Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Prawo

Poziomki od początku były dyskusyjne, ale...

2 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 18 minut

Kolejne zmiany ustawy o ustroju sądów powszechnych przyprawiają o bólu głowy nawet wytrawnych prawników. Ustawa ustrojowa zmienia się tak często i czasem w tak sprzecznych kierunkach, że sam już nie wiem, czego jeszcze mogę się spodziewać po radosnej twórczości ustawodawcy

Efektem takich właśnie zmian w prawie było ostatnie orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, które zapadło 8 maja 2012 r. Trybunał rozpoznawał wniosek Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej dotyczący likwidacji awansów poziomych sędziów sądów powszechnych i prokuratorów. Skarga została wniesiona jeszcze przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego i podtrzymana przez obecnego prezydenta Pana Bronisława Komorowskiego.

Prezydent podnosił w skardze, że ustawa z 19 grudnia 2008 r. o zmianie ustawy - Prawo o ustroju sądów powszechnych oraz niektórych innych ustaw osłabia prestiż sędziów przez pozbawienie ich z mocy prawa stanowisk sędziowskich uzyskanych w wyniku powołania. Zarzucił pogorszenie statusu zawodowego sędziów oraz doprowadzenie do całkowitej deprecjacji aktów powołań oraz zwrócił uwagę, że kwestionowany akt godził w dyspozycję art. 180 ust. 2 konstytucji regulującą zasadę nieprzenaszalności sędziów. W ocenie prezydenta nowelizacja naruszyła także prawa nabyte przez sędziów i prokuratorów, które wynikały z faktu otrzymania awansu poziomego.

O samych awansach poziomych środowisko sędziowskie mówiło od samego początku bardzo różnie. Dla części osób była to jedynie proteza, która miała łagodzić to, że sędziowskie wynagrodzenia od wielu lat nie odpowiadają konstytucyjnemu zapisowi o godności wynagrodzenia sędziego. Niestety - jak często podkreślali - proteza niedopasowana, gdyż mogła prowadzić do sytuacji, że sędzia rejonowy niewyróżniający się niczym pozytywnym w swojej pracy zostawał nagradzany tytułem sędziego okręgowego, co wiązało się także z wyższymi zarobkami. Padały też stwierdzenia, że awanse poziome były całkowicie demotywujące, gdyż wymagały tylko przetrwania 15 lat pracy w danym sądzie. Z kolei zwolennicy ripostowali, że przetrwanie w rejonie, w ciężkim wydziale, na tzw. linii, z ogromnym wpływem spraw, było też wyzwaniem. W efekcie jedni byli dumni z tego, że nazywano ich "poziomkami" i gdzie tylko mogli używali swojej rozbudowanej tytulatury - np. sędziego sądu okręgowego w sądzie rejonowym, inni dyskretnie, aczkolwiek uszczypliwie, komentowali zachowania "poziomek". Ale awansów poziomych w skali kraju było całkiem dużo - ich liczba przekroczyła 1500.

Osobiście uważam, że awanse poziome miały też swoją dobrą stronę. Otóż pozwalały doceniać pracę sędziów z mniejszych miejscowości, którzy pomimo olbrzymiej wiedzy i praktyki nie chcieli awansować do sądu wyższej instancji, bo wiązałoby się to z długotrwałymi, męczącymi dojazdami do pracy. Tymczasem przeprowadzka nie wchodziła w grę, gdyż sprzedaż nawet średniego mieszkania na prowincji nie gwarantowała i nie gwarantuje zakupu garsoniery w dużym mieście. I jeszcze jeden argument, z którym trudno polemizować - część osób chciała orzekać w sądzie rejonowym I instancji, bo po prostu lubiła swoja pracę. To właśnie dla takich osób nagrodą miały być awanse poziome.

Na rozprawie 8 maja Trybunał Konstytucyjny uznał art. 4 pkt 3 - regulujący sytuację sędziów i prokuratorów, których wnioski o awans nie zostały rozpatrzone przed dniem wejścia w życie czyli po 22 stycznia 2009 r. - za niezgodny z wywodzoną z art. 2 konstytucji zasadą dostatecznej określoności. Rację miał zatem prezydent, zaskarżając ten przepis. Sytuacja była rzeczywiście całkowicie kuriozalna, gdyż z jednej strony należało rozpoznawać wnioski i wręczać nominacje, a z drugiej strony skasowane zostały już wszelkie skutki takich aktów powołania. Zdaniem trybunału zarówno językowa, jak i funkcjonalna wykładnia badanego przepisu intertemporalnego prowadzi do absurdalnych z logicznego punktu widzenia rezultatów. Jak wskazał sprawozdawca Trybunału Konstytucyjnego sędzia Piotr Tuleja, wątpliwości powstałe na tle przywołanej normy rzutowały w praktyce na sytuację prawną sędziów, którzy nie byli w stanie przewidzieć konsekwencji wprowadzonej wobec nich procedury. Mam nadzieję, że pełne pisemne uzasadnienie trybunału będzie w tym zakresie niezwykle pomocne w wielu innych sytuacjach, które pozwolą nam dobitnie przekonać ustawodawcę, że regulacje dotyczące sędziów nie mogą być radosną twórczością parlamentu, zupełnie oderwaną od zasad zapisanych w konstytucji.

Trybunał Konstytucyjny, uznając większość zaskarżonych przepisów za zgodne z konstytucją, zwrócił, uwagę, że zakwestionowany art. 4 pkt 1 i 2 ustawy z 2008 r. regulował dwa zagadnienia. Znosił w istocie instytucję tzw. awansów poziomych sędziów i prokuratorów, wprowadzając zasadę, zgodnie z którą wymienieni sędziowie i prokuratorzy pomimo zmiany stanowiska zachowują prawo do wynagrodzenia nabytego na podstawie ustawy z 2007 r. Trybunał, badając konstrukcję awansu poziomego sędziów przez pryzmat art. 179 i art. 180 konstytucji, podniósł, że akt powołania wpisany w konstrukcję awansu poziomego (przewidzianego w ustawie z 2007 r.) nie był tożsamy z kategorią powołania, funkcjonującą na gruncie przepisów konstytucji.

Ustawodawca posłużył się tu pojęciem konstytucyjnym, abstrahując zupełnie od konstytucyjnego znaczenia mechanizmu powołania, zorientowanego na nadanie sędziemu inwestytury i zakreślenie jej granic. Konsekwencje uzyskania awansu poziomego ograniczały się - zdaniem trybunału - jedynie do zmiany tytułu i podwyższenia wynagrodzenia tak awansowanego sędziego oraz otwarcia mu drogi do uzyskiwania wyższych stawek awansowych w przyszłości. Z punktu widzenia innych aspektów, wyznaczających status sędziego, takich jak przypisanie sędziemu nowego miejsca służbowego w rozumieniu ustawy z 27 lipca 2001 r. - Prawo o ustroju sądów powszechnych, zmiana zakresu jego obowiązków czy też możliwość faktycznego orzekania w sądzie wyższej instancji były - w związku z otrzymaniem awansu poziomego - nieistotne. Trybunał zwrócił także uwagę na pozbawienie Krajowej Rady Sądownictwa możliwości samodzielnego decydowania o złożeniu wniosku o udzielenie awansu poziomego, a uznanie, że w wyniku uzyskania awansu poziomego dochodziło do powołania sędziego w rozumieniu konstytucji, byłoby nie do pogodzenia z realizacją ustrojowej roli Krajowej Rady Sądownictwa. W ocenie TK likwidacja awansów poziomych nie wiązała się również ze zmianą stanowiska w rozumieniu art. 180 konstytucji, a swoista degradacja tak powołanych sędziów oznaczała bowiem przede wszystkim utratę uzyskanego uprzednio tytułu, natomiast nie prowadziła do zmiany zakresu obowiązków czy też miejsca urzędowania.

Z kolei w odniesieniu do naruszenia zasady ochrony praw nabytych względem prokuratorów (art. 4 pkt 2 ustawy z 2008 r.) wnioskodawca nie przedstawił - stwierdził TK - żadnych dodatkowych argumentów mogących uzasadniać ten zarzut. Przenoszenie na pozycję ustrojową prokuratorów argumentacji bazującej wyłącznie na konstytucyjnym unormowaniu statusu sędziów jest bowiem nieuprawnione.

Po wyroku TK mam mieszane uczucia. Z jednej strony trudno polemizować z prawnymi argumentami TK, gdyż czystość argumentacji jest w tym przypadku jednoznaczna, sam także jestem zwolennikiem precyzyjnej i prostej regulacji statusu sędziów, zmierzającej do bardzo wysokiego, zgodnego z konstytucyjnymi zapisami statusu. Być może rozwiązaniem byłoby spłaszczanie wynagrodzeń sędziów różnych instancji. Zapobiegłoby to pędowi do awansu pionowego i przyczyniło się do rzeczywistego docenienia pracy tzw. sędziów liniowych, którzy kochają tę robotę. Z drugiej strony czuję pewną gorycz, po pierwsze tym, jak traktuje nas władza wykonawcza i ustawodawcza, po drugie jak czują się ci sędziowie, którzy - używając młodzieżowego języka - zostali zrobieni w konia.

Przypomina mi się tutaj historia jednego z moich kolegów, który rezygnując dobrowolnie ze stanowiska funkcyjnego, które oprócz dodatku finansowego generowało potężną dawkę dodatkowego stresu i pracy, zdradził mi swoje przemyślenia: "Wiesz, wracam na linię, dostanę awans poziomy, mam lata nienagannej pracy, ktoś to docenił, wystarczy". Trudno mi teraz nawet go zapytać, jak się czuje były już sędzia sądu apelacyjnego w sądzie okręgowym.

Czuję pewną gorycz w związku z tym, jak traktuje nas władza wykonawcza i ustawodawcza. Podobnie czują się ci sędziowie, którzy - użyję młodzieżowego języka - zostali zrobieni w konia

@RY1@i02/2012/094/i02.2012.094.07000020b.803.jpg@RY2@

Waldemar Żurek, członek Krajowej Rady Sądownictwa

Waldemar Żurek

członek Krajowej Rady Sądownictwa

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.