Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
VAT

Złoto dla zuchwałych

28 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

Nikt nie ma dzisiaj wątpliwości, jaka jest stawka podatku od towarów i usług na książki. Dyrektywa VAT przewiduje wprowadzenie stawki obniżonej na dostawę książek, przy czym stawka ta nie może być niższa niż 5 proc. W Polsce do końca 2010 roku obowiązywała stawka 0 proc., czyli mniej niż pozwala dyrektywa VAT, co wynikało z naszych uzgodnień przedakcesyjnych. Niestety, od 1 stycznia ubiegłego roku musieliśmy podwyższyć stawkę, która dzisiaj wynosi 5 proc. Tylko na książki drukowane. Z niezrozumiałych powodów Unia Europejska zablokowała możliwość stosowania obniżonej stawki na książki w formie elektronicznej. Zgodnie z przepisami dyrektywy VAT sprzedaż tego rodzaju książek musi być objęta stawką podstawową, czyli w Polsce 23-proc.

Warto się zastanowić nad powodami, dla których wśród nielicznych towarów, których dostawa może korzystać ze stawki obniżonej, znalazły się właśnie książki. Takim powodem z pewnością nie była chęć ulżenia wydawcom książek, chociaż niższa stawka ma istotny wpływ na ich wyniki finansowe. Wydaje się, że była nim chęć wspierania czytelnictwa. Niższy VAT to niższa cena dla końcowego odbiorcy i większa skłonność do zakupów. A elastyczność cenowa popytu na tego rodzaju dobra jest stosunkowo duża. Niewielki wzrost cen może spowodować istotny spadek popytu. Stąd zauważalny opór wydawcy związany nawet z niewielką zmianą cen, jaka mogła być efektem wzrostu stawki VAT z 0 do 5 proc. Mogła, bo decyzja o zmianie ceny zawsze należy do przedsiębiorcy - jednak pozostawienie niezmienionej ceny przy wyższym VAT to mniejszy przychód dla wydawcy.

Skąd zatem pomysł unijnego prawodawcy wprowadzenia stawki podstawowej na książki elektroniczne? Przypuszczalnie, jak pewnie w wielu podobnych przypadkach, nie stała za tym żadna myśl. A książki elektroniczne są dziś objęte stawką podstawową tylko dlatego, że przepisy umożliwiające stosowanie stawek obniżonych były przyjmowane w czasach, w których nikomu nie śniło się o książkach elektronicznych, no może poza Stevem Jobsem. A przecież dzisiaj to rzecz codzienna. Nawet parlamentarzyści będą mieli urządzenia, które pozwolą im czytać projekty ustaw w formie elektronicznej. Pozostawienie stawki podstawowej na książki elektroniczne to tak, jakby ustawodawca wprowadził u zarania dziejów obniżoną stawkę VAT na sprzedaż nafty, ale już energię elektryczną opodatkował stawką podstawową. A przecież chodzi ciągle o pełną elektryfikację wsi.

Czy jesteśmy skazani na biurokrację unijną i pozostaje nam cierpliwie czekać, aż zorientują się w Brukseli, że dzisiaj większość książek kupowanych jest w formie elektronicznej? Niektóre światłe nacje, a wręcz nawet zuchwałe, najwyraźniej nie do końca wierzą w struktury unijne i same postanowiły wziąć sprawę w swoje ręce. Kilka krajów (m.in. Hiszpania, Francja i Luksemburg) w ostatnim czasie albo wprowadziło, albo rozważa wprowadzenie obniżonej stawki również dla książek elektronicznych, i to wbrew przepisom dyrektywy VAT.

Chciałoby się napisać, że wśród tych krajów jest również Polska. Niestety, nie słychać żadnych pozytywnych sygnałów z gmachu na Świętokrzyskiej. A może Ministerstwo Finansów nas zaskoczy i zaproponuje przy okazji obniżenie stawki VAT? Oby. Żeby tylko nie okazało się, że te kilka krajów wprowadzi stawki obniżone, a przedsiębiorstwa z ich krajów zgarną rynek i zyskają przewagę konkurencyjną, która polskim firmom znowu utrudni prawidłowy rozwój i funkcjonowanie.

Wprowadźmy zatem i my stawkę obniżoną, nie oglądając się na przestarzała dyrektywę VAT, a złoto będzie nasze. Czego wszystkim życzę w nowym roku.

@RY1@i02/2012/010/i02.2012.010.07100020b.802.jpg@RY2@

Roman Namysłowski, dyrektor w Ernst & Young

Roman Namysłowski

dyrektor w Ernst & Young

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.