Jednolity urząd sędziowski to konieczność
Raz na jakiś czas z zamrażarki oczekiwań środowiska sędziowskiego wyciągana jest, niczym kotlety do odgrzania, koncepcja jednolitego urzędu sędziowskiego. Pokazuje się ją wtedy wszem wobec opinii publicznej, podgrzewając na wolnym ogniu, po czym znowu chowa do zamrażarki. Ileż to już razy mówiono o rezygnacji z nietransparentnej siatki awansowej i wprowadzeniu jednego urzędu sędziego sądu powszechnego, często łącząc tę koncepcję ze spłaszczeniem nadal niepotrzebnie skomplikowanej struktury sądów.
Żonglowanie awansami
Nigdy w istocie poważnie nie rozpoczęto prac analitycznych w tym kierunku, a przecież szczegółowych rozwiązań możliwych w ramach tej koncepcji jest wiele. Bez wątpienia to delikatny i wrażliwy obszar, w którym ogniskują się interesy polityków, chcących sterować awansami sędziowskimi, oraz tej części środowiska, która, korzystając z awansów, stara się utrzymać swe pozycje, odróżniające ich od pozostałych sędziów.
A przecież gdy spojrzy się na wciąż nierozwiązany kryzys praworządnościowy ostatnich lat, to widać jasno i wyraźnie, że jego swoistym kołem zamachowym był szturm istotnej grupy sędziów na awanse do sądów wyższych instancji, które, jak mówił klasyk, „po prostu im się należały”. Brak transparentnych i obiektywnych kryteriów awansowych i rozdawanie akcesów do wyższych instancji po uważaniu to jeden z podstawowych problemów sądowego wymiaru sprawiedliwości, który nabrzmiewał od dekad, od którego odwracano oczy, aż znaleźliśmy się nad przepaścią.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.