Spór koneserów bieli
Sztuka, która sama siebie nazywa nowoczesną, dziwnie często okazuje się ulotna.
Z reguły obliczona na włączenie odbiorcy w emocje twórców za pomocą środków trywialnych z trudem staje się punktem odniesienia dla następnych pokoleń (choć instalacja Mirosława Bałki w galerii Tate Modern była czymś więcej niż sezonowym wydarzonkiem). Stara się wywołać chaos – a potem się zobaczy.
W pewien sposób ten zjazd stawianych sobie celów uwypukla spór towarzyszący od zawsze cywilizacji – z tym że zwyczajowo odróżnialiśmy sztukę na poziomie od sztuki plebejskiej. Bach to Bach, zaś „Biały miś” jest na okazję inną. Cóż, pokiełbasiło się to w XX w. Dziś, gdyby berlińscy filharmonicy grali utwory Zenka oraz zespołu Bayer Full, stojąc po kolana w kisielu, gorszyliby się tylko przyjaciele Smerfa Marudy (konserwatyści).
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.