Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

To nie ta ustawa, panowie

24 lipca 2017

Błędy popełnione przy uchwalaniu przepisów o Sądzie Najwyższym uniemożliwią prezydentowi ich podpisanie

11 - w tylu miejscach różni się ustawa o Sądzie Najwyższym uchwalona przez Sejm od tej, która trafiła do Senatu. Powód? Błyskawicznie przyjmowane w niższej izbie przepisy były błędnie zredagowane. A mimo wszystko Sejm je przyjął. Rzecz w tym, że ktoś postanowił je poprawić zaraz po uchwaleniu i przed przesłaniem do izby wyższej. W rezultacie senatorowie otrzymali inną ustawę.

Przekroczenie uprawnień

- Marszałek Sejmu nie ma kompetencji do poprawiania ustawy już po jej uchwaleniu przez posłów - nie ma wątpliwości prof. Jerzy Pisuliński, dziekan Wydziału Prawa i Administracji UJ. Uchybienie jest bardzo poważne. Znacznie istotniejsze niż wszelkie inne, które dotychczas zostały wychwycone (patrz ramka). Bo w przypadku tamtych głowa państwa mogłaby powiedzieć, że ustawa zasługuje na jej podpis, z wyłączeniem pojedynczych przepisów. A tu cały tryb procedowania nad ustawą o SN jest niezgodny z konstytucją (konkretnie z jej art. 121 ust. 1 i 122 ust. 1).

- Nie wyobrażam sobie, by pan prezydent podpisał tę ustawę. Byłoby to wbrew ustawie zasadniczej - podkreśla prof. Pisuliński.

Wszystko przez to, że poprawki zgłoszone przez komisję zostały sformułowane nieprawidłowo pod względem legislacyjnym (numerację poszczególnych artykułów nadano niezgodnie z zasadami techniki prawodawczej). To zdarza się dość często. Wówczas gdy obarczone tego typu błędami ustawy trafiają do Senatu, tamtejsze biuro legislacyjne zgłasza poprawki, które je korygują. Jednak wprowadzenie przez Senat poprawek, nawet o charakterze redakcyjnym, oznacza, że ustawa musi wrócić do Sejmu. A ten powinien ponownie przeprowadzić głosowanie. Ktoś, kto bez zachowania jakichkolwiek procedur poprawiał ustawę już po jej przyjęciu przez Sejm, musiał być zdeterminowany. Chodziło o to, żeby Senat nie miał powodu doczepić się do treści ustawy nawet z powodów formalnych; by jak najszybciej ją przyjął bez poprawek i przekazał prezydentowi. Dlatego podjęto decyzję o usunięciu błędów formalnych i zmianie numeracji przepisów już po uchwaleniu ustawy. "Wyczyszczona" trafiła do Senatu.

Weto czy trybunał

Większość rozmówców nie ma wątpliwości: ustawy prezydent podpisać nie może. Pytanie, czy powinien ją skierować do Trybunału Konstytucyjnego, czy zawetować.

- Weto byłoby rozsądniejsze. W podobnej sytuacji prezydent Duda już się znalazł. Otrzymał od marszałek Kidawy-Błońskiej ustawę w brzmieniu nieuchwalonym przez Sejm. Skierował ją w sierpniu 2015 r. do trybunału. Wyroku nie ma do dziś - argumentuje dr Mariusz Bidziński, konstytucjonalista z Uniwersytetu SWPS.

Zgadza się z nim prof. Jerzy Pisuliński. Dziekan WPiA UJ zwraca uwagę, że wniosek głowy państwa o zbadanie zgodności ustawy z konstytucją trybunał rozpoznaje w pełnym składzie. A z tym jest problem. Trzech sędziów nie orzeka z powodu wniosku ministra sprawiedliwości o zbadanie prawidłowości ich wyboru. Jeden z sędziów zmarł. No i są wątpliwości, czy skład trybunału jest prawidłowo obsadzony.

- Weto byłoby szybsze - przy założeniu, że większość parlamentarna chce wprowadzić swe reformy w życie - i pewniejsze. Jeśli ustawodawca chciałby uchwalić ustawę raz jeszcze, mógłby to przecież uczynić; już bez błędu - podkreśla prof. Pisuliński.

Jeden z naszych rozmówców podkreśla, że sytuacja choć jest naganna, sama w sobie nie powoduje niekonstytucyjności ustawy.

- Z punktu widzenia zasad techniki legislacyjnej tego typu błąd nie powinien mieć miejsca. Jednakże nie zmienia on merytorycznie uchwalonych przepisów, przez co nie ma wpływu na jej ocenę pod względem konstytucji - przekonuje dr hab. Jacek Zaleśny, konstytucjonalista z UW.

Doktor Mariusz Bidziński ripostuje: - To bez znaczenia. Trybunał Konstytucyjny w ciągu ostatnich 20 lat podkreślał wielokrotnie, że zapisana w konstytucji procedura legislacyjna jest wartością samą w sobie.

Prawnik ma na myśli przede wszystkim wyrok z 7 lipca 2003 r., w którym TK stwierdził, że "bezwzględne przestrzeganie trybu ustawodawczego stanowi gwarancję praworządności". A także wyrok pełnego składu z 11 marca 2015 r., gdzie wskazano, że "uchybienia formalne dotyczące konstytucyjnego trybu ustawodawczego stanowią samodzielną przesłankę stwierdzenia niekonstytucyjności badanego aktu normatywnego". Jacek Zaleśny jednak przekonuje, że w tamtych przypadkach uchybienia były poważniejsze.

A co na to wszystko politycy PiS? Kilku, do których się wczoraj dodzwoniliśmy, zapewniało, że nie zna sprawy.

- Jeśli rzeczywiście taka sytuacja miała miejsce, niezwłocznie powinny zareagować kancelarie Sejmu i Senatu. I wydać w tej sprawie oświadczenie - twierdzi poseł Stanisław Pięta.

@RY1@i02/2017/141/i02.2017.141.00000020b.801(c).jpg@RY2@

Co jeszcze się nie zgadza w przyjętej przez parlament ustawie o Sądzie Najwyższym

OPINIA

Nie można kombinować

@RY1@i02/2017/141/i02.2017.141.00000020b.802.jpg@RY2@

prof. Ewa Łętowska sędzia Trybunału Konstytucyjnego w stanie spoczynku

Do Senatu ma iść tekst taki, jak go uchwalił Sejm, a w wersji do prezydenta nie wolno nawet przecinka postawić gdzie indziej. Każde uchybienie to formalna wada procesu legislacyjnego owocująca niekonstytucyjnością. Ufam, że w Kancelarii Prezydenta znają "przecinkowy" wyrok Trybunału Konstytucyjnego (sygn. akt SK 38/01): "Dochowanie trybu ustawodawczego uregulowanego w przepisach konstytucji jest warunkiem dojścia ustawy do skutku. Kompetencje poszczególnych organów w tym procesie są ściśle wyznaczone, a pozaprawne działania - wykluczone".

Praktyka podsuwania czego innego do uchwalenia niż to, co jest w dokumencie, ma długą tradycję. Tak wedle Schillera królowa Elżbieta podpisała wyrok śmierci na Marię Stuart. Prace legislacyjne nad ustawą o SN ujawniają lekceważenie przez parlamentarzystów zasad ich własnej pracy. I tego, po co zostali wybrani. I dlatego "jak" jest przy proteście społecznym w tej sprawie bodaj ważniejsze od tego, "co" jest w tej ustawie. Bo - jak stwierdził TK - "zasada ochrony zaufania do państwa opierać się musi na przekonaniu, że przepisy opublikowane w Dzienniku Ustaw, a więc wiążące obywatela, zostały ustanowione w sposób zgodny z wymaganiami konstytucyjnymi i m.in. w ten sposób obywatel jest chroniony przed arbitralnością organów państwowych".

OPINIA

Legitymizowanie bałaganu

@RY1@i02/2017/141/i02.2017.141.00000020b.803.jpg@RY2@

Dr hab. Ryszard Piotrowski konstytucjonalista z UW

Na treść ustawy składa się też oznaczenie poszczególnych przepisów. Można więc powiedzieć, że tekst ustawy przekazanej Senatowi nie odzwierciedla rezultatów głosowań, co jest nieprawidłowe z punktu widzenia konstytucyjnego oraz regulaminu Sejmu. Nagromadzenie rozbieżności między tekstem przekazanym a uchwalonym wskazuje, że nie dotrzymano standardów. Nie bez powodu konstytucja i regulamin Sejmu wymagają, by przekazać do izby wyższej dokładnie to, co przyjęto w głosowaniu. Chodzi o wyeliminowanie sytuacji, w której następują nielegitymizowane zmiany. Gdzie poza trybem prac legislacyjnych pojawia się ścieżka pozwalająca na dodanie czegoś lub usunięcie? To niedopuszczalne. Trzeba trzymać się tekstu przyjętego w głosowaniu. Jeśli w uchwalonej przez Sejm ustawie pojawiają się błędy natury legislacyjnej, to jest możliwość wyeliminowania ich w Senacie. Prezydent nie ma innej możliwości niż zawetowanie ustawy, także ze względu na jej wewnętrzną sprzeczność. Bo składając podpis pod ustawą, uruchamia domniemanie jej zgodności z konstytucją, a powołaniem prezydenta jest czuwanie nad przestrzeganiem ustawy zasadniczej. I dlaczego miałby legitymizować bałagan, a także rozwiązania naruszające konstytucyjny ustrój państwa?

Piotr Szymaniak

Patryk Słowik

dgp@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.