Supermarket z prognozami
Zdaje się, że klamka zapadła. Gospodarka pozostanie zamrożona co najmniej do wiosny. Ale wiara, że lockdown to najlepsza strategia walki z pandemią, miałaby rację bytu wyłącznie w świecie zamieszkanym przez roboty
Puk, puk! – Kto tam? – Mieszkańcy Florydy. Żyjemy”. Dlaczego miałoby być inaczej? W maju 2020 r. masowe wymieranie ludzi mieszkających na Florydzie było brane pod uwagę jako realny scenariusz. Republikański gubernator Ron DeSantis postanowił, mimo szalejącej pandemii, otworzyć gospodarkę, w tym zliberalizować restrykcje nakazujące społeczne dystansowanie się.
„Floryda otwiera drzwi, a wstrzymuje oddech. Pełne otwarcie to eksperyment, w którym stawką jest życie i śmierć” – relacjonował serwis Politico.com. Mowa była w końcu o żyjącym z turystyki i rozrywki stanie, zamieszkałym przez 21,5 mln ludzi. Strach był więc zasadny. I faktycznie po kilku tygodniach we Florydę uderzyła druga fala pandemii. Wysoka liczba zachorowań utrzymała się aż do sierpnia, potem spadła, do kolejnego, jesiennego, ataku koronawirusa. Władze stanu nie wprowadziły jednak restrykcji. Efekty?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.