Link do strony w internecie to kiepski dowód, co innego zrzut ekranu
Strona internetowa jako nośnik informacji podlegający zmianom w czasie nie spełnia przesłanek umożliwiających uznanie jej za dokument. Dow ó d taki byłby dopuszczalny, gdyby treść strony internetowej na określoną datę została ustalona w spos ó b wiarygodny, np. przez wydrukowanie treści strony internetowej (zrzut ekranu, tzw. screenshot). Uznał tak Naczelny Sąd Administracyjny.
Sprawa dotyczyła sporu pewnej spółki jawnej z dyrektorem izby administracji skarbowej o egzekucję świadczeń pieniężnych. Jednym z kluczowych elementów, w której przedsiębiorca różnił się z fiskusem, była kwestia ważności certyfikatu, którym dyrektor skarbówki posługiwał się przy składaniu kwalifikowanego podpisu elektronicznego. To o tyle istotne, gdyż od skuteczności złożenia podpisu zależeć mogą dalsze konsekwencje dla spółki. Spółka w toku postępowania sądowo-administracyjnego wskazywała, że na monitorze pełnomocnika spółki pojawił się komunikat określonej treści, który wskazywał na brak ważności certyfikatu. Można było dostrzec to także na stronie internetowej, do której odsyłał komunikat.
Sędziowie NSA, rozpatrując sprawę, zaznaczyli jednak, że treść komunikatu, jaki miał wyświetlić się pełnomocnikowi spółki, nie została w żaden sposób utrwalona. W każdym razie dokument taki nie został dołączony do skargi. Sąd pierwszej instancji nie dysponował zatem środkiem dowodowym (dokumentem), który mógłby stanowić przedmiot postępowania dowodowego.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.