Sytuacja majątkowa może zwolnić z arbitrażu
Adam Kempa: Sąd Najwyższy stwierdził, że nie można postrzegać obowiązku zapłacenia kosztów arbitrażu jako długu w potocznym rozumieniu
Zwolennicy arbitrażu podnoszą, że ta forma rozwiązywania sporów może być tańsza. Dlaczego w prowadzonej przez pana sprawie powód zdecydował się na powództwo przed sądem powszechnym, argumentując to względami finansowymi?
Nie powiedziałbym, że arbitraż jest tańszy. W Polsce opłaty sądowe są wciąż stosunkowo niskie, dlatego arbitraż jest raczej droższym rozwiązaniem. Zasadniczą różnicą jest jednak instytucja zwolnienia z kosztów procesu. Sądownictwo państwowe jest finansowane z budżetu i nie działa na komercyjnych zasadach. Dlatego w przepisach regulujących postępowania sądowe zawsze jest przewidziana jakaś forma „prawa ubogich” – możliwości zwolnienia od kosztów czy uzyskania pełnomocnika z urzędu. Natomiast arbitraż to inicjatywa prywatna, w której prowadzenie procesu musi być finansowane przez strony. Tylko wyjątkowo stałe sądy polubowne, jak np. Sportowy Sąd Arbitrażowy w Lozannie, przewidują zwolnienie z kosztów. To systemowy problem mogący zagrażać realizacji prawa do sądu. Zasadą jest bowiem, że jeżeli strona zawrze w umowie zapis na sąd polubowny (klauzulę arbitrażową), to jest to dla niej jedyna ścieżka dochodzenia swoich praw w sprawach objętych zapisem. Jeśli pozew zostanie złożony do sądu państwowego, druga strona może podnieść tzw. zarzut zapisu na sąd polubowny. Sąd musi wówczas pozew odrzucić (odmówić jego rozpoznania).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.