Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Podatki

Gry podatkowe

29 czerwca 2018
Ten tekst przeczytasz w 8 minut

Zawsze pisałem, że sposób procedowania Ministerstwa Finansów ze zmianami w zakresie podatku VAT jest co najmniej wątpliwy. Przez lata powtarzał się ten sam schemat postępowania: niezależnie od momentu opublikowania projektu przez MF, czy to wiosna, czy jesień, i tak parlament zaczynał zajmować się daną propozycją w okolicach września. W tym samym mniej więcej momencie do Sejmu, a w szczególności do komisji finansów publicznych, trafia propozycja budżetu na kolejny rok kalendarzowy. Można założyć w ciemno, że uwagę posłów przyciąga nie jakaś tam nowelizacja prawa podatkowego, której zawiłości czasami trudno wyjaśnić nawet samym autorom, ale ustawa budżetowa, która staje się doskonałą areną walki politycznej, okazją do zaognienia sporów na linii partia rządząca - opozycja. I tak projekt zmian do prawa podatkowego przemyka niemal niezauważenie po korytarzach sejmowych, dyskutowany przez nielicznych, niezaangażowanych w sprawy budżetowe, aby w okolicach listopada zakończyć swój parlamentarny żywot i wylądować na biurku pana prezydenta. Tutaj zmiany te rzadko budzą jakieś większe emocje i najczęściej w miarę sprawnie uchwalona ustawa uzyskuje podpis prezydenta, nieniepokojona jakimikolwiek wątpliwościami. Ponieważ ustawa zazwyczaj chodzi w życie wraz z nastaniem nowego roku podatnik otrzymuje niespełna miesiąc na dostosowanie się do zmian. Ich zakres bywa różny: od drobnych do fundamentalnych, ale zazwyczaj to nie ma większego znaczenia dla przyjmowanego vacatio legis. Tak naprawdę na palcach jednej ręki można policzyć przypadki w których ustawodawca zlitował się nad biednym podatnikiem i dał mu więcej czasu na zapoznanie się z nowym prawem. Nadchodząca zmiana w zakresie VAT wydaje się potwierdzać tę regułę, chociaż niewątpliwie stanowi jej wyjątek. Może co prawda się okazać, że przewidziany czas dla podatnika i tak będzie niewystarczający, ale odległy, bo przypadający na połowę przyszłego roku termin wejścia w życie większości przepisów, stanowi powiew nowych czasów, przynajmniej w zakresie tego podatku. Jak wiadomo, przyroda nie znosi próżni. Równowaga musi być, a podatnik wraz ze zbliżającym się końcem roku najwyraźniej zawsze powinien czuć dreszczyk emocji. I taki dreszczyk emocji niewątpliwie funduje nam MF w związku z planowanymi zmianami w zakresie podatków dochodowych. Nie chcę dyskutować tutaj o istocie tych zmian, które w wielu przypadkach wynikają z konieczności uszczelnienia systemu podatkowego, jak pisze w uzasadnieniu MF, ale o sposobie i tempie przeprowadzenia tej zmiany. Można bowiem przyjąć, że zostaną one uchwalone w ostatnim momencie i w dodatku w iście szaleńczym tempie. A harmonogram prac nad zmianami rysuje się tak: koniec sierpnia projekt trafia do konsultacji społecznych i niczym kometa z zawrotną prędkością je mija, jakby w obawie skutków bliższego spotkania. Pozostawienie partnerom społecznym kilku dni na dokonanie analizy tak trudnych technicznie zmian nie można inaczej nazwać. Teraz biegiem do Sejmu, zaliczając po drodze kilka kluczowych elementów procesu legislacyjnego, jak Stały Komitet Rady Ministrów czy samą Radę Ministrów. Można zakładać, że posłowie po tym sprincie, doczekają się dyszącego projektu na przełomie września i października. Teraz Sejm, komisja FP, Sejm, Senat, komisja senacka, znowu Sejm i w tym zabójczym tempie późnymi listopadem do Kancelarii Prezydenta trafi jeszcze ciepła ustawa zapewne z gorącą prośbą pilnego podpisania tych zmian. Tak żeby 30 listopada ustawa mogła być opublikowana, a w zasadzie informacja o jej opublikowaniu zamieszczona na stronach Rządowego Centrum Legislacji. Bo przecież zmiany w ustawach o podatku dochodowym muszą być znane przed końcem listopada. A gdzie czas na rzetelną analizę? Czy rzeczywiście podatnicy zasługują na takie traktowanie? Czy posłowie staną się maszynką do głosowania i przyjmą oczekiwane przez MF zmiany bezkrytycznie, aby tylko dochować terminu publikacji zmian?

Postępowanie MF w odniesieniu do zmian podatkowych wygląda mi raczej na grę pt. Proces legislacyjny, w której zwycięża ten kto przeprowadzi zmiany w jak najkrótszym czasie. Szkoda tylko podatników, którzy najwyraźniej zostali uznani za fundatorów nagród w tej zabawie.

Na palcach jednej ręki można policzyć przypadki, w których ustawodawca zlitował się nad biednym podatnikiem i dał mu więcej czasu na zapoznanie się z nowym prawem

@RY1@i02/2012/180/i02.2012.180.071000200.802.jpg@RY2@

Roman Namysłowski, dyrektor w Ernst & Young

Roman Namysłowski

dyrektor w Ernst & Young

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.