Wiarygodności szkodzi uniżoność
C zy Szymon Hołownia jest gruby? Wygląda na to, że nie, ale co tam, nie lubię typa i chcę o nim czytać, że jest lichy i tłusty, a nie złotousty. Chcę... i mam. Raduję się, a napiwek zostawiam na stoliku. Właśnie taka refleksja naszła mnie podczas lektury stosunkowo popularnego portalu. Na końcu artykułu dopisek: „Podobają Ci się moje artykuły?”. I ciekawe rozwinięcie: „Możesz zostawić napiwek. Teraz możesz docenić pracę dziennikarzy i dziennikarek. Cała kwota trafi do nich. Wraz z napiwkiem możesz przekazać też krótką wiadomość”.
Przeglądam raport o domniemanych powiązaniach Nawrockiego z przestępcami. Potem opis kłopotów sprzedawców mieszkań. Recenzję filmu (pochlebną). Wszędzie grzecznie pytają o napiwek. Powiedzmy, że zostawię. Czy wiąże to piszących ze mną, a jasno mówiąc, czy pisząc następny tekst o polityce, biznesie i filmie, nie powinni oni poważać wyrażonych w żywej gotówce wskazań co do stylu i treści? No, jeżeli ideę napiwku brać poważnie, to powinni – przynajmniej wtedy, kiedy klient nieskąpiradło.
Napiwkowy program – który, jak napisała celnie Paulina Januszkiewicz („Krytyka Polityczna”), wygląda jak „zbiórka na podwyżki dla dziennikarzy” – przetrwał już ponad rok. Przestał być pilotażowy, chociaż nie stał się jeszcze standardowy, poza nieszczęsnym portalem Tomasza Lisa, który nie dostrzega sprzeczności między wiarygodnością a uniżonością. Jakoś w licznych innych redakcjach nawet nie rozważano tej innowacji przełamującej schematy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.