Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Kto wykorzystał pandemiczny pretekst

10 czerwca 2021
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Prawdziwie progresywny system podatkowy musi być punktem wyjścia dla jakiejkolwiek reformy. A właśnie w tym aspekcie ostatnie propozycje polskiego rządu nie zdają egzaminu

Wszyscy wiemy, że w ciągu ostatnich 50 lat nierówności dochodowe i majątkowe w USA i Europie znacząco wzrosły. Negatywne konsekwencje tego zjawiska są dobrze udokumentowane – np. badanie Europejskiego Banku Inwestycyjnego z 2018 r. wykazało, że nierówności przyczyniają się do stagnacji gospodarczej. Z innych analiz wynika, że dysproporcje majątkowe hamują inwestycje, powodują wzrost przestępczości, sprzyjają korupcji i brutalnym konfliktom oraz zwiększają ubóstwo. Wiążą się także z nasileniem ryzyka kryzysu finansowego poprzez kumulację prywatnego zadłużenia – gospodarstwa domowe usiłują bowiem utrzymać wydatki ponad stan dzięki łatwo dostępnym kredytom. Problemy te zostały uwzględnione w projekcie wielkiego pakietu fiskalnego prezydenta Joego Bidena i w towarzyszących mu zmianach podatkowych. Paraliż mobilności społecznej, erozja zaufania, zanik solidarności – to tylko niektóre wymienione tam amerykańskie bolączki.

Głównym motorem społecznych patologii i zaburzeń gospodarczych jest niesprawiedliwy w swojej istocie system podatkowy. Od lat 70. jego dysfunkcje narastały wraz z pogłębianiem się nierówności. Dało to również początek zdeformowanemu systemowi finansowemu, który stał się oderwany od realnych potrzeb społeczeństwa. O ile filantropia Billa Gatesa i Marka Zuckerberga może robić wrażenie, o tyle odwraca ona uwagę od faktu, że duża część ich majątku jest owocem zasad pozwalających ich firmom unikać opodatkowania oraz zagarniać większość bogactwa wytworzonego dzięki nowym technologiom. Warto też pamiętać, że na każdego filantropa o dobrych intencjach przypada darczyńca, którego hojność bardziej wiąże się z jego statusem społecznym (lub nieczystym sumieniem) niż troską o dobro wspólne. Świetnym przykładem jest tu rodzina Waltonów, której przodkowie założyli sieć Walmart. Czy ich skąpstwo wobec pracowników i korzystanie z przywilejów rajów podatkowych na wielką skalę (rocznie firma oszczędza dzięki temu 2,6 mld dol. według ostatnich sprawozdań) rzeczywiście są równoważone wspieraniem projektów na rzecz szkół średnich? Odmawianie pracownikom godnych wynagrodzeń oraz pozbawianie władz federalnych i stanowych wpływów budżetowych, żeby potem wyłożyć parę dolarów na dofinansowanie edukacji, przypomina biblijną opowieść o Łazarzu i okruchach ze stołu bogacza (rodzina Waltonów to fundamentaliści chrześcijańscy, ale tak się składa, że – jak ustalił magazyn „Forbes” – niewielka część dochodów jej fundacji charytatywnej pochodzi od przedstawicieli obecnego pokolenia).

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.