Polski brak wyobraźni
Dokonałem na sobie eksperymentu. Wypiłem solidny kieliszek alkoholu, czułem się, jak gdyby nigdy nic. Pełna sprawność, tylko siadać za kierownicę. Usiadłem jednak do komputera i okazało się, że mylą mi się klawisze przy pisaniu. Zrozumiałem, że ani jechać samochodem, ani robić nic wymagającego refleksu i pełnej sprawności nie powinienem. Oto nauka roztropności. Ale też przewidywania.
Nam, Polakom, jednak brak wyobraźni niezbędnej do przewidywania, co się stanie, jeśli tak, a nie inaczej się zachowamy. Również zdolności przewidywania dalekosiężnych konsekwencji czynów. I tak Jarosław Kaczyński dla rządu ratowania wziął do koalicji Samoobronę i Ligę Polskich Rodzin, co skończyło się fatalnie, i gdyby miał nieco wyobraźni, powinien był to przewidzieć. Podobnie jak to, że wyrzucenie popularnych posłanek z partii również skończy się fatalnie.
A na innym zupełnie poziomie: spójrzmy na Polaków, którzy zadłużają się bez zastanowienia, a potem biegną do firmy Provident, która bez wątpienia oskubie ich do końca. W sprawie budżetu domowego trzeba nie tylko umieć liczyć, lecz także przewidywać i mieć wyobraźnię. Na czym polega ta atrofia wyobraźni, która najdotkliwiej ujawnia się w kolosalnej liczbie wypadków samochodowych?
Przede wszystkim na nieodróżnianiu tego, czym jest odwaga, a czym ryzyko. W życiu, w polityce także, trzeba być odważnym, bo inaczej niczego się ani na skalę indywidualną, ani publiczną nie dokona. Jednak odwadze powinna towarzyszyć roztropność. Natomiast ryzyko przecież polega na tym, że roztropności nie uwzględniamy. Kiedy ryzykujemy w kasynie, wszystko jest w porządku, bo na tym polega hazard, chyba że ryzykujemy ostatnie pieniądze przeznaczone na chleb i mleko dla dzieci. Kiedy ryzykujemy, wyprzedzając pod górkę - w przekonaniu, że nikt nie będzie jechał z naprzeciwka - jesteśmy idiotami. Kiedy ryzykujemy w życiu publicznym, że młody prawnik nada się na sekretarza gminy - zapewne nieszczęścia nie będzie, taka jest kolej rzeczy. Kiedy ryzykujemy, że będzie rządził de facto partią polityczną - czynimy głupstwo, nawet jeżeli to ryzyko nie zakończy się powszechnym nieszczęściem.
Polacy powiadają: kto nie ryzykował... I jest to przejaw narodowej głupoty. Dla mnie przykładem roztropności, dalekowzroczności i niepodejmowania zbędnego ryzyka są obrady Okrągłego Stołu i wynikające z nich ustalenia. Wiem, że dla wielu osób są one dowodem na to, że nie podjęto ryzyka frontalnej konfrontacji z komunistami, którą na pewno byśmy wygrali, tyle że nie wiadomo ani jak, ani czym. Tacy ludzie w polityce, jak głoszący owe konfrontacyjne poglądy Antoni Macierewicz, są niebezpieczni i to z dwóch względów. Nie tylko ze względu na to, co sami mogą uczynić, lecz także dlatego, że stwarzają wzory, które co mniej roztropni obywatele mogą naśladować. Minimalizacja ryzyka jest obowiązkiem myślącego człowieka. Także dlatego, że przyszłość jest nam często nieznana i wobec tego konieczne w życiu prywatnym i publicznym myślenie długofalowe i tak jest obarczone pewnym ryzykiem. Nie należy go zatem zwiększać, przeciwnie, dzięki roztropności, znajomości rzeczy oraz zdolności przewidywania opartej na wiedzy możliwie zmniejszać.
Wyobraźnia jest cechą, jaka nie została ludziom po równo przydzielona. Komu jej brakuje, nie powinien się brać za sprawy publiczne, a przykładem jest tu prezydent George W. Bush, który nie potrafił przewidzieć długofalowych konsekwencji wojny w Iraku. A przecież bardzo wielu polityków i komentatorów przewidywało nieszczęście, więc można było pomyśleć. Tenże Bush ogłosił wojnę z terroryzmem. Sformułowanie jest wyjątkowo nieszczęśliwe, bo sugeruje, że kiedyś zawrzemy pokój z terroryzmem. Niektórzy politycy lubią ryzyko, zwłaszcza w słowach, ale nie powinniśmy nie dość, że nie brać z nich wzoru, to wręcz usuwać ich ze sceny publicznej. Jednak również sami powinniśmy ryzykować tylko wtedy, gdy nie ma innego wyjścia. A prawie zawsze jest.
@RY1@i02/2010/220/i02.2010.220.000.012a.001.jpg@RY2@
Fot. Marcin Łobaczewski
Marcin Król
Marcin Król
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.
Wpisz adres e-mail wybranej osoby, a my wyślemy jej bezpłatny dostęp do tego artykułu