Wyrok TK ośmieli ministra
Moim zdaniem minister będzie znaczną część wydziałów sądów likwidował wedle własnego uznania, uzasadniając to racjonalizacją kosztów
Trybunał Konstytucyjny zdecydował, choć niejednomyślnie, że przepisy umożliwiające tworzenie i znoszenie sądów w drodze rozporządzenia ministra sprawiedliwości są zgodne z konstytucją. Był pan zaskoczony takim werdyktem?
Obserwując orzecznictwo trybunału, spodziewałem się każdego rozstrzygnięcia, również takiego, jakie zapadło. Chociaż nie ukrywam, że chciałem, aby było ono inne. Cieszę się jednak, że były zdania odrębne.
Wyrok może się okazać przyzwoleniem na kolejne eksperymenty.
Wyroki trybunału należy szanować, ale można się z nimi nie zgadzać. Dlatego też wyobraźmy sobie sytuację, że przepisy, które mamy obecnie, nadal funkcjonują, a po ministrze Gowinie przychodzi jego następca i mówi: "Stwórzmy jeszcze bardziej elastyczny mechanizm przerzucania sędziów z sądu do sądu i zróbmy jeden wielki sąd z siedzibą w Warszawie, a inne zamieńmy w jego wydziały zamiejscowe. Dzięki temu przecież, gdy będziemy mieć braki kadrowe np. w Szczecinie, a w Przemyślu będzie luźniej, to szybko okręg zachodniopomorski usprawnimy". W takim przypadku podstawowa zasada mówiąca o nieprzenoszalności sędziego stanie się fikcją. Ta zasada zresztą już i dzisiaj, przez przepisy, które usankcjonował trybunał, powoli tą fikcją się staje.
Czy nie wydaje się panu, że wyrok TK przesądził o bycie zreorganizowanych jednostek? Skoro można reorganizować, to kto zabroni zlikwidować?
To prawda, minister mydli nam oczy, mówiąc, że wydziały pozostaną. W uzasadnieniu rozporządzenia w sprawie reorganizacji stwierdza się przecież wprost, że wydziały przekształconych sądów będą monitorowane, część z nich pod kątem ich likwidacji. Po uzyskaniu stanowiska TK minister, moim zdaniem, będzie znaczną część wydziałów likwidował wedle własnego uznania, uzasadniając to racjonalizacją kosztów. Bo przecież sąd tylko ma być fabryką, a nie miejscem wymierzania sprawiedliwości, do którego obywatel powinien mieć odpowiedni dostęp.
Wyrok kładzie chyba też cień na obywatelski projekt przywracający 79 zniesionych sądów i stanowiący, że sądy tworzy się w drodze ustawy.
Nie wydaje mi się. W środowisku i wśród osób, które popierały tę inicjatywę, jest tak duża determinacja, że prace na pewno nie zostaną wstrzymane. Zdania odrębne do wyroku TK złożyły zaś autorytety i na pewno w dalszym procedowaniu nad projektem będziemy się wspierać ich stanowiskiem. Bardzo bym jednak nie chciał, żeby w finale trafił on do zamrażarki.
Wśród czterech zdań odrębnych złożonych do wyroku przewijało się stwierdzenie, że władza, jaką ma minister wobec sądów powszechnych, jest dziś zbyt z duża. Podziela pan to stanowisko?
Zdecydowanie tak. Przede wszystkim należy wspomnieć o nadzorze administracyjnym. Już dzisiaj m.in. po zaleceniach nadzorczych ministra widać, jak głęboko chce on sięgać. Aby nie być gołosłownym, warto przedstawić chociażby najświeższe zalecenie skierowane do prezesów sądów apelacyjnych, by zlikwidowali wszystkie zaległości orzecznicze mające powyżej 8 lat. Oczywiste jest, że prezesi będą starali się je wykonać, bo jeśli tego nie zrobią, minister może nie przyjąć ich sprawozdań i w rezultacie odwołać. Wciąż też nie gaśnie dyskusja w sprawie ministerialnej walki o akta sprawy. Niedawno przecież Jarosław Gowin zapisał w swoim rozporządzeniu, że chce mieć dostęp do dokumentów każdego postępowania. To kolejny przykład na to, jak wielki wpływ chce mieć na sądownictwo. Jak zaś ma czuć się sędzia, któremu minister zagląda do akt?
Za bardzo też rozbudowane są kompetencje dyrektorów sądów. Oczywiście w świecie są tacy menedżerowie, ale np. w Irlandii są oni kontraktowani przez sędziów, czyli działają na ich zlecenie. Takie służby przychodzą do sądów, mówią, co działa źle, co poprawić i jak daną instytucją należy zarządzać. My zaś mamy dyrektora z konkursu, na którego wybór wpływ ma szef resortu sprawiedliwości. Nawet jeśli kandydat na dyrektora wygra konkurs, minister może odrzucić jego kandydaturę, zażądać następnej, a nawet doprowadzić do nowego konkursu. Do skutku, aż wygra "nasz". Pamiętajmy zaś, że dyrektor to osoba, która dysponuje finansami, odpowiada za inwestycje i wreszcie decyduje o obsadzie kadrowej w sądzie.
Sędzia Zubik, czyli jeden z sędziów, którzy złożyli zdanie odrębne, w swojej opinii do wyroku podkreślał, że dziś to sądownictwo administracyjne jest "dobrym przykładem wyważenia uprawnień prawotwórczych i organizacyjnych".
To prawda. Tworzenie sądów administracyjnych opiera się bowiem po pierwsze na precyzyjnych przesłankach - musi być jeden sąd dla jednego województwa. Po drugie, tam nie występuje ministerialny nadzór administracyjny. Co może być rozwiązaniem dość niezrozumiałym, jeśli weźmie się pod uwagę, jakiego kalibru sprawy tam się rozpoznaje (podatkowe, spadkowe czy dotyczące wielkich inwestycji).
W sądach administracyjnych sposób powoływania prezesa jest również zupełnie inny - jest on całkowicie niezależny od resortu. W sądownictwie powszechnym mamy zaś problemy z prezesami sędziami przywożonymi w teczce ministra. Nawet jeśli to osoby w pełni niezależne, system, zgodnie z którym to minister pierwotnie wskazuje kandydata, jest zły.
Na koniec cytat: "TK rozwiał dziś wątpliwości, że krytyka mojego rozporządzenia nie wynikała z troski o dobro Polaków, ale o partykularne interesy" - takich słów użył minister Gowin w reakcji na wyrok trybunału. Zabolało?
Jestem zdziwiony takim komentarzem. Minister w wielu przypadkach w dyskusji przyznawał bowiem sędziom rację i dostrzegał, że zależy nam, aby sprawy w sądach były jak najszybciej rozpoznawane. Ja jego działaniom w zakresie sądownictwa nie będę zarzucał chronienia partykularnych interesów, jednak gdybym miał się pokusić o ich podsumowanie, nie mógłbym mówić o sukcesie. Za jego kadencji przybyło spraw, wydłużył się czas oczekiwania na ich rozpoznanie, a we wprowadzonym e-sądzie nie zadbano o należytą ochronę dłużników.
Wcześniejsza wypowiedź ministra: "Mam nadzieję, że trybunał opowie się po stronie zwykłych Polaków, a nie elit sędziowskich", jest dla mnie bulwersująca i populistyczna. Polityk promujący wartości chrześcijańskie nie powinien takimi słowami dzielić społeczeństwa. Niech minister przeczyta zdania odrębne, może jego wypowiedzi będą bardziej wyważone. Część polityków wyraża pragnienie wprowadzenia sądów w stylu anglosaskim, udając, że nie wie, jaką pozycję ustrojowo-organizacyjną one mają. Niestety nie rozumieją zasady trójpodziału władzy, która w państwach anglosaskich jest świętością. Tam sądy są rzeczywiście silne. Silny sąd to sąd sprawny i niezależny, a dla obywatela to rzecz najważniejsza.
@RY1@i02/2013/065/i02.2013.065.07000070f.802.jpg@RY2@
Waldemar Żurek sędzia, członek Krajowej Rady Sądownictwa
Rozmawiała Anna Krzyżanowska
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu