Inflacja w rękach ministra skarbu
Ministerstwo Finansów jest bardzo ostrożne, szacując średnioroczną inflację w przyszłym roku na 1 proc. Nikt z ekonomistów nie wierzy w tę prognozę, pewnie sami analitycy MF też mają wątpliwości. Założenie niskiej inflacji ma swoje zalety, pozwala m.in. na konserwatywny szacunek dochodów budżetowych. Być może resort zostawia sobie w ten sposób zakładkę, by uniknąć ryzyka nowelizacji budżetu. Ale efektem ubocznym takiej gry jest znaczny wzrost planowanego deficytu. I wystarczy, że duzi gracze na rynku uznają, że rząd będzie miał problem z jego finansowaniem, a zobaczymy to w kursie złotego i rentownościach obligacji. Jak szybko słaby złoty może przekładać się na wzrost cen, widzieliśmy na początku tego roku. Jak trudno realizować założenia prywatyzacyjne - bo przecież na prywatyzacji ma opierać się przyszłoroczny model finansowania deficytu - widzimy od wielu lat. W tym kontekście najbardziej wiarygodną prognozę inflacji na 2010 rok mógłby przedstawić minister skarbu. Bo w sumie to od jego skuteczności będzie zależeć jej wielkość.
@RY1@i02/2009/189/i02.2009.189.166.002c.101.jpg@RY2@
Marek Chądzyński
Marek Chądzyński
marek.chadzynski@infor.pl
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu