Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Po co Trumpowi stablecoiny

24 października 2025
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

Stablecoiny to (w miarę) nowa rzecz w światowych finansach. Ten prywatny pieniądz (nazywany też tokenem) jest młodszym bratem kryptowaluty. Rodzeństwo jest jednak różne jak noc i dzień. Krypto pozują na anarchizującego rebelianta – a przejawem tego są uparcie zdecentralizowana władza nad produkcją waluty i podatność na wahania wartości. Stablecoiny odwrotnie – są na ich tle jak uczeń dobrego liceum, który jeszcze przed maturą planuje pójście na prawo. Wartość nominalna stablecoina jest ściśle powiązana z prawdziwą walutą – najczęściej z dolarem – albo z jakimś cennym surowcem. Stąd właśnie przedrostek „stable”, który od razu ma krzyczeć do użytkownika: „Twoje pieniądze są bezpieczne!”.

Za pierwszą poważną próbę stworzenia stablecoina uchodzi eksperyment z Librą odpalony przez Facebooka w 2019 r., potem przemianowany na Diem i porzucony podczas pandemii. Tamte pomysły znalazły wielu naśladowców, więc tokenizacją pieniądza zainteresowały się banki centralne i rządy. Najdalej poszli – jak dotąd – Amerykanie; z inicjatywy administracji Donalda Trumpa uchwalono latem 2025 r.prawo zwane GENIUS – akt ten porządkuje wymagania prawne i finansowe, które muszą spełnić prywatni emitenci stablecoinów, i mówi np. o tym, że muszą utrzymywać odpowiednio wysokie płynne rezerwy, by nie tworzyć groźnych finansowych piramid.

Człowiek ma tendencję do tego, by myśleć o swoich czasach jako o okresie wyjątkowym. Prawda jest jednak taka, że stablecoiny nie są bezprecedensową innowacją finansową. Jak przypomniał w tekście opublikowanym przez nowojorski Fed Stephan Luck, obserwujemy właśnie ciekawy powrót do koncepcji sprywatyzowanego pieniądza, który miał złoty okres w Ameryce ostatniej ćwiartki XIX stulecia. Równolegle do dolara funkcjonowały wówczas w obiegu inne „narodowe banknoty” emitowane przez prywatne instytucje finansowe – głównie banki. Dokładnie tak samo jak w przypadku stablecoinów ich wartość była w pełni powiązana z dolarem. Dlaczego państwo dopuszczało wówczas konkurencję wobec własnego monopolu na emisję pieniądza? Z dwóch powodów. Pierwszy jest historyczny i nie ma już znaczenia. Chodziło o to, by wypierać z obiegu bardzo niepewny pieniądz emitowany przez poszczególne stany. Waszyngton domykał w ten sposób ciągnący się proces federalizacji Ameryki. Ciekawszy jest drugi powód. Nieprzypadkowo emisja prywatnego pieniądza podpiętego pod dolara zbiega się w czasie z czasami wojny secesyjnej. Unia, by zdusić bunt Konfederatów, musiała wygrać. A wojna kosztuje. Rządowi federalnemu chodziło więc o to, by otworzyć sobie nowy sposób na zabezpieczanie wydatków. Opierało się to oczywiście o dług. Popyt na ten dług miał być jednak zapewniony poprzez wymóg utrzymywania części rezerw w papierach dłużnych rządu. Innymi słowy – jak biznes chciał emitować pieniądz i na tym zarabiać, to proszę bardzo, ale warunkiem było wsparcie Waszyngtonu w tym, by ich model finansowania wydatków rządowych się nie wywrócił.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.