„Ukrzyżuj go, ukrzyżuj!”. Rzecz o sądach pokoju
Przepisy wskazujące, że sędziowie pokoju „sprawują wymiar sprawiedliwości” i są niezawiśli, brzmią wzniośle, tyle że nie znajdują pokrycia w dalszych normach projektowanego aktu
Kariera prezydenckiego projektu ustawy o sądach pokoju, który jest wynikiem politycznego dealu rządzących z Pawłem Kukizem, nabiera rozpędu. Choć wydaje się, że jest to raczej gra na czas - bardziej w celu utrzymania koalicjanta niż z chęci wprowadzenia faktycznych reform. Może zatem toczyć się bez końca. A same sądy pokoju budzą kontrowersje z punktu widzenia zgodności z konstytucją. Główny orędownik ich wprowadzenia może przytaczać słowa własnej piosenki „Bo tutaj jest tak, jak jest” - „Wierzę w to, że zmieni się/ wierzę w to, że ty i ja. Obudzimy nowy dzień”. Tylko czy ten nowy dzień z inicjatywy prezydenta i Pawła Kukiza będzie dobry dla polskiego sądownictwa?
Były muzyk, a teraz poseł zdaje się nie rozumieć, dlaczego w proponowanej formie sądy pokoju nie mają w Polsce racji bytu. Nie chodzi przecież o samą ideę instytucji, która znalazła swoje ustrojowe zastosowanie chociażby w USA czy w niektórych szwajcarskich kantonach, lecz o jej ukształtowanie i zgodność z normami ustawy zasadniczej. Sam fakt, że także w II Rzeczypospolitej Polskiej sądy pokoju z pewnym powodzeniem funkcjonowały, to za mało, aby bezrefleksyjnie przyjąć je w obecnym systemie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.