zwołania zjazdu przez 1/3 izb stanowi swoisty wentyl bezpieczeństwa, co nie znaczy, że gwarantuje oczekiwany wynik głosowania. Trzeba do swoich racji przekonać większość koleżanek i kolegów. To zaś wnioskodawcom się nie udało. Dlaczego? Otóż przy zwołaniu zjazdu wskazano jedynie punkty, bez konkretnych propozycji. Gdyby od razu przedstawiono projekty uchwał, sprawa mogłaby wyglądać zupełnie inaczej.
Delegaci mogli w głosowaniu świadomie się wypowiedzieć, czy widzą potrzebę dokonania postulowanych zmian. Wynik był demokratyczny, a rozstrzygnięcie podjęto dużą większością głosów. Samorząd to ciało kolegialne. Stąd żadnych tematów nie należy unikać. Nieważne, czy zgłasza je większość, czy też mniejszość. Jeżeli koledzy chcą – mogą przecież wrócić do debaty.
Lepsza byłaby przerwa
Arkadiusz Bereza dziekan OIRP w Lublinie
Zakładałem, że w ostateczności zostanie zarządzona paromiesięczna przerwa, aby w specjalnej komisji poddać projekty dalszym konsultacjom i ocenie eksperckiej. Projekty były przygotowane profesjonalnie, o każdym punkcie można było dyskutować, ale takiej szansy nie dano delegatom. Odrzucenie porządku obrad pokazuje, że większość nie chce rozmawiać z mniejszością. Propozycja powrotu do dyskusji za dwa lata oznacza bezprzedmiotowość korekty wytycznych na lata 2018–2020, a wiele zaproponowanych zmian w ordynacji wyborczej wejdzie w życie dopiero za sześć lat. Nie chodzi tylko o liczbę delegatów z danej izby na zjazd, co budziło duże emocje, ale np. o stworzenie mniejszych rejonów wyborczych, tak aby kandydujący w nich radcowie nie byli anonimowi.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu