Uff... co za ulga
Propozycja Ministerstwa Gospodarki nazwana trzecim pakietem deregulacyjnym, a w szczególności jedna z propozycji dotycząca tzw. ulgi na złe długi, przypomniała mi o dylematach związanych z tymi przepisami, z którymi obecnie zmagają się sądy administracyjne.
Dla porządku jednak najpierw parę słów o samej uldze. Przepisy ustawy z 11 marca 2004 r. o podatku od towarów i usług (t.j. Dz.U. z 2011 r. nr 177, poz. 1054 z późn. zm.) przewidują możliwość korekty podstawy opodatkowania i podatku należnego, jeżeli nasz kontrahent okazał się nierzetelny i nie płaci nam za dostarczone towary lub wykonane usługi. Podstawowym kryterium skorzystania z tej możliwości (obwarowanej oczywiście licznymi warunkami) jest brak zapłaty przez okres co najmniej 180 dni (to właśnie to kryterium zamierza złagodzić Ministerstwo Gospodarki). Po upływie tego okresu podatnik jest uprawniony do rozpoczęcia określonych w ustawie działań, których uwieńczeniem jest zmniejszenie kwoty zobowiązania wobec fiskusa. Zgodnie z innym warunkiem, istotnym dla potrzeb niniejszego artykułu, po skorzystaniu z prawa do korekty podstawy opodatkowania kwota należności nie może być uregulowana w jakiejkolwiek formie. Uregulowanie bowiem oznacza konieczność ponownego wykazania podatku należnego i jego zapłaty do urzędu skarbowego. I tutaj zaczynają się dylematy, o których zacząłem pisać powyżej.
Otóż podatnicy powzięli wątpliwość, czy zbycie wierzytelności po skorzystaniu z ulgi stanowi uregulowanie należności właśnie "w jakiejkolwiek formie". Twierdząca odpowiedź na tak postawione pytanie może prowadzić do dość absurdalnych wniosków. Przepisy o tzw. uldze na złe długi działają na zasadzie symetrii - obniżenie podstawy opodatkowania przez sprzedawcę związane jest z koniecznością pomniejszenia przez nabywcę towarów lub usług wykazanego wcześniej podatku (jeżeli w ogóle). Z kolei uregulowanie należności przywraca nabywcy prawo do ponownego pomniejszenia podatku należnego o podatek naliczony. Jeżeli zbycie wierzytelności miałoby stanowić uregulowanie należności i nakładać na dostawcę lub usługodawcę obowiązek wykazania podatku należnego, to obowiązek ten powinien kreować po stronie nabywcy towarów lub usług (tego nierzetelnego) uprawnienie, o którym pisałem powyżej, czyli prawo do ponownego wykazania podatku naliczonego. Tylko w jakiej wysokości? Częściowa zapłata oznacza prawo do części podatku naliczonego. Ale skąd nabywca towarów lub usług ma wiedzieć, jaką cenę uzyskał sprzedawca wierzytelności? W jednym z ostatnio wydanych wyroków sąd administracyjny w Warszawie podzielił właśnie te wątpliwości i uznał, że zbycie wierzytelności nie może stanowić jej uregulowania.
Z kolei brak wykazania podatku należnego w tym momencie może prowadzić do sytuacji, w której podatek ten nie pojawi się nigdy. Przecież nabywca wierzytelności po wyegzekwowaniu zaległej należności nie będzie zobowiązany do korygowania jakiegokolwiek podatku - to nie jego obrót. A nierzetelny kontrahent, który w końcu postanowił zapłacić kwotę należności, będzie mógł wykazać cały podatek naliczony, jeżeli to zapłata wyłącznie przez niego wyzwalałaby prawo do odliczenia podatku naliczonego. Symetria się chwieje. Ale żadne z rozwiązań w obecnym stanie prawnym nie jest idealne i może naruszać prawa podatnika.
Warto wyeliminować te wątpliwości i, jak chce Ministerstwo Gospodarki, przyspieszyć możliwość korzystania z tego narzędzia, czasami wykorzystywanego do dyscyplinowania kontrahentów. A przy okazji wyeliminować niezgodność z prawem unijnym polegającą na ograniczeniu jej stosowania tylko w relacjach między podatnikami.
Zbycie wierzytelności nie może stanowić jej uregulowania
@RY1@i02/2012/131/i02.2012.131.071000200.802.jpg@RY2@
Roman Namysłowski, dyrektor w Ernst & Young
Roman Namysłowski
dyrektor w Ernst & Young
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu