Dziennik Gazeta Prawana logo

25 lat Krajowej Rady Sądownictwa: transformacja niezakończona

28 czerwca 2018

Ustrój

Ćwierć wieku temu - 23 lutego 1990 r. - odbyło się pierwsze posiedzenie Krajowej Rady Sądownictwa. Wczoraj uroczyście świętowano tę rocznicę. Uroczyście, lecz nie bezkrytycznie.

Przewodniczący KRS prof. Roman Hauser w przemówieniu wskazywał, że rada jest dobrym przykładem sprawnego współdziałania trzech władz - ustawodawczej, wykonawczej i właśnie sądowniczej. Jednak nie zawsze jej praca cieszy się dobrymi ocenami społeczeństwa oraz przedstawicieli dwóch pozostałych władz, dla których KRS bywa trudnym partnerem.

- I tak powinno być. KRS bowiem stoi na straży niezawisłości sędziów i niezależności sądów. I zawsze, kiedy te wartości są zagrożone, interweniuje - zauważał przewodniczący.

Odniósł się również do krytyki płynącej ze strony samego środowiska sędziowskiego. Przypomniał, że rada nie jest związkiem zawodowym sędziów, ale organem państwowym, i nie we wszystkich kwestiach powinna zabierać głos.

Duże poruszenie wśród zgromadzonych wywołało wystąpienie ministra sprawiedliwości Cezarego Grabarczyka. Sugerował on, że proces transformacji, jeżeli chodzi o kompetencje KRS, być może nie został jeszcze zakończony.

- Czy dojdzie do połączenia KRS z Krajową Radą Prokuratorów? A może KRS w przyszłości zastąpi ministra sprawiedliwości? - pytał prowokacyjnie.

Wskazywał, że jeżeli minister sprawiedliwości utraciłby nadzór administracyjny nad sądami powszechnymi, to można byłoby mieć wątpliwości co do tego, czy taki członek rządu byłby w ogóle potrzebny. Podkreślił również, że obecne rozwiązania uważa za niedoskonałe.

Mocne słowa padły również z ust Andrzeja Rzeplińskiego, prezesa Trybunału Konstytucyjnego. Wyraził on opinię, że władza sądownicza jest najważniejszą spośród wszystkich władz jako najbliższa ludzkim sprawom. Jednocześnie prezes TK przypomniał sędziom, że ich godność, o której mowa w konstytucji, to nie tylko odpowiednio wysokie wynagrodzenie, ale przede wszystkim olbrzymi obowiązek złożony na barki każdego z nich.

Do zgromadzonych przemawiał również pierwszy przewodniczący KRS, prof. Adam Strzembosz.

- Myśmy dobrze wiedzieli, w jaki sposób manipulowano sędziami. Chodziło o sposób ich powoływania, a także wynagradzania - wspominał miniony ustrój.

Dlatego też KRS od początku starała się wprowadzić takie rozwiązania prawne, które by wyeliminowały ręczne sterowanie sędziami.

Kij w mrowisko włożył Włodzimierz Olszewski, przewodniczący KRS w latach 1998-2002. Skrytykował on praktykę delegowania sędziów do resortu sprawiedliwości. Jego zdaniem to marnowanie wiedzy i umiejętności sędziów, którzy po kilku latach w resorcie stają się "wtórnymi analfabetami". Podkreślał, że taka delegacja może być ucieczką przed ciężką pracą w sądzie, i to za lepsze pieniądze. Zaapelował więc do ministra sprawiedliwości, aby sprawdził, czy rzeczywiście w resorcie potrzeba aż tylu sędziów.

- Może się bowiem okazać, że z powodzeniem można zastąpić ich urzędnikami - skwitował sędzia Olszewski.

Po kilku latach w resorcie sędziów dotyka wtórny analfabetyzm

Małgorzata Kryszkiewicz

malgorzata.kryszkiewicz@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.