Państwowa logika niszczenia mediów
Z darza się, że ministerstwa albo inne urzędy lub instytucje państwowe (szerzej też – publiczne) kupują na swój użytek auta. Podobnie inne potrzebne im produkty. Ogłaszają przetargi, a cena odgrywa w nich istotną, nierzadko kluczową, rolę. Mimo to nie kupują samochodów wcześniej ukradzionych, choć przecież tak byłoby najtaniej. Mało tego – aparat państwowy kradzież aut ściga. Wszyscy zaś ją potępiamy.
To zadziwiające, ale zupełnie inaczej jest w przypadku treści wytwarzanych dużym nakładem sił i środków przez wydawców, szerzej – media (podobnie było też z filmami i muzyką). Odkąd pamiętam, państwo nie tylko pozwala bezkarnie działać tym, którzy takie treści kradną (np. część tzw. firm monitorujących media, niektóre serwisy internetowe itd.), okazując w najlepszym razie obojętność, w najgorszym – przychylność, ale też – tu zdziwienie jest jeszcze większe – przywłaszczone treści samo chętnie kupuje! Wciąż nie brak bowiem urzędów i instytucji państwowych oraz spółek Skarbu Państwa zamawiających usługi u takich „przedsiębiorców” i nie przejmujących się w ogóle, czy prawo autorskie jest przy tym przestrzegane, czy nie (choć odpowiednia klauzula w warunkach przetargu powinna być obowiązkowa). Innymi słowy, państwo dotąd nie tylko nie kiwnęło palcem, aby jakiś elementarny porządek i praworządność tu zapewnić, ale wręcz do nielegalnego procederu na swój sposób się przyłączyło.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.