Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Reforma mediów publicznych, czyli co to w ogóle znaczy

7 grudnia 2023
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty

D o napisania poniższego komentarza zmusił mnie poniekąd Jacek Żakowski. Na poniedziałkowej debacie pt. „Media publiczne a demokracja w Polsce dzisiaj” zorganizowanej przez środowisko Obywateli RP poruszył temat „dzielenia się Polską”. – Chciałbym do państwa zaapelować, abyśmy pomyśleli o tym, jak podzielić się pieniędzmi, infrastrukturą, mediami, tymi, które mają charakter publiczny, z tymi, którzy przegrali wybory w październiku. To jest bardzo trudna sprawa. Włosi podzielili się kanałami na przykład. Czy jesteśmy gotowi pomyśleć o tym, że Dwójka [TVP2 – red.] będzie PiS-owska? – pytał publicysta „Polityki”. Zgromadzeni zgodnie odpowiedzieli, że nie. – A to jeżeli nie, to oni po dojściu do władzy, a to się stanie, zabiorą sobie znowu wszystko. (…) Ale jeżeli nie przyjmiemy do wiadomości, że mamy społeczeństwo podzielone i jeżeli się tym państwem nie podzielimy w sposób, który druga strona odbierze jako gest być może szczodry, to żadne media publiczne nie będą istniały – tłumaczył dziennikarz.

Zagrożenie, które dostrzegł Jacek Żakowski, istnieje. Jeśli odbierze się „im” media publiczne, to przy pierwszej lepszej okazji „oni” zabiorą je „nam”*. Rozwiązaniem tej sytuacji – w moim przekonaniu błędnym, ale o tym za chwilę – miałoby być przejęcie mediów publicznych, wycięcie „ich” dziennikarzy, zastąpienie ich „naszymi”, a na koniec okazanie litości w postaci „tu jest wasza antena, na której możecie mówić to, co chcecie”.

Przyjmując ten punkt myślenia, godzimy się więc na to, aby jedna antena państwowej telewizji przez 24 godziny głosiła „nasz” przekaz, a druga przez ten sam okres „ich” przekaz. Widz – tak jak Bóg podczas wypraw krzyżowych – rozpozna swoich.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.