Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Brak ambicji hamuje wzrost Europy

Ten tekst przeczytasz w 7 minut

Jedną z możliwych długofalowych konsekwencji kryzysu finansowego jest przyspieszenie gospodarczego schyłku Europy. Nie jest to w żadnej mierze nieuniknione, ale obawiam się, że prawdopodobne.

Niezależnie od tego, co zrobimy, ostatecznie i tak Chiny i Indie zastąpią Unię Europejską jako największe gospodarki świata. Mówiąc o „schyłku”, mam przy tym na myśli obniżenie poziomu życia. Kryzys finansowy doprowadził do zmniejszenia potencjalnego wzrostu gospodarczego w całym regionie Północnego Atlantyku. Zarówno USA, jak i Europa przechodzić będą okres dostosowań, kiedy wzrost będzie wolniejszy. USA odżyją pierwsze: to gospodarka bardziej dynamiczna, ma bardziej spójne ramy polityki makroekonomicznej, ma także – inaczej niż UE – prawdziwy rynek wewnętrzny, który się nie rozsypuje.

Cóż więc powinna zrobić UE? Dobra lista makroekonomicznych „rzeczy do zrobienia” pojawiła się w zeszłym tygodniu. Zawiera ją esej opublikowany w przygotowanych przez grupę badawczą Bruegel w Brukseli „Uwagach dla Nowej Komisji Europejskiej”. Jego autorami są profesorowie Jürgen von Hagen i Jean Pisani-Ferry. Ich propozycje obejmują sześć punktów; nie jest to lista kompletna, ale sensowna.

Po pierwsze – nie zaprzestawać od razu i masowo polityki stymulacji gospodarki. Należy zapewnić odpowiednią kolejność wycofywania się z niej, mając na celu zapobieżenie recesji wtórnej („z dwoma dołkami”).

Po drugie – przyjąć pięcioletni program wzrostu. Dodałbym, że nie należy go mylić ze stosowanymi od lat przez UE programami konkurencyjności. Powinien on dotyczyć polityki gospodarczej, nastawionej szczególnie na zwiększenie potencjalnej stopy wzrostu produktu krajowego brutto i nie zawierać zwyczajowo długiej listy celów.

Po trzecie – wyjść poza mechaniczne, legalistyczne trzymanie się paktu stabilizacji i wzrostu, który stanowi obecnie ramy koordynacji polityki budżetowej. Powinno to obejmować nie tylko wiążące zobowiązania co do deficytu i strategii średnioterminowej, lecz także reformy instytucjonalne, które w kilku krajach członkowskich są prawdopodobnie konieczne.

Po czwarte – przyspieszyć wprowadzenie euro w Europie Środkowej i Wschodniej. Autorzy wspomnianej listy trafnie zauważają, że jedno z kryteriów członkostwa – stopa inflacji – sugeruje, że kwalifikują się wszystkie kraje regionu, a inne – deficyt – że żadne. Biurokratyczne stosowanie kryteriów nie jest dojrzałym podejściem do takiego problemu jak powiększenie strefy euro.

Po piąte i ostatnie – podjąć pewne kroki w kierunku ustanowienia wspólnej reprezentacji zewnętrznej strefy euro.

Niestety, większość z tych zaleceń nie ma żadnych szans na wprowadzenie. Przyjęcie takich rozwiązań wymagałoby wyjątkowej jakości politycznego przywództwa, a tego właśnie uijnym przywódcom brakuje. Jeśli ktoś przeczytał pięcioletni plan działania José Manuela Barroso, przewodniczącego Komisji, zauważył pewnie szokujący brak wyobraźni i ambicji.

Dlaczego ten brak ambicji stanowi problem? Bo pokryzysowa reakcja polityczna jest pod wieloma względami ważniejsza niż reakcja na sam kryzys. Reagowanie na kryzys było stosunkowo proste. Gwarancje dla zobowiązań systemu bankowego i stymulowanie gospodarki to rozwiązania zastosowane, choć w różnej skali, przez wszystkie rządy. W większości była to polityka w wymiarze krajowym, przy minimalnej jedynie koordynacji na szczeblu unijnym. Dla UE korzystny byłby wprawdzie większy stopień koordynacji, ale ta odpowiedź na kryzys wystarczyła, by zapobiec powszechnej katastrofie.

Reagowanie na sytuację pokryzysową nie będzie mieć już tak dwoistego charakteru i Komisja Europejska powinna w nim odgrywać bardziej dominującą rolę, ponieważ trzeba będzie się zmierzyć z głębokimi problemami strukturalnymi.

Skoro jednak na jej czele stoi José Manuel Barroso, pojawią się pewnie jakieś minimalne posunięcia dotyczące części wysuniętych propozycji – ale nic zapierającego dech w piersiach. A skoro nie będzie działań, to pojawi się spora szansa na to, że pan Barroso nadzorował będzie ponowne wprowadzenie escudo w Portugalii. Tak naprawdę nie wierzę, że do tego dojdzie, bo spodziewam się jednak podjęcia choćby minimum posunięć politycznych, niezbędnych do zapobieżenia katastrofie na pełną skalę.

Prawdopodobnie nie będzie jednak zamierzonego stopniowania „strategii wyjścia” z polityki stymulowania gospodarki. Jak dowiedzieliśmy się w zeszłym tygodniu, Europejski Bank Centralny na pierwszy sygnał o wzroście inflacji uruchomi wzrost stóp procentowych. Jeśli chodzi o politykę budżetową, to Niemcy i Holandia będą pierwszymi krajami, które zrezygnują z jej poluzowania, Francja natomiast zrobi to jako jeden z ostatnich. Tak więc jakieś stopniowanie się pojawi. Nie będzie też programu prowzrostowego: jeśli się jakiś pojawi, nie będzie ukierunkowany na wzrost gospodarczy, ale na cele znajdujące się na liście lobbystów.

Komisja Europejska będzie się rozpaczliwie trzymać paktu stabilizacji i wzrostu, będzie też unikać wszelkiej dyskusji o bardziej elastycznym i strategicznym stosowaniu jego zasad; nadal będzie ignorować nierównowagę bilansu rozrachunków bieżących, bo nie ma traktatu, który nakazywałby postępować inaczej; można też zapomnieć o dwóch ostatnich punktach zawartych w dokumencie grupy badawczej Bruegel. Perspektywiczni członkowie strefy euro będą mogli do niej wejść tylko wówczas, gdy spełnią kryteria, jakich nie spełniłby żaden z obecnych członków tego ugrupowania. No a wspólna reprezentacja zewnętrzna strefy euro spadła już na sam dół listy celów.

Tak więc strefa euro zapewne przetrwa. Może ona jednak więdnąć w miarę spadku potencjału wzrostu i poziomu życia. Europie zawsze groziło, że świat będzie zmierzać do statusu regionu „nieważnego, ale przyjemnego jako miejsce do życia”. Dziś nie można mieć pewności nawet co do ostatniej z tych cech.

ea9c022b-a7b3-4b43-8f3c-248988867dca-38916551.jpg

Fot. Images.com/Corbis

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.