Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

Czeskie żarty z Lizbony

1 lipca 2018
Ten tekst przeczytasz w 1 minutę

Traktat lizboński spowiły ciemne chmury znad Wełtawy. Wczorajsza wizyta premiera Czech w Brukseli miała je przerzedzić, ale nic z tego nie wyszło. Co więcej, pojawiły się nowe obłoki, czyli zapowiedź kolejnego wniosku do trybunału konstytucyjnego w Pradze opóźniającego ratyfikację dokumentu. Jeśli uda się zablokować Lizbonę, wielką europejską debatę zakończy przaśny finał rodem z czeskiej komedii.

Czego właściwie chcą Czesi? Problem w tym, że sami nie wiedzą. Oficjalnie chodzi im o zablokowanie potencjalnych roszczeń Niemców sudeckich wysiedlonych po wojnie. Prezydent Vaclav Klaus woli, by stosowny punkt znalazł się w traktacie, rząd akceptuje ewentualnie towarzyszącą mu deklarację. Pierwsze oznacza rozpoczęcie całej procedury przyjmowania Lizbony od nowa, drugie nie ma znaczenia prawnego. Deklaracja jest jedynie wyrazem intencji, niczym więcej. W dodatku prawo unijne - zarówno obecne, jak i przyszłe, potraktatowe - nie zawiera mechanizmu, który zmuszałby władze czeskie do respektowania potencjalnych roszczeń.

Prezydent Klaus zagrał kartą niemiecką wyłącznie na potrzeby wewnętrznej opinii publicznej. W Czechach, tak jak w Polsce, straszenie Niemcem ciągle ma wzięcie. Rząd nie może w takiej sytuacji iść pod prąd nastrojom i bezwarunkowo popierać Lizbony. Tak oto Niemcy sudeccy, jak w 1938, stali się przyczyną paneuropejskiej awantury. A chodziło przecież tylko o zreformowanie Unii, nie o rozstrzyganie sporów historycznych. Czechom nie można odmówić poczucia humoru, inna sprawa, że nie wszystkich śmieszy ten typ dowcipu.

@RY1@i02/2009/201/i02.2009.201.000.002c.001.jpg@RY2@

Andrzej Talaga

Andrzej Talaga

andrzej.talaga@infor.pl

Dziękujemy za przeczytanie artykułu!
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.