Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Praworządność po myśli Berlina

21 lipca 2020
Ten tekst przeczytasz w 7 minut

C hociaż istnieją unormowania dotyczące przestrzegania zasad, na które umówili się członkowie UE w art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej – daje on wyłączną kompetencję Radzie Europejskiej do uznania jednomyślnie, że w danym państwie członkowskim doszło do poważnego i trwałego naruszenia wartości, o jakich mowa w art. 2 traktatu – Komisja Europejska, przewodniczący Rady Europejskiej Charles Michel wraz z częścią krajów starej Unii dążą do pozatraktatowej zmiany tej procedury, przenosząc je do kompetencji Komisji Europejskiej i zatwierdzenia przez Radę większością kwalifikowaną. Konkluzje zakończonego szczytu UE niestety nie zamykają dyskusji i rodzą wątpliwości, czy propozycja rozporządzenia w najbliższym czasie nie wróci. Gdyby tak się stało, to byłby bezprecedensowy akt pogwałcenia traktatów, co samo w sobie jest groteską. Forsujący tę ideę politycy w imię praworządności w blasku fleszy zamierzają na niewyobrażalną skalę tę zasadę złamać, procedując takie propozycje bez zmiany traktatów.

Pomimo oczywistego złamania traktatów propozycja jest cały czas poważnie traktowana, polska opozycja podnosi głosy, że przecież rządzący przestrzegający prawa nie powinni bać się zasady „praworządności”. Tylko że z tą praworządnością będzie jak z „mową nienawiści” czy postulatami skrajnej lewicy, jak małżeństwa jednopłciowe, adopcja dzieci jako „prawa człowieka” dla nich, pojęcia-wytrychy rodem z Orwella. Byłaby interpretowana jednostronnie, z perspektywy poglądów politycznych i bieżących interesów. Stanowiłaby narzędzie niespotykanego nacisku na państwa członkowskie, ponieważ Komisja Europejska na podstawie swoich subiektywnych odczuć zawieszałaby państwom członkowskim wynegocjowane i należne środki budżetowe. Nie jest to teza gołosłowna, ponieważ w sporze o polską reformę sądownictwa mamy już wiele dowodów na arbitralne działania nie tylko Komisji Europejskiej, ale również Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

W toku postępowania przed TSUE w sprawie C 585/18 zakończonej słynnym wyrokiem z 19 listopada 2019 r. Komisja Europejska odkryła karty. Nie była w stanie dowieść, że zmiana sposobu wyłaniania Krajowej Rady Sądownictwa narusza niezawisłość sędziowską, w sytuacji gdy podobne modele funkcjonują bez zastrzeżeń w innych państwach UE. Zatem nie mogła dowieść, że sędziowie Izby Dyscyplinarnej Sądu Najwyższego nie są niezawiśli. W pisemnym stanowisku stwierdziła, że znaczący wpływ polityków na procedury nominacyjne nie determinuje niezawisłości i bezstronności sędziów powołanych w toku tej procedury. Skoro nie było żadnego konkretnego dowodu, Komisja uznała, że z uwagi na wizerunek niezawisłości oraz wagę zaufania do sądownictwa nie sposób uznać KRS ani Izby Dyscyplinarnej SN za gwarantujące te zasady. Po prostu Komisja Europejska nie ufa i uważa, że reformy sądownictwa są niekorzystne wizerunkowo dla sądownictwa. Trudno o większe pokłady hipokryzji. Tak w istocie wyglądałoby blokowanie budżetu za braki w „praworządności”. Komisja Europejska arbitralnie podważałaby jakiekolwiek działanie państwa członkowskiego w oparciu o „wartości”, „zaufanie” czy „wizerunek”. Trudno o bardziej mętne klauzule generalne, w istocie Komisja Europejska stałaby się prawodawcą, nadając tym pojęciom prawotwórczą interpretację.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.