Liczy się to, co na co dzień
P rzy takich sukcesach jak prywatyzacja i debiut PZU w 2010 r. i upublicznienie „prywatnego od zawsze” Allegro w 2020 r. padają zawsze wielkie słowa i wielu chce się przy nich ogrzać. Tak naprawdę liczy się jednak to, jak rynek kapitałowy traktowany jest na co dzień: jako serce gospodarki czy jako piąte koło u wozu. Niestety przez ostatnią dekadę raczej jak to drugie. Erozja polskiego rynku kapitałowego nie ma zresztą barw politycznych. Wspólnym mianownikiem kolejnych ekip rządzących jest podważanie zasad wolnego rynku, uznawanie prymatu państwa nad kapitałem prywatnym, brak troski legislacyjnej i zrujnowanie reputacji giełdy, czego szczytem było nazwanie jej „kasynem”. Ale po kolei.
Wydawać by się mogło, że dla giełdy i rynku kapitałowego nie ma lepszego otoczenia niż może stworzyć rząd z wypisanym na sztandarach liberalizmem gospodarczym. I początkowo, gdy stery państwa dzierżyła koalicja PO-PSL, zdawało się, że to prawda. Gdy globalne rynki otrząsnęły się po kryzysie finansowym z 2008 r., odpowiedzią w Polsce była szybka prywatyzacja wielu dużych, państwowych firm. Część z nich sprzedano pod szyldem „akcjonariatu obywatelskiego”, dając szansę na zakup niewielkiego pakietu akcji rzeszy drobnych inwestorów. Z jednej strony stworzono im możliwość zarabiania i zdobycia w praktyce edukacji ekonomicznej, a z drugiej – mogli poczuć smak własności, rozproszonej, ale tak charakterystycznej dla społeczeństw rozwiniętych państw Zachodu.
Kulminacją było wejście na warszawski parkiet PZU z największą – jak się okazało, na kolejne 10 lat – ofertą publiczną, a potem częściowa prywatyzacja samej Giełdy Papierów Wartościowych, której sukces stał się symbolem dwóch dekad polskiej transformacji. Zapisanie się 323 tys. drobnych inwestorów na akcje GPW w ofercie publicznej było dowodem, że po pół wieku socjalistycznej gospodarki centralnie sterowanej Polacy odzyskali zaufanie do wolnego rynku. Późniejsze decyzje rządu PO-PSL dowodzą już tylko jednego: każdy kapitał można roztrwonić, a specjaliści od zamiany wina w wodę zawsze się znajdą i mogą się nazywać także liberałami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.