Czy rządzący powinni obawiać się internetu
Ł u bu-dubu, łubu-dubu, niech żyje nam prezes naszego klubu. Niech żyje nam! To śpiewałem ja: Jarząbek” – tak trener klubu sportowego „Tęcza” płaszczył się przed prezesem Ryszardem Ochódzkim. Od 1981 r., od czasu nakręcenia komedii ,,Miś”, wiele się zmieniło – nie tylko politycznie i gospodarczo. Pojawił się także internet. Zaczęto więc zadawać pytania o to, czy rozrastająca się sieć ma wpływ na postrzeganie władzy i rządzących przez obywateli.
Odpowiedzi wcale nie są jednoznaczne. Optymiści, do takich zaliczają się m.in. Larry Diamond (Uniwersytet Stanforda) i Marc F. Plattner (International Forum for Democratic Studies), wskazują, że internet zapewnia dostęp do informacji, przez co podnosi świadomość społeczną dotyczącą działań decydentów. Z kolei pesymiści, m.in. Hunt Allcott (Uniwersytet Nowojorski) i Matthew Gentzkow (Uniwersytet Stanforda), podkreślają, że sieć w niebywały sposób ułatwia rozpowszechnianie fake newsów.
Dwaj ostatni badacze przyjrzeli się wyborom prezydenckim w USA w 2016 r. – i ocenili, że podczas kampanii przeciętny wyborca miał styczność z co najmniej jedną fałszywką (bywało, że nawet kilkoma), przy czym więcej z nich dotyczyło przyszłego zwycięzcy głosowania Donalda Trumpa niż Hillary Clinton. Wpływ fake newsów na wynik wyborów zależy od ich skuteczności, a tą jest zmiana decyzji przez wyborcę. Allcott i Gentzkow ocenili, że jeden fake news ma „moc” jednej emisji telewizyjnego spotu i przekłada się na zdobycie setnych części punktu procentowego poparcia. Pesymiści wskazują też na inne negatywne konsekwencje działania internetu w obecnym kształcie, takie jak ułatwienie rozpowszechniania propagandy w reżimach, nadzór nad społeczeństwem czy nawiązanie kontaktu przez populistów z wyborcami.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.