Śmierć wrogom Iranu
Warto zwracać uwagę na to, co ludzie krzyczą w chwilach uniesienia. Hasła bowiem ujawniają ich prawdziwe intencje. Na ulicach irańskich miast słychać dziś: "śmierć", "zabić". Nie wróży to dobrze reżimowi. Nie chodzi już o uczciwe wybory i łagodniejsze prawa, ale zemstę. Ulica chce końca Ahmadineżada.
"Zabiję tego, kto zabija mojego brata" - krzyczały tysiące przy moście Kaladż po strzałach policji. "Śmierć dyktatorowi" - skandowały tłumy prące aleją Engehlab. Były też inne okrzyki: "Allah-u-Akbar" (Bóg jest wielki), "Niech żyje republika".
Rok 1979. Morze ludzkie na ulicach. "Śmierć szahowi", "Niech żyje republika". Tak zaczynała się rewolucja islamska. Niemal te same hasła. Nasuwa się analogia, może nazbyt prosta powie ktoś - wszak zmieniły się realia.
Prawda. Podobne są jednak nie tylko hasła, ale i okoliczności. Reżim nie zaspokaja duchowych i materialnych potrzeb młodego pokolenia, jest przerażająco anachroniczny. Wielkomiejskie elity mają go dość. Coraz częściej sięga po przemoc, przeradzając się w dyktaturę militarną. Nie inaczej było w 1979 roku.
To może być początek końca. Zginie zapewne jeszcze wielu. Oby z ich ofiary zrodził się sprawiedliwszy ład. Nadchodzi kres dyktatury, choć nie islamskiej republiki. Demonstranci nie walczą wszak o zachodnią demokrację, ale w obronie islamu przeciw tyranii.
@RY1@i02/2009/253/i02.2009.253.000.002c.001.jpg@RY2@
Andrzej Talaga
Andrzej Talaga
andrzej.talaga@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu