Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Dlaczego władza nie interesuje się frankami

9 marca 2021
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

N BP nie jest gospodarzem tej sprawy – mówi o problemie kredytów frankowych Adam Glapiński, prezes Narodowego Banku Polskiego. „Rząd jest raczej obserwatorem” – deklarował kilka tygodni temu premier Mateusz Morawiecki. Zadziwiać może tak spokojne podejście do kwestii, która – w skrajnym przypadku ‒ może mieć wartość przekraczającą 10 proc. PKB i przy okazji może rozłożyć na łopatki nasz system bankowy.

Te wysokie procenty PKB – wyliczane przez same banki, ale w ubiegłym tygodniu potwierdzone przez Komisję Nadzoru Finansowego – biorą się z możliwych odpowiedzi Izby Cywilnej Sądu Najwyższego na pytania zadane pod koniec stycznia przez I prezes SN. Najbardziej kosztowna opcja polegałaby na możliwości unieważniania umów kredytowych w połączeniu z uznaniem, że bieg przedawnienia roszczeń banków (bo mogą się domagać zwrotu nienależnie wypłaconych pieniędzy) liczy się od momentu udzielenia kredytu, a w tym przypadku raczej „niekredytu”. Kosztowna dlatego, że banki straciłyby całość pożyczonych kwot i musiałyby oddawać klientom te raty, które się nie przedawniły. Więc chociaż portfel kredytów frankowych wynosi ok. 100 mld zł, to strata banków mogłaby być ponaddwukrotnie większa.

Oczywiście to wszystko przy założeniu, że po uchwale IC SN wszyscy klienci idą do sądów i wygrywają unieważnienie umów. Z punktu widzenia wyników banków liczy się jednak nie to, co faktycznie stanie się w przyszłości, ale jak wycenić kredyty w najbliższym sprawozdaniu finansowym. Nie da się ich odzyskać, znaczy, że są warte zero albo i mniej.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.