Starość zabija imperia
Zbyt wiekowy przywódca w trudnych czasach to ryzyko, że stan jego zdrowia dodatkowo osłabi państwo. Ta przypadłość potrafiła zafundować głęboki kryzys nawet potężnym mocarstwom
Rozmowy Joego Bidena z premierem Izraela Naftalim Bennettem zapowiadały się na ważne wydarzenie polityczne. Tymczasem głównym tematem w mediach stało się to, czy podczas spotkania prezydent USA zasnął, czy tylko wyglądał na śpiącego. Podejrzenia o jego niedyspozycję są uzasadnione. Joe Biden ma 78 lat, dwukrotnie zdiagnozowano u niego tętniaki mózgu (usunięto je), a choroba serca sprawia, że w momentach stresu bije ono zbyt szybko i polityk zaczyna cierpieć na zawroty głowy. Poza tym łatwo się męczy, więc nagłe drzemki nie są u niego czymś rzadkim.
Wszystko to punktował podczas kampanii wyborczej Donald Trump. Wówczas Waszyngton zaczynał konflikt z Chinami oraz wydawało się, iż kraj wychodzi z pandemii. Tymczasem potężne problemy– vide Afganistan – dopiero miały nadejść. Spadły one na głowę wiekowego i schorowanego przywódcy, choć takiego stresu mógłby nie udźwignąć młodszy i zdrowszy człowiek. Nic więc dziwnego, że republikanie zaczynają domagać się ustąpienia prezydenta. „Nasz kraj jest zagrożony rządami człowieka, który zasnął podczas spotkania z premierem Izraela” – ogłosiła na Twitterze zasiadająca w Izbie Reprezentantów Marjorie Taylor Greene.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.