Nie stać nas na redukcję
Ograniczenie emisji CO2 w Polsce według ewentualnych założeń Unii Europejskiej byłoby niezwykle drogie. Czy warto tak zmieniać przepisy, wprowadzać takie normy, żeby kosztem 90 mld euro osiągnąć owe wyśrubowane poziomy redukcji?
Odpowiedź jest dosyć prosta - nie. Nie ma co w imię klimatycznych ambicji zarzynać polskiego biznesu, polskiego konsumenta czy w ogóle "zarzynać polskiej gospodarki", jak to ujął premier Tusk. Chyba że chcemy być biedniejsi, mniej konkurencyjni i bardziej święci od kilku najbogatszych państw tego świata, które do radykalnego cięcia emisji wcale się nie palą.
Oczywiście nie znaczy to, że w Polsce ekologicznego problemu nie ma. Jest, i to duży. Jesteśmy krajem zaśmieconym, brudnym, zanieczyszczonym. Nie miejmy złudzeń - żeby wszystko doprowadzić do ekologicznego porządku, potrzeba naprawdę dużych pieniędzy. I te pieniądze albo już są wydawane, albo wydawane będą. Ale na wszystkie przedsięwzięcia ekologiczne, a nie tylko na dokarmianie klimatycznego cielca. Łącznie z projektami, które z coraz mniej jasnych przyczyn nie mieszczą się w głowie ekologom, czyli zapewnienie Polsce względnie taniej energii poprzez rozwój siłowni jądrowych.
Naprawdę, te miliardy euro warto zainwestować inaczej, a nie wyłącznie w polski wkład w ratowanie świata przed nieudowodnioną klimatyczną katastrofą.
@RY1@i02/2009/242/i02.2009.242.000.002b.001.jpg@RY2@
Marcin Piasecki
Marcin Piasecki
marcin.piasecki@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu