AI (nie) jest dla prawników
Obserwując nasze prawnicze sieci społecznościowe, można dojść do wniosku, że albo prawnicy nie potrafią korzystać ze sztucznej inteligencji, albo AI jest totalnym wybawieniem i „gamechangerem” dla branży – felieton o pułapkach, jakie chatboty zastawiają na prawników i o tym, jak mądrze korzystać z AI.
To, co prawnicy nazywają sztuczną inteligencją w kontekście swojej pracy, to w większości przypadków lepsze lub gorsze duże modele językowe, które operują na sporych (i często kontrowersyjnych) zbiorach danych. Są one niejako „siedliskiem” prawdopodobieństwa, statystyki i uczenia ze wzmocnieniem, które w miejsce jakości premiuje „cokolwiek”. Niestety, taka jest smutna prawda, bo „prawdziwa AI” (tradycyjna) to nadal rzadkość w pracy prawnika i tak naprawdę rzadko do czegokolwiek nam potrzebna. Chociaż kto wie, co przyniesie przyszłość… W końcu i ten zawód zapewne czeka transformacja. Wróćmy jednak do tematu przewodniego.
To, co pisałem o modelach językowych, oznacza, że w niemałej części (niech będzie, że 15 proc.) to, co otrzymujemy od różnych chatbotów, to zwyczajne śmieci. Coś, co się nie nadaje do wykorzystania przez profesjonalistę, a najczęściej po prostu nieprawda. Coraz częściej bowiem, rozmawiając z nie-prawnikami, słyszę, że ChatGPT wygenerował wyroki, które nie istnieją. Skala tego zjawiska zaczyna być coraz większa, co nie przeszkadza prawnikom nadal korzystać z materiałów, które generują owe byki, błędy i nieprawdy.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.