Książeczka mieszkaniowa na remontPodczas likwidacji mieszkania po rodzicach pan Arkadiusz znalazł książeczkę mieszkaniową wystawioną na własne nazwisko. Przypomniał sobie, że w 1985 r. rodzice wpłacili na nią sporą kwotę, jednak czasy się zmieniły i o książeczce zapomnieli. Nasz czytelnik wie, że mógłby zyskać premię gwarancyjną, kupując mieszkanie, ale już je kupił. - Czy jest inny sposób na uwolnienie zamrożonej gotówki? - pyta.Małgorzata Raczkowska•30 czerwca 2018
Kiedy w sanatorium źle się dziejePan Władysław z Płocka na wyjazd do sanatorium czekał prawie dwa lata. Wreszcie się udało. - Zamieszkałem w pokoju dwuosobowym na niskim parterze, prawie w piwnicy. Pokoik był wprawdzie ciasny i nieco obskurny, ale nie przeszkadzało mi to. Zdenerwowałem się, kiedy zobaczyłem, że stojące w holu obok recepcji stolik i dwie sofy, które powinny być do dyspozycji kuracjuszy, zajmuje pani handlująca odzieżą. Zapytałem przechodzącą pracownicę sanatorium, gdzie mogą usiąść pacjenci, i usłyszałem, że na schodach - pisze pan Władysław. Następnego wieczoru na sofie nie siedziała już wprawdzie handlarka, ale jej miejsce zajął brudny, kompletnie przemoczony pies. Nikogo z obsługi to nie dziwiło, a kuracjusze dowiedzieli się, że personel może reagować, jeśli komuś się coś dzieje i potrzebuje pomocy, a nie w sprawie psa. Kolejnego dnia ten sam bezdomny pies biegał już między pacjentami w jadalni. - Poszedłem więc do kelnerek, zajrzałem do kuchni, gdzie kucharka paliła papierosa! - pisze pan Władysław. W odpowiedzi na kolejną interwencję u kierownika ten stwierdził, że nic się przecież nie stało i że nasz czytelnik jest utrapieniem dla personelu. - Gdzie mam się poskarżyć na obsługę sanatorium? - pyta rozżalony pan Władysław. Nie ma najmniejszych zastrzeżeń do strony medycznej, jednak niedbałość pracowników, brak szacunku dla pacjentów, nieliczenie się z ich potrzebami psuły efekty zdrowotne pobytu.Małgorzata Raczkowska•30 czerwca 2018
W budynku awaria, a lokator na urlopieKiedy pan Kazimierz wrócił z krótkiego urlopu okazało się, że właściciel budynku wszedł do jego mieszkania. Pan Kazimierz był zaskoczony i oburzony. - Wprawdzie w bloku nastąpiła podczas mojej nieobecności poważna awaria instalacji wodociągowo-kanalizacyjnej, ale czy właściciel miał prawo tak po prostu wejść do mojego mieszkania? - pyta nasz czytelnik.Małgorzata Piasecka-Sobkiewicz•30 czerwca 2018
Ustawa z 29 sierpnia 1997 r. o ochronie danych osobowychOchrona danych osobowych jest prawem gwarantowanym przez Konstytucję Rzeczpospolitej Polskiej. Prawo do ochrony danych osobowych obejmuje wszystkie osoby fizyczne. Komentarz przybliża tę skomplikowaną problematykę. Część II obejmuje artykuły od 23 do 62. Zapraszamy do lektury!Michał Kosiarski•30 czerwca 2018
KomentarzeOddajemy dziś do Państwa rąk drugą, ostatnią część komentarza do ustawy o ochronie danych osobowych. O ile w części pierwszej mowa była o rozwiązaniach ogólnych i statusie generalnego inspektora ochrony danych osobowych, o tyle tym razem pochylamy się nad kwestiami bliższymi codziennej praktyce przedsiębiorców. Narzuca to oczywiście sama systematyka ustawy. Oto bowiem kolejne rozdziały, którym dziś poświęcimy uwagę, dotyczą zasad przetwarzania danych osobowych, praw osób, których owe dane dotyczą, zabezpieczania zbiorów danych osobowych, rejestracji takich zbiorów, przekazywaniu danych do państwa trzeciego, wreszcie - sankcji karnych za nieprzestrzeganie ustawy.Michał Kosiarski•30 czerwca 2018
Co zrobić, by wynajem mieszkania nie zamienił się w koszmarPan Krzysztof odziedziczył w spadku po rodzicach dwupokojowe mieszkanie. Postanowił je wynająć. Spośród kilkunastu osób, które się zgłosiły, wybrał młode bezdzietne małżeństwo. - Wydawali się godni zaufania, oboje mieli stałą umowę o pracę - pisze nasz czytelnik. Umówił się z nimi ustnie, że będą płacili 1600 zł miesięcznie. Przez pierwsze trzy miesiące pan Krzysztof był bardzo zadowolony. - Małżonkowie opłacali czynsz regularnie, zawsze mogłem się z nimi skontaktować. Jednak po tym czasie sytuacja zmieniła się diametralnie. Pieniądze przestały wpływać na konto, najemcy nie reagowali na monity, nie odbierali też telefonów - opowiada pan Krzysztof. Nie dość tego - zmienili też zamki, więc nasz czytelnik nie mógł się dostać do własnego mieszkania. Po kilku miesiącach zdesperowany złożył pozew do sądu o eksmisję. Cała sprawa wlokła się niemiłosiernie, wyrok zapadł dopiero po półtora roku. Teraz mieszkanie stoi puste. - Chciałbym je wynająć, ale boję się ryzykować. Czy jest sposób, który pozwoliłby na uniknięcie sytuacji, w jakiej się wcześniej znalazłem? - pyta pan Krzysztof.Aneta Mościcka•30 czerwca 2018