Autopromocja
Dziennik Gazeta Prawana logo
Opinie

To nie jest koniec wolnego rynku, wkrótce pojawi się kapitalizm w wersji 3,0

Ten tekst przeczytasz w 9 minut

Jednak ci, którzy przewidują zgon kapitalizmu, powinni zastanowić się nad jednym istotnym faktem historycznym: kapitalizm ma niemal nieograniczoną zdolność do przekształcania się. Ta właśnie „plastyczność” umożliwiła mu przezwyciężenie zdarzających się w ciągu stuleci kryzysów, a także przetrwanie licznych krytyków - od Karola Marksa poczynając. Naprawdę istotne pytanie dotyczy nie tego, czy kapitalizm może przetrwać - bo może - ale tego, czy w momencie, gdy wygrzebiemy się z obecnych kłopotów, światowi przywódcy okażą zdecydowanie potrzebne do przeprowadzenia go do następnego etapu.

Kapitalizm nie ma sobie równych, jeśli idzie o wyzwolenie tkwiącego w społeczeństwach łącznego ładunku gospodarczej energii. Właśnie dlatego wszystkie dobrze prosperujące są kapitalistyczne (w szerokim sensie tego słowa): zorganizowane są wokół własności prywatnej i zezwalają rynkom na odgrywanie dużej roli zarówno w rozmieszczaniu zasobów, jak i określaniu, kogo gospodarka wynagrodzi. Rzecz jednak w tym, że ani prawa własności, ani rynku nie mogą funkcjonować same z siebie. Potrzebne jest im wsparcie ze strony innych instytucji społecznych.

Działanie praw własności uzależnione jest zatem od sądów i egzekucji prawa, a rynki zależą od instytucji regulacyjnych, które zapobiegają ich nadużyciom i ustalają ich słabości. Na poziomie politycznym kapitalizm wymaga istnienia mechanizmów wyrównywania i transferu; chodzi o to, by jego osiągnięcia były akceptowalne. Poza tym, co ponownie uświadomił nam obecny kryzys, kapitalizm potrzebuje także rozwiązań stabilizujących, takich jak pożyczkodawca ostatniej instancji oraz polityka antycykliczna. Innymi słowy: kapitalizm nie tworzy się sam, nie zapewnia sobie trwałości, nie ma w sobie mechanizmów samoregulujących i samostabilizujących.

Historia kapitalizmu to proces wielokrotnego przerabiania tych samych nauk. W wyidealizowanym społeczeństwie rynkowym Adama Smitha potrzebne było niewiele więcej niż państwo, odgrywające rolę nocnego stróża. W celu osiągnięcia podziału pracy państwo musiało jedynie czuwać nad przestrzeganiem praw własności, zapewnić pokój i zebrać tych parę podatków, niezbędnych do zapłacenia za bardzo ograniczony zakres dóbr publicznych.

We wczesnych latach XX wieku kapitalizmem rządziło przekonanie, że do jego podtrzymania wystarczy wąska sfera instytucji publicznych. W praktyce wprawdzie państwo często wychodziło poza tę koncepcję - na przykład w przypadka wprowadzenia przez Bismarcka w 1889 roku emerytur na starość - nadal jednak rządy uważały, że ich gospodarcza rola jest ograniczona.

Zaczęło się to zmieniać wówczas, gdy społeczeństwa stały się bardziej demokratyczne, a związki zawodowe i inne ugrupowania zaczęły je mobilizować przeciwko temu, co uważały za nadużycia kapitalizmu. W Stanach Zjednoczonych rozprzestrzeniła się polityka antymonopolowa. Skutki Wielkiego Kryzysu spowodowały, że szeroko zaakceptowano użyteczność aktywnej polityki pieniężnej i fiskalnej.

W krajach, dziś nazywanych uprzemysłowionymi, gwałtownie rósł udział wydatków publicznych w dochodzie narodowym - od niespełna 10 proc. (przeciętnie) pod koniec XIX wieku do ponad 20 proc. tuż przed II wojną światową. I właśnie na fali zmian wywołanych tą wojną większość krajów stworzyła rozbudowane państwo opiekuńcze; udział sektora publicznego w tych krajach zwiększył się przeciętnie do ponad 40 proc.

Ten model gospodarki mieszanej stanowił ukoronowanie osiągnięć XX wieku. Uzyskany w jego efekcie nowy poziom równowagi między rynkiem i państwem stworzył podwaliny pod trwający w krajach rozwiniętych do połowy lat 70. bezprecedensowy okres spójności społecznej, stabilności i rozwoju gospodarczego.

W latach 80. w tym modelu pojawiły się jednak pęknięcia, a obecnie wygląda na to, że całkiem się załamał. Powody tego załamania mieszczą się w jednym słowie: globalizacja.

Powojenna gospodarka mieszana była zaprojektowana na poziomie państwa narodowego i wtedy działała: wymagała bowiem utrzymywania pewnego dystansu wobec gospodarki międzynarodowej. Ustalenia z Bretton Woods oraz zapisy GATT wprowadzały płytką formę międzynarodowej integracji ekonomicznej, która zakładała kontrolę międzynarodowych przepływów kapitałowych, którą Keynes i jego zwolennicy uważali za kluczową z punktu widzenia zarządzania gospodarką krajową. Od poszczególnych krajów wymagano wprowadzenia ograniczonej jedynie liberalizacji handlu z wieloma wyjątkami, dotyczącymi sektorów społecznie wrażliwych (rolnictwo, tekstylia, usługi). Dopóki przestrzegały tych paru prostych reguł współpracy międzynarodowej, dopóty miały wolną rękę w tworzeniu własnej wersji narodowego kapitalizmu.

Obecny kryzys pokazuje, jak daleko odeszliśmy od tego modelu. Starym zasadom poważne ciosy zadała zwłaszcza globalizacja finansowa. Gdy - przy niewielkich tylko środkach bezpieczeństwa - kapitalizm w stylu chińskim styka się z kapitalizmem w stylu amerykańskim, prowadzi to do powstania mieszanki wybuchowej. Nie było żadnego mechanizmu zapobiegającego tworzeniu się globalnego nadmiaru płynności, a następnie - spektakularnego boomu i załamania rynku mieszkaniowego, do którego przyczyniała się zresztą zawodność amerykańskiego systemu regulacyjnego. Nie było też żadnych międzynarodowych zabezpieczeń, zapobiegających rozprzestrzenianiu się kryzysu z kraju, który stanowił jego epicentrum.

Nauka, jak z tego wypływa, nie oznacza, że kapitalizm jest martwy. Oznacza, że powinniśmy wynaleźć jego wersję, odpowiadającą warunkom nowego stulecia, w którym czynnik globalizacji działa z siłą dużo większą niż poprzednio. Kiedyś „minimalny” kapitalizm Smitha przekształcony został w keynesowską gospodarkę mieszaną, dziś natomiast musimy rozważyć przejście od narodowej wersji tej gospodarki gospodarki mieszanej do jej globalnego odpowiednika.

Oznacza to, że lepszy poziom równowagi między rynkiem a wspierającymi go instytucjami musimy wymyślić na poziomie globalnym. Będzie to czasami wymagać rozszerzenia działania instytucji, które dotychczas funkcjonowały w wymiarze krajowym, a także wzmocnienia zarządzania w skali globalnej.

W innych przypadkach ta nowa forma kapitalizmu wymagać będzie zapobiegania rozprzestrzenianiu się rynków poza zasięg działania instytucji, które muszą zachować charakter krajowy. Praktyczne podejście do tych problemów będzie zapewne w różnych ugrupowaniach krajów zróżnicowane, może się też odmiennie kształtować w odniesieniu do poszczególnych kwestii.

Projektowanie przyszłego kształtu kapitalizmu nie będzie łatwe. Ale historia jest po naszej stronie: bo o kapitalizmie powiedzieć można wiele złego, to jedno trzeba mu przyznać - jest niemal nieskończenie plastyczny.

Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.