Kto nie gra w zielone, nie wygra
O d miesięcy trudne tematy w energetyce, górnictwie i całej gospodarce były zamiatane pod dywan. Od lat wiadomo, że tak dalej się nie da – że tę część polskiej gospodarki czekają bardzo głębokie zmiany, które mogą mieć bolesne skutki społeczne. W zasadzie od startu wyborczego trójboju trudne decyzje były odwlekane. Ale tak dalej się nie da, bo rzeczywistości nie da się oszukać.
Nawet jeżeli przyjęlibyśmy, nieprawdziwe według mnie, założenie, że zmian klimatycznych związanych z działalnością człowieka nie ma, to żyjemy w świecie, w którym wiara w to zjawisko jest normą społeczną. Musimy się do tej normy dostosować, nawet jeżeli nam się to nie podoba. Wiedzą to już od dawna decydenci – politycy i menadżerowie zajmujący się polską gospodarką ‒ zarówno sektorem energetyczno-węglowym, jak i finansowym.
Musimy się dostosować, bo jesteśmy gospodarką eksportową, ogniwem w globalnym łańcuchu dostaw. Jesteśmy zintegrowani szczególnie z gospodarką niemiecką, a ostatecznymi odbiorcami towarów i usług, które współtworzymy, są konsumenci w krajach rozwiniętych. Oni nie chcą kupować towarów, które uznają za „brudne” – czyli szkodliwe dla środowiska. Nie godzą się również na finansowanie „brudnych” projektów. I to jest kluczowa informacja, bo polskie instytucje finansowe muszą mieć dostęp do rynku międzynarodowego, żeby móc zasilać gospodarkę kapitałem niezbędnym do rozwoju. Nie jesteśmy w stanie ominąć tego elementu układanki. Jeżeli nie będziemy spełniać norm ekologicznych, to tego dostępu nie będziemy mieli albo kapitał będzie dla nas niewspółmiernie drogi. Czyli nie będziemy w stanie eksportować, inwestować i dostarczać płynności firmom.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.