Odpowiedzialni za słowo. Nawet bezterminowo
Od publikacji artykułu do pozwania dziennikarza mogą upłynąć bardzo długie lata
Telefon. W słuchawce: „pozwano nas. Artykuł powstał kilka lat temu, nikt nie żądał nawet sprostowania. Teraz nas pozywają/oskarżają. Czy to przypadkiem nie przedawnione? Dlaczego mamy odpowiadać po tak długim czasie?”.
Wielu dziennikarzy, nawet z dużych, ogólnokrajowych redakcji, nieustanie zadaje mi te pytania. Wniosek? Nie wiedzą, jak wygląda kwestia odpowiedzialności za słowo w czasie. Jako wieloletni dziennikarz i adwokat dostrzegam potrzebę omówienia tego zjawiska. Nie jest ono bowiem tak oczywiste, jak się z pozoru wydaje. Zacznijmy jednak od instytucji sprostowania. W teorii jest to bowiem pierwsze narzędzie, z którego skorzysta niezadowolony z danej publikacji czytelnik/słuchacz/widz. Zgodnie z art. 31a ustawy – Prawo prasowe sprostowanie powinno zostać nadane w placówce pocztowej operatora pocztowego lub złożone w siedzibie odpowiedniej redakcji, na piśmie, w terminie nie dłuższym niż 21 dni od dnia opublikowania materiału prasowego. Sprostowanie nadesłane po terminie najprawdopodobniej nie zostanie opublikowane.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.