Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo

Fiskus zarobi na spóźnialskich

29 czerwca 2018

Ministerstwo Finansów chce podnieść wysokość odsetek naliczanych za opłacanie podatków po terminie. W ten sposób resort zamierza zebrać w przyszłym roku o 15 mln zł więcej niż obecnie

Na niecały miesiąc przed początkiem okresu, w którym składamy nasze roczne PIT-y, resort finansów zamierza podnieść stawkę odsetek za zwłokę. To zła wiadomość dla tych, którzy zmuszeni są zwykle dopłacać do swojego podatku.

Dziś do zaległego podatku doliczamy odsetki, które stanowią dwukrotność stopy lombardowej ogłaszanej przez NBP. Po zmianie odsetki wyniosą o 2 punkty procentowe więcej. Jeśli zatem utrzymałaby się obecna stopa lombardowa (5 proc.), zamiast obecnych 10 odsetki wyniosłyby 12 proc.

Zmiany dotyczące odsetek nie muszą obowiązywać od 1 stycznia. Można je będzie uchwalić jeszcze przed końcem rozliczeń za 2009 rok. W konsekwencji już osoby składające do 30 kwietnia 2010 r. deklarację PIT za ten rok mogą być zmuszone płacić wyższe odsetki.

Dotyczy to zresztą także zaległych składek ZUS i innych należności na rzecz państwa.

Propozycje ministerstwa nie są przez podatników przyjmowane przychylnie. - Odsetki są już tak wysokie, że dalsze podwyżki nie mają sensu. Jeśli ktoś nie odprowadza podatku, to znaczy, że nie ma pieniędzy. Jak nie ma pieniędzy na spłatę podatku, na spłatę małych odsetek, to i nie będzie ich miał na spłatę dużych - przekonuje Marcin Rudziakowicz z firmy Sharky & Sharky z Warszawy.

Nowy mechanizm naliczania odsetek nie tylko gwarantuje zwiększenie wpływów z odsetek. Ma także zabezpieczyć budżet przed stratami, które mogłoby spowodować nadmierne obniżenie stopy lombardowej. Dlatego w przepisie pojawi się zastrzeżenie, że stawka odsetek nie może być niższa niż 8 proc. Oznacza to, że gdyby np. stopa lombardowa spadła do 2 proc., odsetki należne fiskusowi wcale nie wyniosłyby zgodnie z nowym wzorem (2 x 2) + 2 proc., czyli 6 proc., ale 8 proc. Ma to gwarantować stałe dochody dla budżetu, które od kilku lat z tego tytułu oscylują w granicach 600 mln zł (w 2008 roku ponad 700 mln zł).

Nowe zasady mają też pełnić rolę straszaka. Coraz częściej mając w perspektywie zaciągnięcie kredytu w banku lub niezapłacenie w terminie podatku, przedsiębiorcy decydowali się na to drugie rozwiązanie. Po zmianie kredyt u fiskusa przestanie być ekonomicznie opłacalny.

Ewa Matyszewska

ewa.matyszewska@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.