Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo

Pośpiech może drogo kosztować Temidę

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 12 minut

Źle się stało, że Jarosław Gowin nie posłuchał środowiska i nie powstrzymał swoich zapędów przy likwidacji małych sądów do czasu rozstrzygnięcia przez Trybunał Konstytucyjny zgodności z konstytucją możliwości tworzenia i znoszenia sądów w drodze rozporządzenia

Przez moment się wydawało, że projekt pilotażowy zakładający zniesienie ponad dwudziestu sądów jest pewnym kompromisem. Niestety okazał się mrzonką, ponieważ ku zaskoczeniu wszystkich resort postanowił zlikwidować ponad 7o sądów. To nie było dobre posunięcie ministra Gowina. Tym bardziej, że już dziś widać, że dużą szansę na przyjęcie ma projekt społeczny, który zakłada ustawowe tworzenie i znoszenie sądów. Co więcej ma on jednoczenie przywrócić do życia likwidowane sądy. Niestety proces reorganizacji sądów już się rozpoczął, a to oznacza, że wymiar sprawiedliwości czeka kosztowny chaos. Jest jednak jeszcze czas, by minister zweryfikował skazane na porażkę decyzje.

Lubię ludzi konsekwentnie dążących do celu, lecz martwi mnie upór ministra sprawiedliwości w kwestii likwidacji małych sądów czy też przekształcenia ich w wydziały zamiejscowe. Przyczyn tego zmartwienia jest kilka. Przede wszystkim zasadnicza, natury prawnej. Krajowa Rada Sądownictwa, która już dwukrotnie w oficjalnych stanowiskach negatywnie opiniowała projekt reorganizacji w zaproponowanym kształcie, zaskarżyła do Trybunału Konstytucyjnego przepis pozwalający każdemu ministrowi znosić i tworzyć sądy aktem rangi podustawowej.

Resort nie powinien jednak bezczynnie czekać na orzeczenie TK. Ten czas można wykorzystać o wiele bardziej racjonalnie - ministerstwo razem z Krajową Radą Sądownictwa i prezesami sądów apelacyjnych powinno przygotować projekt ograniczenia kognicji w sądach. Należy ustalić, które sprawy są rzeczywistym wymierzaniem sprawiedliwości i powinny pozostać w sądach, a które należy zaliczyć do tzw. ochrony prawnej i sądy nie powinny się nimi zajmować. Dopiero wtedy należy na nowo i przede wszystkim wspólnie ustalić nowe granice sądów, oczywiście biorąc pod uwagę wszystkie uwarunkowania, w tym także zasadnicze - czyli realną możliwość z korzystania przez obywatela z prawa do sądu. Należy to zrobić tak, by wykorzystać w równomierny sposób obciążenie sędziów pracą. I tu raczej przyjąłbym koncepcję inną niż ta obecna. Zamiast likwidacji często świetnie zarządzanych małych czy średnich jednostek i przenoszenia spraw do niesterowalnych molochów, należałoby właśnie te małe sądy dociążyć sprawami. Znikną wtedy argumenty o niewykorzystanych sędziach. Stworzenie nowej mapy sądów nie może być jednak robione na kolanie. Tego typu reforma wymaga nie tylko pogłębionej analizy, ale i benedyktyńskiej pracy. Niestety politykom zbyt często chodzi o szybki, zwłaszcza propagandowy efekt. I później dowiadujemy się, jak drogi mamy wymiar sprawiedliwości. A czy ktoś policzył, ile kosztowały kolejne reformy, których żywot rozkładał się na dwie kadencje ministrów, czyli statystyczne dwa lata?

Oczywiście nie bez znaczenia dla gwarancji procesowych stron jest taka reorganizacja sądów, która może wygenerować instrumenty pozwalające wpływać na pracę, a przez to na niezależność i niezawisłość sędziego. Jeżeli nagle powstaną dwa przekształcone wydziały na rubieżach sądu, gdzie odległość między nimi będzie dochodziła do 80 km, dodatkowo z fatalną komunikacją, to zarządzający sądem może nie oprzeć się pokusie karania niepokornych sędziów przenoszenia ich z dnia na dzień z wydziału do wydziału bez ich zgody. Ktoś powie, po co snuć takie czarnowidztwo, lecz przecież jesteśmy tylko ludźmi podatnymi na różne bodźce.

W przypadku reorganizacji sądów ala minister Gowin skóra mi cierpnie już od dłuższego czasu. Przede wszystkim wtedy, gdy słyszę w mediach, że liczba sądów do likwidacji zależy od negocjacji ministra z członkami koalicji. Okazuje się bowiem, że los sądu i sędziów, a także dostęp obywatela do sądu są uzależnione od targu politycznego, czyli od tego, co koalicjant zaoferuje koalicjantowi. Że tak jest, świadczy o tym m.in. depesza Polskiej Akademii Prasowej, w której czytamy: "Szef MS nie chciał powiedzieć, czy w zamian za poparcie reformy zaproponuje PSL reorganizację mniejszej liczby sądów. - W grę wchodzą różne możliwości, ale mówiąc żartobliwie proszę nie wytrącać mi z ręki narzędzi negocjacyjnych przed moją rozmową z panem premierem Pawlakiem" - powiedział (minister - przyp. autora). I właśnie ta depesza powinna być moim zdaniem koronnym argument dla TK, że sądy muszą być tworzone i znoszone w drodze ustawy. Każde inne rozwiązanie może generować sytuacje, które są nie do zaakceptowania w normalnie funkcjonującym państwie prawa. Ponadto trudno mi także zaakceptować słowa ministra, który usiłuje przekonać opinię publiczną, że jego reformę krytykują wyłącznie obrońcy stołków prezesów. Niestety taka forma debaty nie odnosi się do argumentów merytorycznych i nie sprzyja wypracowaniu porozumienia, niezwykle potrzebnego w tej materii.

Małe jest piękne, z reguły jest też wydajne i dobrze zarządzane. Tymczasem już widzę wydziały zamiejscowe, których szef pracuje 50 lub 80 km dalej. No tak, znów się czepiam, tymczasem zapominam, że reorganizacja ma szczytny cel - minister chce wyrównać obciążenia i cięcie kosztów. W porządku, ale od razu na usta ciśnie mi się pytanie: A kto odpowiada za to, że przez lata etaty były przydzielane tak, a nie inaczej? Niestety zamiast dopasować liczbę etatów sędziowskich do liczby spraw, resort proponuje obchodzenie konstytucji i ustawy o sądach powszechnych. Na dodatek w jednym z uzasadnień projektu wyraźnie wskazuje się, że mniejsze wydziały będą obserwowane pod kątem ich dalszej ewentualnej likwidacji. Ale to już będzie robione na raty i ciszej.

Niestety nie udało nam się przekonać ministra sprawiedliwości, że likwidacja małych sądów to zły pomysł. A podpisywanie rozporządzenia zanim Trybunał Konstytucyjny rozpozna skargi Krajowej Rady Sądownictwa, nie buduje dobrej atmosfery na linii sądy - minister. Na szczęście parlament nie odrzucił obywatelskiego projektu ustawy o okręgach sądowych sądów powszechnych oraz o zmianie ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych, który Krajowa Rada Sądownictwa zaopiniowała co do zasady pozytywnie. Teraz trzeba trzymać za niego kciuki.

Niestety w niektórych sądach przejmujących już się rozpoczęto działania mające na celu wchłonięcie likwidowanych jednostek. Niewykluczone, że poszły już zamówienia na wykonanie pieczęci i tablic czy transport akt księgowo-finansowych. To ogrom pracy oraz koszty. Ciekawe, kto za to zapłaci, gdy okaże się, że projekt ustawy społecznej przywracający do życia sądy likwidowane zostanie uchwalony przez parlament? Może więc warto wydać szybkie rozporządzenie, które o kilka miesięcy przesunie w czasie reorganizację sądów. Za tym, by minister Gowin rozważył podjęcie właśnie takiej decyzji, przemawia choćby stanowisko części posłów PO oraz PSL i opozycji, która jak nigdy mówi w tej sprawie jednym głosem

Lubię ludzi konsekwentnie dążących do celu, lecz martwi mnie upór ministra sprawiedliwości w kwestii likwidacji małych sądów

@RY1@i02/2012/221/i02.2012.221.07000020b.803.jpg@RY2@

Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa

Waldemar Żurek

członek Krajowej Rady Sądownictwa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.