Bunt kupców przeciw opłacie targowej
Handlujący na bazarach nie chcą płacić za nic. Zbierają podpisy pod obywatelskim projektem likwidacji tej lokalnej daniny
Ustawę o podatkach i opłatach lokalnych trzeba zmienić - twierdzą przedstawiciele kupców. W akcję zaangażowało się wiele środowisk z branży. Trzeba zebrać 100 tys. podpisów, by wnieść obywatelski projekt do Sejmu. Zbiera je m.in. Mazowiecka Wspólnota Samorządowa (MWS). Proponuje zmianę ustawy z 12 stycznia 1991 r. o podatkach i opłatach lokalnych (t.j. Dz.U. z 2010 r. nr 95, poz. 613 ze zm.). Zgodnie z projektem uchylone mają być wszystkie przepisy dotyczące opłaty targowej: w art. 1 pkt 4, całe art. 15 i 16, w art. 19 pkt 1 lit. a. W art. 20a. ust. 1 niezbędna jest zaś zmiana.
- Opłata powinna być za coś. A to jest tylko kolejny podatek dla osób, które handlują na targowiskach, bazarach - mówi Wojciech Papis, pełnomocnik komitetu inicjatywy ustawodawczej projektu ustawy o zmianie ustawy o podatkach i opłatach lokalnych. Dodaje, że w gminach dochód z takich opłat nie jest duży. W skali kraju to rocznie ok. 150 mln zł. Jednak dla drobnego handlującego mogą to być spore kwoty. Do akcji zbierania podpisów, która zaczęła się w Warszawie, włączyły się środowiska w całej Polsce, np. w Krakowie czy na Dolnym Śląsku.
- Wszędzie jest przecież podobnie. Opłatę targową płaci się za nic. A handlujący i tak osobno ponoszą wszelkie koszty eksploatacji targowiska, ochrony, dostępu do wody - mówi Dariusz Połeć, rzecznik prasowy MWS. I zbiera podpisy.
Podobnie zadecydowali przedstawiciele Ogólnopolskiego Stowarzyszenia Kupców i Drobnej Wytwórczości. - My już od pięciu lat walczymy o zniesienie tego haraczu. Jest niekonstytucyjny i po ludzku niesprawiedliwy. Podpisy zbieramy w całej Polsce. Będą dwa projekty w tej sprawie, poselski i społeczny. Mam nadzieję, że w końcu uda się uporządkować kupiecki handel - mówi prezes stowarzyszenia Bożenna Kolba. I też przyznaje, że opłata targowa to świadczenie za nic.
Stowarzyszenia kupieckie wysuwają mocny argument. Skoro jest podatek dla drobnych handlowców, to może trzeba go brać od wszystkich, także tych z wielkich sieci. A może potrzebne są dodatkowe podatki dla innych grup mieszkańców? - Przecież jedna ich grupa nie może utrzymywać gminy. A do tego dywagacje samorządowców się sprowadzają - mówi Bożenna Kolba.
Szara strefa bez haraczu
Wokół bazarów, w zaułkach, na ulicach gromadzą się handlarze, którzy sprzedają z ręki, stolika, nawet samochodu. - Jestem we wtorki i piątki. Mam warzywa, owoce, trochę nabiału. Klienci są. Niczego nie płacę - mówi handlarz z Warszawy. Gorzej mają ci przy głównych arteriach. Handlują papierosami, drobnymi rzeczami dla dzieciaków. Tam częściej są naloty kontrolerów. - Daję radę, straż miejska czasem przegania. Ale przecież nie pójdę na jakiś bazar. Tu przelewa się fala ludzi, a zarobek mam dla siebie - mówi sprzedawca. W mniejszych ośrodkach też nielegalny handel kwitnie. Zazwyczaj przy wylotowych ulicach ludzie handlują owocami, grzybami, czasami odzieżą.
- Najgorsze jest to, że ci ludzie śmieją się naszym rzetelnym kupcom w twarz. Jak w takiej sytuacji budować kupiecką uczciwość - pyta Bożenna Kolba.
Samorządy i za, i przeciw
- Opłata targowa to anachronizm, który korzenie ma chyba w PRL. Prywatny handel trzeba było wówczas gnębić - mówi Zofia Trębacka, radna miasta Warszawy. - Idea powinna być taka, że to miasto urządza targowisko, wyposaża je i pobiera wtedy opłatę za coś. Warto do tematu tych opłat wrócić, choć teoretycznie w stolicy nie są duże. Wynoszą 6-8 zł dziennie.
Miasta sobie radzą różnie. Słupsk np. już zniósł opłatę targową. Nie ma od kogo jej pobierać, nie licząc oczywiście handlu nielegalnego. Kupcy się zorganizowali, postawili pawilony. Są trzy duże targowiska. - Handlujący płacą podatek od nieruchomości. Nie ma stoisk, od których mielibyśmy pobierać opłatę targową - słyszymy w biurze prasowym słupskiego magistratu.
Opinie o opłacie targowej nie są jednoznaczne. Dla dużych miast nie stanowi ona znaczących dochodów. To często nawet promile budżetów. W mniejszych jednostkach jest inaczej.
- To bywa nawet więcej niż 10 proc. budżetu, tak np. jest w Sandomierzu - mówi Andrzej Porawski, dyrektor Związku Miast Polskich. Dodaje, że wiele gmin, zwłaszcza przygranicznych, chce taką opłatę utrzymać, bo to pieniądze, które samorządy mogą wykorzystać na lokalne inwestycje. A handel, właśnie bazarowy, tam kwitnie.
OPINIA EKSPERTA
@RY1@i02/2014/195/i02.2014.195.08800030b.802.jpg@RY2@
Jacek Wasilewski socjolog ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej
Opłata targowa to oczywiście podatek. Jednak jeśli w dużym mieście są to kwoty znikome, kilkuzłotowe, to warto przyjrzeć się też małym gminom. Bo tam pieniądze, które z niego wpływają, mogą wcale nie być bagatelne. Tam kilkadziesiąt tysięcy rocznie to może być spora kwota. Na pewno jednak warto zastanowić się nad tym, kto ten podatek ma płacić i w jakiej kwocie. Bo niby dlaczego nie płacą go właściciele sieci handlowych? To przecież handel, no może nie na ulicy, ale zawsze... Może warto chronić własny biznes.
Akcja likwidacji opłat targowych budzi na pewno kontrowersje. Warto jednak spojrzeć na nią z kilku stron. Z jednej strony, jak nie płacę owego podatku, to niewiele mnie obchodzi miejsce, w którym handluję. Nie jestem do niego przywiązany. Z drugiej strony ważna jest elastyczność wysokości kwot pobieranych od handlowców. Jeśli już podatek utrzymamy, to może powinien być zróżnicowany. Przecież trudno wymagać od kobiety sprzedającej jajka czy owoce z działki takiej samej kwoty jak od pana handlującego futrami.
Monika Górecka-Czuryłło
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu