Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Leonie XIV, powodzenia!

16 maja 2025
Ten tekst przeczytasz w 11 minut

Kiedy się śledzi debatę publiczną, można odnieść wrażenie, że żyjemy w czasach apokalipsy. Katastrofy klimatyczna i demograficzna, kryzys demokracji, możliwa wojna nuklearna, już trwająca rewolucja AI... Warto przy tym zauważyć, że oczekiwana długość życia nie tylko w krajach rozwiniętych, lecz także rozwijających się, jest najwyższa w dziejach. Tak, ludzie żyją w bardzo różnych warunkach, jednak to dostrzegamy i część z nas zastanawia się, jak temu zaradzić. Jeszcze 100 lat temu mało kogo to obchodziło, bo wielu walczyło o własne fizyczne przetrwanie, a spora część ludzkości nie dożywała wieku dorosłego. Dziś, przynajmniej w świecie szeroko rozumianego Zachodu, uznajemy raczej za pewnik, że dziecko dojdzie do pełnoletności.

Jeśli miałbym szukać jakiegokolwiek racjonalnego uzasadnienia dla obecnej popularności katastroficznych opowieści, to widziałbym je w demontażu państwa dobrobytu drugiej połowy XX w. Możliwe, że w społecznej świadomości XXI w. przyniósł wielu mieszkańcom Zachodu głównie zmiany na gorsze. A przynajmniej udało się to im opowiedzieć w ten sposób. Politycy zrozumieli, że granie apokaliptyczną kartą po prostu dobrze się sprzedaje i tworzy przestrzeń do usprawiedliwienia wyjątkowych działań, które jawią się jako niezbędne w obliczu jakiejś nadciągającej katastrofy. Donald Trump może się kreować na zbawcę narodu i – co więcej – jest tak postrzegany przez swoich zwolenników, a i my mieliśmy swoje „Jarosław Polskę zbaw” czy „Tusku, musisz”.

Prezydent USA jest jednak pod wieloma względami wyjątkowy. Nie wyobrażam sobie, aby jakikolwiek inny przywódca polityczny publikował z dumą swoje zdjęcie w tradycyjnym papieskim stroju w czasie konklawe. Nawet jeśli miał to być żart, nie potrafię pozbyć się wrażenia, że sam Trump chce być kimś więcej niż tylko prezydentem. Pragnie rządu dusz, i to wykraczającego daleko poza Stany Zjednoczone. Szuka uwielbienia płynącego z innych części świata. Sam też w sposób mniej lub bardziej bezpośredni wpływa na postawy chrześcijan, o czym przed tygodniem pisała Emilia Świętochowska w tekście „Świętsi od papieża” (DGP nr 89 z 9 maja 2025 r.). Nie jest to zresztą jedynie amerykański fenomen – kiedy spojrzymy na Kościół w Polsce, widać w nim podobne tendencje. Wystarczy popatrzeć na katolickie media. Kanały czy tytuły, które jeszcze kilkanaście lat temu uchodziły za skrajnie prawicowe/konserwatywne, dziś sytuują się bardziej w centrum nie dlatego, że zmieniły redakcyjną linię, tylko ze względu na przesunięcie się całej katolickiej debaty w umowną „prawą” stronę. Coraz częściej używa się też języka polityki do opisu rzeczywistości Kościoła. Widać to było doskonale podczas konklawe, kiedy katoliccy komentatorzy nie ustawali w analizowaniu frakcji i politycznych gier pomiędzy kardynałami zgromadzonymi w Watykanie.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.