Czwarta władza należy do chaosu
Co łączy Edmunda Burke’a, nestora konserwatyzmu z XVIII w., z wpisaniem przez rząd Donalda Tuska TVN i Polsatu na listę podmiotów strategicznych, anulowaniem wyników wyborów w Rumunii, narzekaniem Elona Muska na tradycyjne media, ludźmi zarzucającymi Kanałowi Zero, że jest tubą PiS i nagrodami Pulitzera? Przekonanie, że media sprawują czwartą władzę.
Dzisiaj to opinia powszechna. Wielu się wręcz zgodzi, że kontrola nad mediami jest kluczem do kontroli nad państwem, a więc w praktyce do władzy absolutnej. Ja jednak zgłaszam w tej kwestii votum separatum.
Media – i te tradycyjne, i te nowe – owszem, wywierają potężny, a nawet coraz potężniejszy wpływ na społeczeństwo, jednak w coraz mniejszym stopniu poddają się kontroli. Ich posiadanie może zaspokoić ego miliardera czy polityka, dając im poczucie, że mają rząd dusz, jednak to iluzja. Ster, za którym stoją, paradoksalnie często kieruje statkiem w stronę przez nich niepożądaną. Skąd ten wniosek?
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.