Giełdowa spółdzielnia w erze nowych mediów
T o dość romantyczna historia. Mamy w niej pozytywnego bohatera zbiorowego: rzeszę drobnych inwestorów, która się skrzyknęła w grupie „wallstreetsbets” na serwisie Reddit i zaczęła kupować akcje słabo rokujących firm po to, by dokopać dużym, grającym na spadek wartości akcji funduszom hedgingowym. Fundusze są rzecz jasna bohaterem negatywnym – mają duży kapitał, wielkie wpływy, jednym słowem rządzą światem. Piękny przykład starego, utartego schematu, w którym Dawid mierzy się z Goliatem, płotki z rekinami, pospolite ruszenie z grubymi giełdowymi misiami – czy jakie jeszcze porównania można dziś znaleźć w mediach.
Choć schemat jest nienowy, to tło jak najbardziej współczesne: procą Dawida są media społecznościowe (dzięki nim grupa kupujących akcje jest na tyle duża, że może przełamać trend obstawiany przez fundusze), kamieniem, który ostatecznie powali Goliata, jest bezprowizyjna aplikacja na smartfona do składania zleceń giełdowych (np. Robinhood), a ciosem wykorzystanie charakterystycznej cechy tzw. krótkiej sprzedaży, z której korzystały fundusze, grając na spadki wybranych firm. Krótka sprzedaż polega na tym, że fundusz pożycza akcje (np. od brokerów), sprzedaje je na rynku i czeka, aż kurs rzeczywiście spadnie. Po czym odkupuje te akcje taniej i je oddaje. Różnica w cenie sprzedaży (wyższej) i odkupu (niższej) to zysk funduszu. Im więcej krótkiej sprzedaży, tym większa presja na spadek kursu. Ale jeśli po drugiej stronie stanie gracz (lub duża ich grupa), który będzie w stanie złożyć tak wiele zleceń kupna, że cena akcji wzrośnie –korzystający z krótkiej sprzedaży zaczyna notować straty. Tak było z akcjami spółki GameStop, która dziś dla rynku gier jest tym, czym maszyna parowa była w czasach rosnącej popularności silników Diesla. To nie miało prawa drożeć. Ale kilka milionów użytkowników Reddit w ciągu dwóch tygodni zdołało wywindować jej kurs z niespełna 20 dol. do 347 dol. Efekt był piorunujący, fundusze musiały oddawać pożyczone akcje, a żeby to zrobić, były zmuszone je kupić po horrendalnie wysokiej cenie, co wpędziło je w gigantyczne straty.
Można więc tę historię opowiadać jak scenariusz filmu, w którym mający poczucie społecznej niesprawiedliwości inteligentni i oblatani w najnowszych technologiach młodzi bohaterowie rzucają wyzwanie potęgom finansowym i wygrywają: nieuczciwi banksterzy dostają łomot (bo tracą pieniądze) i odchodzą w niesławie. GameStop może też posłużyć za kanwę dramatu o przekroczeniu kolejnej granicy, pękaniu fundamentów świata, jaki znamy. W tej sztuce horda dzikusów atakuje świątynię wolnego rynku, niszcząc ustalony od dekad porządek, wykorzystując luki w obronnym murze, wdziera się do twierdzy i ją podpala. To byłaby opowieść porównywalna do tych, jakie czytaliśmy w mediach o szturmie na Kapitol. Tyle że w tym przypadku szturmem byłaby manipulacja kursem akcji, Kapitolem rynek finansowy, a tłumem kilka milionów członków grupy „wallstreetbets” na Reddicie.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.