Dziennik Gazeta Prawana logo

Ręka terroru wciąż niewidzialna

3 lipca 2018

"Newski Ekspres" wysadzany był dwukrotnie, po raz pierwszy w 2007 r. Za każdym razem w identyczny sposób.

Tragedia z ostatnich dni jest jednym z wielu zamachów terrorystycznych dokonanych w Rosji w okresie rządów Władimira Putina, spośród których można wymienić wysadzenie domów mieszkalnych w Moskwie i w Bujnaksku, zajęcie przez terrorystów teatru na Dubrowce i szkoły nr 1 w Biesłanie.

Zamach ten jest inny, bo doszło do niego w nowej sytuacji społecznej i politycznej. W ostatnim czasie w mediach pojawiła się fala doniesień o przestępstwach dokonywanych przez przedstawicieli skorumpowanej milicji. Minister spraw wewnętrznych Raszyd Nurgalijew kilka dni przed wysadzeniem pociągu oświadczył, że obywatele mają prawo stawiać opór tym milicjantom, którzy zachowują się w sposób podejrzany. Nadszarpnęło to zaufanie do milicji, która i tak nigdy nie była darzona szacunkiem. Od kilku miesięcy nie widać końca serii głośnych zabójstw, w której zginęły już dziesiątki osób - od duchownych i ministrów spraw wewnętrznych w republikach na Kaukazie Północnym aż po przedsiębiorców i "autorytety" kryminalne w samej Rosji.

Przypomina to do złudzenia tak zwany chaos lat 90. W areszcie śledczym zmarł pozbawiony elementarnej pomocy medycznej prawnik Siergiej Magnitskij, który najprawdopodobniej był zakładnikiem w konflikcie prokremlowskich grup biznesowych. Wszystko to dzieje się w kraju, który rządzony jest przez "tandem" - dziwną konstrukcję dewaluującą znaczenie prezydentury, jedynej dobrze legitymizowanej instytucji władzy. Dlatego portal Gazeta.ru w komentarzu redakcyjnym napisał, że ekspres o nazwie "Rosja" pędzi w kierunku stacji końcowej - Chaos.

Przez lata rządy Putina opierały się na elementarnym strachu przed zamachami terrorystycznymi z końca lat 90. Swobody obywatelskie były ograniczane bez sprzeciwu społecznego w zamian za poczucie spokoju i bezpieczeństwa. Likwidacji w Rosji normalnej polityki towarzyszyła nasilająca się propaganda mocarstwowa, nacjonalistyczna, a często otwarcie ksenofobiczna. W tym czasie odpowiedzialnością za zamachy terrorystyczne obarczano wahabitów finansowanych przez ośrodki zagraniczne, a Szamil Basajew uosabiał cały islamski terroryzm w Rosji.

Zamordowanie w biały dzień w centrum Moskwy adwokata Siergieja Markiełowa i dziennikarki Anastazji Baburowej udowodniło, że w cieniu putinowskiej stabilizacji wyrosło nowe pokolenie terrorystów, które nie ma niczego wspólnego z islamem, ale ma wiele powodów, by zabijać wysoko postawionych członków "petersburskiej drużyny" wracających w piątkowy wieczór z Moskwy do domu. "Newski Ekspres" mógł wysadzić ktokolwiek - wahabici lub skinheadzi, rosyjscy nacjonaliści lub lewaccy bojownicy o sprawiedliwość społeczną.

Najważniejsze, że brak jest jasności w tym, kto i w jakim celu organizuje zamachy terrorystyczne w kraju, w którym jakoby został pokonany "terroryzm międzynarodowy". Zaraz po dokonaniu zamachu jeden z aktywistów nacjonalistycznego Ruchu przeciwko Nielegalnej Migracji podał, że został on dokonany przez radykalne ugrupowanie Combat 18. Prawicowi radykałowie zamach potępili, a milicja twierdzi, że nie są oni w stanie organizować tak złożonych przedsięwzięć. Zgodnie z drugą wersją zamachu miał dokonać "ruski wahabita" Paweł Kosołapow, którego wygląd zbieżny jest z rysopisem podanym przez milicję. Podejrzewany jest on o udział prawie we wszystkich zamachach terrorystycznych, które dokonane zostały w Rosji w ciągu ostatnich kilku lat, poczynając od Dubrowki i podłożenia bomby w wagonie moskiewskiego metra. Miał on również organizować zamach na "Newski Ekspres" w 2007 r. na polecenie Doku Umarowa, przywódcy zbrojnego podziemia w Czeczenii lub nawet Szamila Basajewa. Być może demoniczna postać "ruskiego wahabity" Pawła Kosołapowa ma odgrywać rolę podobną do tej, którą niegdyś odgrywał Basajew - ma personifikować cały terroryzm w Rosji. Zwróćmy jednak uwagę na zmianę. Kiedyś władze twierdziły, że terroryzm jest bez wyjątku kaukaski. Dzisiaj zdają się przyznawać, że terror ma także rosyjskie oblicze.

Dziwnym zbiegiem okoliczności śledztwa w sprawie zamachów terrorystycznych kończą się w Rosji podobnie. Na ławie oskarżonych zasiadają drugoplanowi uczestnicy przestępstwa, którzy często przedstawiają w sądzie twarde alibi. Nigdy się nie zdarzyło, by rosyjskie organa ścigania zatrzymały całą siatkę, nie mówiąc już o wyjaśnieniu okoliczności przestępstwa. Tak zakończyło się śledztwo w sprawie wysadzenia domów mieszkalnych jesienią 1999 r., zamachów w centrum teatralnym na Dubrowce i w szkole w Biesłanie. W procesie o zabójstwo Anny Politowskiej podejrzanych uniewinniono, a i tak były to osoby oskarżone tylko o pośredni udział w zbrodni. Na trzy dni przed wysadzeniem "Newskiego Ekspresu" do udziału w poprzednim zamachu na ten sam pociąg przyznał się Makszarip Chidrijew. Jest oskarżony o dostarczenie materiałów wybuchowych, ale śledztwo nie ustaliło, skąd one pochodziły i gdzie zostały wyprodukowane. Nie zostały wyjaśnione podejrzane kontakty Kosołapowa w Kazachstanie, państwie formalnie przyjaznym Rosji. Prokuratura nie zainteresowała się kręgiem znajomych podejrzanego ani nie próbowała ustalić motywów przestępstwa. To prowadzi - zdaniem dziennikarza Giergija Bowta - do wniosku, że śledztwo było prowadzone tak, by jak najmniej wyjaśnić, a jak najwięcej spraw pozostało owianych tajemnicą. W rezultacie może powstać wrażenie, że za zamachami w Rosji stoi tajemnicza i anonimowa siła.

@RY1@i02/2009/236/i02.2009.236.000.011a.001.jpg@RY2@

Włodzimierz Marciniak

Piotr Gęsicki

politolog, sowietolog

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.