Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Ale my to znamy, ale to już było

10 września 2020
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

L ektura zaleceń amerykańskiej Akademii Filmowej – tak, tej rozdającej Oscary – w sprawie „Jak robić filmy, aby móc ubiegać się o nagrody”, pokazuje, jak różni się wrażliwość osób ze Wschodu Europy i Zachodu.

Starsze pokolenia wschodnich Europejczyków przeżyły dziesiątki lat w systemie, który domagał się „właściwego przesłania” w filmach i książkach, a za niewłaściwe karał, aż do zakazu publikowania utworów bądź kręcenia filmów wskazanych autorów. System łasy był też na zaangażowanie ideowe twórców i naciskał na to, by znajdowali oni w swoich dziełach miejsce dla sojuszu robotniczo–chłopskiego. Wszystko razem sensu miało tyle, ile ognia jest w główce od zapałki. Wielkich rezultatów to nie przynosiło (chociaż zawsze powinniśmy pamiętać, że od 1956 r. PRL był per saldo łagodniejszy wobec twórców niż u naszych najbliższych sąsiadów). System oszukiwano, on sam szedł na kompromisy, aż wreszcie zszedł na psy.

Można sobie powiedzieć: w dyktaturze dzieją się takie rzeczy, groteska miesza się w niej często z grozą. Ale żeby w USA? W ojczyźnie wolności? Akademia narzuca „główny wątek” dzieła? Na dodatek kataloguje ludzi i odgórnie wskazuje, której grupie co się należy w ramach podziału rasowego, genderowego i autoidentyfikacyjnego? To już nie ma „ludzi”? Są ludzie odpowiednio zaobrączkowani i użyci do realizacji celu nakreślonego przez inżynierów nowego społeczeństwa?

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.