Czarnek marzyciel
Ł atwo szydzić z pobożnych westchnień ekspertów mianowanych przez ministra Przemysława Czarnka dla ratowania szkolnych podręczników przed bezbożnością i antypolonizmem. Łatwo też podśmiewać się z autorów edukacyjnej gry, której tematem jest życie i dorobek Jana Pawła II. Tyle że działalność tych pierwszych będzie (którą to już!) krzywdą wyrządzaną polskiej oświacie przez tych, którzy powinni jej pomagać. Pomysł tych drugich – odwrotnie. Wspiera, nie krzywdzi.
Pomysł pierwszy opiera się na tragicznym marzeniu, aby szkoła była karykaturą korporacji, w której posłuszne korpoludki za grosze wiernie wypełniają wszystkie polecenia szefów. W tej wizji nauczyciel/ka otwiera uduchowiony podręcznik i czyta dzieciom to, co napisane. Dalsze kroki nauki to samodzielne czytanie przez uczniów, klasówki („uzupełnij zdania: Lech Wałęsa był agentem SB w latach…”, „niemieckiej zbrodni w Jedwabnem dokonali…”, „Królową Polski jest…”), a w oczywistej konsekwencji ukształtowanie młodzieży w duchu zarazem tak chrześcijańskim, jak narodowym. Czarnek, marzycielu…
Wszystko nie tak. Czytanie podręczników w XXI w. to niemal fikcja, a wpływ dopieszczonych przez ekspertów z nieba rodem zdań i słów będzie homeopatyczny. Przede wszystkim jednak nauczyciel, który zabrałby się do wpajania uczniom Nowych Treści, bo przyszły Nowe Rozkazy, byłby najmniej skutecznym indoktrynerem w Polsce. W XXI w. chcemy wpłynąć na młodzież kolejnym wcieleniem obywatela Piszczyka? Trzymajcie mnie! Jedyne, z czym dobrze mu pójdzie, to popularność w internecie, bo szydery z jego edukacyjnymi popisami mogą odnieść komercyjny sukces.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.