Szczytne intencje, gorsze wykonanie
Od kilku tygodni w prasie i innych mediach przewala się fala wątpliwości związanych z nowymi przepisami dotyczącymi VAT. Co rusz kolejni autorzy wskazują niejasności czy niespójności dotyczące stosowania tych przepisów.
Najpierw komentatorzy prasowi pochylili się nad zakresem zwolnienia dla usług edukacyjnych. Stawiali pytania o znaczenie użytych w tym kontekście w ustawie pojęć: usługi kształcenia zawodowego czy przekwalifikowania zawodowego. Ze szczególną troską zajęto się szkołami nauki jazdy i odpowiedzią na pytanie, czy kursy organizowane na określone kategorie prawa jazdy są zwolnione czy też opodatkowane 23-proc. VAT. Dalej chwile niepewności przeżyli wydawcy prasy i książek. Ministerstwo Finansów pochyliło się co prawda nad problemami natury praktycznej zgłaszanymi przez te podmioty i wydłużyło okres stosowania dotychczasowej 0-proc. stawki VAT na kolejne miesiące. Jednak przepisy to określające były na tyle enigmatyczne, że podmioty te nie do końca wiedziały, jak się mają zachować i jak opodatkować swoją sprzedaż. Ostatnim zaś hitem są pakiety medyczne fundowane pracownikom lub kupowane przez pracodawców na rzecz swoich pracowników. Znowu brzmienie odpowiedniego przepisu może prowadzić do wniosków niekorzystnych dla podmiotów świadczących tego rodzaju usługi.
Z całą pewnością ta lista nie jest pełna i można byłoby wymieniać dalej. Nie mam również wątpliwości, że kolejne dni przyniosą nowe rewelacje. Warto jednak wskazać element łączący dotychczasowe przypadki: artykułowane przez Ministerstwo Finansów w oficjalnych komunikatach odmienne intencje od tego, co można odczytać z wprowadzonych przepisów. W ślad za tymi deklaracjami pojawiają się wyjaśnienia, które precyzują mniej lub bardziej sensownie te intencje. W niektórych przypadkach dla większej pewności podejmowane są działania natury legislacyjnej, np. w ramach kolejnych zmian dyskutowanych właśnie przez parlament.
Niezależnie od efektu końcowego, czyli potwierdzenia, w większości przypadków, takiego rozumienia tych przepisów, które z jednej strony zapewniają zgodność z prawem unijnym, a z drugiej nie stanowią zbytniej ingerencji w prowadzoną działalność gospodarczą, wydaje się, że gdzieś został popełniony błąd. Dopiero co uchwalono przepisy, a już wymagają albo zmiany, albo dodatkowych wyjaśnień co do intencji ustawodawcy. W innych przypadkach odpowiednie służby powołane do udzielania wyjaśnień podatnikom same nie wiedzą, jakiej odpowiedźi udzielić, wyczekują błagalnie na jakiekolwiek wskazówki ze strony Ministerstwa Finansów. A wszystko to dokonywane jest na żywym organizmie, jakim jest podatnik. To on, a nie ustawodawca, będzie przecież ponosił ewentualne negatywne konsekwencje błędnego odczytania intencji prawodawcy.
Może warto spróbować tworzyć przepisy, które w większym stopniu odzwierciedlają intencje i zamierzenia. Korzyść będzie ewidentna dla wszystkich: podatnicy będą mogli wywiązywać się ze swoich obowiązków, MF nie będzie musiał się tłumaczyć z wprowadzonych zmian, a parlamentarzyści nie będą wprawiani w zakłopotanie, gdy każe się im nowelizować dopiero co przegłosowane zmiany.
@RY1@i02/2011/015/i02.2011.015.086.002b.001.jpg@RY2@
Roman Namysłowski, dyrektor w Ernst & Young
em
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu